Gru 09 2014

Homeopata czy lekarz homeopata ?

Na wstępnie posłużmy się historycznym przykładem. Duński emigrant Hans Gram w 1825 roku sprowadził homeopatię do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Metoda szybko rozprzestrzeniała się na nowej ziemi, że w 1844 roku lekarze homeopaci powołali do życia Amerykański Instytut Homeopatii, który był pierwszym narodowym stowarzyszeniem medycznym w Ameryce. Zgodnie z ideałem zawodu lekarza stanowiło forum wymiany myśli, obserwacji i doświadczeń związanych z owym czasie nową metodą leczenia i jej możliwościami. Wyniki terapeutyczne zaistniałe skutkiem zastosowania homeopatii wzbudziły szybki, zdecydowany i bezwzględny opór wśród nie stosujących tej metody lekarzy i instytucji medycznych przez nich zdominowanych. Idąc za przykładem homeopatów w 1846 roku powołali oni do życia grupę, która zaprzysięgła sobie walkę z nową metodą leczenia i przyjęła arbitralnie nazwę Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego (AMA). Następnym krokiem tego Stowarzyszenia było aktywne zwalczanie wszystkich lekarzy praktykujących homeopatię, sympatyzujących z homeopatią, a nawet tych, którzy mieli wśród grona znajomych lekarzy homeopatów i konsultowali z nimi przypadki swoich pacjentów. Aby wzmóc skuteczność takich poczynań i formalnie je uzasadnić, powołano Radę Naukową, która opracowała zespół wymogów edukacyjno – praktycznych z góry wykluczający możliwość szkolenia w zakresie homeopatii oraz praktycznego jej stosowania. Przeprowadzono z inicjatywy AMA szeroko zakrojoną akcję propagandową oraz kontrolną w wyniku, której w krótkim czasie o około 20% zmniejszono liczbę wyższych szkół medycznych pod pretekstem zbyt niskiego poziomu nauczania,(Flexner Raport, zwanyCarnegie Foundation Bulletin Number Four). Dzięki takiemu działaniu skutecznie ograniczono całkowitą liczbę dyplomowanych lekarzy. Motywując to dbałością o jakość kadr medycznych w praktyce zamknięto tą grupę zawodową. Rzeczywistym motorem całej akcji był zgodny z prawami rynkowymi odpływ pacjentów, a co za tym, idzie odpływ pieniądza. W tle tych „działań ratunkowych” doprowadzono do zamknięcia większości uczelni medycznych kształcących lekarzy homeopatów, postawiono lekarzy przed wyborem pomiędzy utrzymaniem prawa wykonywana zawodu warunkowanym przynależnością do AMA, a praktykowaniem homeopatii. Wydalani z towarzystw medycznych, pozbawiani praw wykonywania zawodu, lekarze homeopaci w konsekwencji zostali zepchnięci na margines medycyny. Uczmy się historii i nie powtarzajmy tych samych błędów!

Wtedy właśnie zaistniał prawdziwy problem homeopatii, gdy z pozycji nowej reformatorskiej metody leczenia dystansującej w praktyce nieskuteczną medycynę upustów krwi, soli cucących, gorzkich, arsenu, rtęci, ołowiu i maści siarkowej, dała się podstępnie zepchnąć na pozycję przeciwnika medycyny.

Ta historia przywołuje mi w wyobraźni obraz sytuacji, gdy do mieszkania, domu, posesji dostaje się złodziej, spotyka tam właściciela owej nieruchomości i w sprytny, nie przebierający w środkach sposób wykazuje mu swoje nieprawdziwe, urojone prawo własności tak skutecznie, że rzeczywisty, prawowity właściciel nabiera wątpliwości co do własnego stanu posiadania. Z czasem ten sprytnie rozpoczęty proces doprowadza, go do zupełnej utraty własności i zza wysokiego muru od czasu do czasu spogląda niepewnie w kierunku utraconego domu, a złodziej dyktuje mu warunki. To, co dziś nazywamy nowoczesną, akademicka medycyną to uzurpator i złodziej z mojego obrazu. Dziś on sam nazywa siebie EBM, Medycyna Oparta na Faktach. A fakty są takie, iż przez tysiące lat sztuka medyczna rozwijała się skutecznie gromadząc doświadczenia i budując z nich systemy postępowania jedne metody przyjmowała, a inne z czasem odrzucała, jako mniej skuteczne. Ślady tych zmagań mamy zawarte w kulturze wedyjskiej, buddyjskiej, tradycyjnych medycyn chińskiej i tybetańskiej, medycynie starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu, medycynie arabskiej, tradycji alchemii europejskiej czy praktykach medycznych Indian obu Ameryk. I tak jest do osiemnastego wieku, kiedy to na scenie historii medycyny pojawia się lekarz medycyny(!) Samuel Christian Hahnemann, którego słusznie można postrzegać przede wszystkim jako wielkiego reformatora medycyny na skalę ogólnoświatową. To on zawiedziony brakiem skuteczności ówczesnych praktyk medycznych, jak twierdzą jego biografowie, w oparciu o doskonalą znajomość wielu języków współczesnych i starożytnych przestudiowawszy dostępną mu literaturę medyczną skompilował zwarty, logiczny, skuteczny w praktyce system medyczny i nazwał go „nową zasadą leczenia w medycynie”, a później po latach doskonalenia nadał mu nazwę „sztuki uzdrawiania”(Heilkunst). Fragmentem tego systemu jest metoda leczenia chorób dynamicznych znana dzisiaj pod nazwą homeopatii i szeroko praktykowana w całym świecie. Czym jest homeopatia? To teoria i praktyka, filozofia i sztuka medyczna, nauka o substancjach i sposobie ich przekształcania w dynamiczne środki lecznicze, o obserwacji procesów życiowych, rozpoznawaniu ich znaczenia i możliwych zakłóceń ich przebiegu, o chorobach, ich względnych i bezwzględnych przyczynach, naturalnych ich postaciach, przebiegach i skutkach, sposobach zapobiegania i leczenia. „Organon der Heilkunst”, czyli „Wykładnia Sztuki Uzdrawiania” i towarzyszące mu dodatkowe prace mimo, iż wszystkie napisane pomiędzy 1796 a 1843 rokiem, dla wnikliwego badacza i oddanego studenta nie straciły nic z bezwzględnej prawdziwości, a jedynie ich forma i język mogą być powodem wymuszającym większy wysiłek poznawczy po stronie czytającego. Nadal zawierają one całość użytecznej i potrzebnej informacji, aby szybko, łagodnie, skutecznie i trwale przywracać chorych do zdrowia i to właśnie uznaje się za idealną formę praktykowania homeoterapii. To właśnie doktor Hahnemann, jako uzdolniony chemik, właściciel wielu patentów w tej dziedzinie, zreformował farmakologię i dał podstawy jej klinicznej postaci eksperymental-nej łącznie z tak zwaną >>podwójnie ślepą próbą<<, jako elementem eksperymentalnym procesu badania właściwości i skutków stosowanych leków, w homeopatii zwanej homeopatycznym badaniem substancji lub próba lekową wykonywaną na zdrowych ochotnikach obojga płci,(ostateczny protokół sformułowany został w 1835 roku). To Hahnemann dał początek nowoczesnej psychologii i psychoterapii klinicznej rozpoznając i uznając podmiotowość człowieka chorego, w tym także chorego psychicznie i jako pierwszy w Europie uwolnił takich chorych z łańcuchów i kajdan. To Hahnemann uznał i wykorzystał w praktyce leczniczej jedność psychosomatyczną człowieka i odniósł do niej dane psychosomatycznej toksykologii budując koncepcję materia medica środków leczniczych bez działań ubocznych i niepożądanych, gdyż wszystkie rozpoznane w doświadczeniu eksperymentu naukowego zakresy biologicznego i psychologicznego oddziaływania substancji zostały skutecznie zastosowane w terapii. Zasługi twórcy homeopatii można by dalej mnożyć, ale znacznie istotniejszym jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakie wymagania stawia przed osobą praktykującą tą sztukę uzdrawiania wskazany uprzednio ideał homeopatii? Inaczej, jakimi cechami, jaką wiedzą i jakimi umiejętnościami musi odznaczać się terapeuta stosujący tą metodę?

Nie ma cienia wątpliwości, że wiedza medyczna i psychologiczna są podstawą? Wiedzę medycznopsychologiczną nabywa się w toku wieloletnich, najczęściej 5-6 letnich studiów wyższych. W takim trybie też kształceni są homeopaci-lekarze w Indiach. Europejską czy amerykańską próbą osiągnięcia podobnego skutku jest wieloletnie i ciągłe kształcenie podyplomowe, czyli kontynuowane po ukończeniu akademickich/uniwersyteckich studiów medycznych na wydziałach lekarskich, w zakresie homeopatii rozłożone na etapy – zapoznanie się z metodą, nauka metody w stopniu podstawowym, a potem dla zainteresowanych i wybranych wieloletnie kształcenie w celu osiągnięcia poziomu „wąskiej specjalizacji” w rozległej dziedzinie diagnostyczno-terapeutycznej. W praktyce taki proces musi trwać przynajmniej ponad 5-6 lat po dyplomie. Dlaczego tak długo? Ze swojej perspektywy ponad 30 lat pracy w zawodzie lekarza sprowadzę to do kilku punktów:

1/ wiedza teoretyczna i podstawowa – to tysiące stron tekstu oryginalnego autorstwa doktorów Hahnemanna i Kenta, Boenninghausena, Heringa, Aegidi i Lutze oraz wielu innych autorów dokonujących różnorodnych omówień i interpretacji związanych z teorią i praktyką homeopatii;

2/ praktyczne zbudowanie osobistego warsztatu zawodowego homeoterapeuty, na które składa się rozwój osobisty w zakresie inteligencji, (których za Howardem Gardnerem możemy wyróżnić osiem rodzajów), i charakteru, rozwój zawodowy swoisty dla tej metody realizowany poprzez ćwiczenie i doskonalenie umiejętności nieuprzedzonej obserwacji zjawisk, doskonalenie zdolności posługiwania się umysłem rozsądzającym, rozdzielającym, rozróżniającym, analitycznym jak i uwspólniającym, łączącym, syntetyzującym oraz intuicyjnym poznaniem; jak i narzędziowych umiejętności postrzegania, rozróżniania, wartościowania, klasyfikowania objawów i oznak chorobowych, posługiwania się leksykonami objawów (repertoria) i lekospisami (materiae medicae).

A oto na ilustrację pewnego zakresu pracy koniecznej do wykonania przez osobę poważnie odnoszącą się do siebie i tej rozległej dziedziny ludzkiej wiedzy, jaką jest homeopatia, przytaczam cytat z Kartezjusza „Rozprawy o metodzie”:’/…/Rozsądek jest to rzecz ze wszystkich na świecie najlepiej rozdzielona, każdy bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej jest zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niźli posiadają. Nie jest prawdopodobne, aby się wszyscy mylili co do tego; raczej świadczy to, iż zdolność dobrego sądzenia i rozróżniania prawdy od fałszu, co nazywamy właśnie rozsądkiem lub rozumem, jest z natury równa u wszystkich ludzi. Tak więc rozbieżność mniemań nie pochodzi stąd, aby jedni byli roztropniejsi od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy myśli nasze rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy. Nie dosyć bowiem mieć umysł bystry, ale główna rzecz jest właściwie go stosować. Największe dusze zdolne są do największych występków zarówno jak do największych cnót; a ci, którzy idą jedynie bardzo wolno, jeśli trzymają się wciąż prostej drogi, mogą posunąć się o wiele dalej niż ci, którzy biegną, lecz oddalają się od niej./…” [tł. Tadeusz Boy-Żeleński]

Na koniec tych rozważań chcę zestawić czytelnika z zagadnieniem doświadczenia zawodowego i jego znaczenia dla praktyki i skuteczności działania w zakresie homeopatii.

Homeopatyczna metoda leczenia operuje około 4500 środków leczniczych z których około 1500 ma powszechne zastosowanie, ok. 500 ma pozycję wielokrotnie sprawdzoną w praktyce leczenia i utrwaloną wśród homeopatów całego świata a 100-150 środków to minimalna ilość umożliwiająca poprawne posługiwanie się tym systemem leczenia. Dla porównania z akademicka medycyną kliniczną, wg rozległych badań statystycznych przeprowadzonych w połowie lat 70-tych XX wieku na terenie Wielkiej Brytanii i USA, przeciętny lekarz klinicysta w swojej praktyce zawodowej posługiwał się 5-7 lekami, a wybitnej klasy specjalista 20 lekami.

W swojej praktyce lekarskiej w ciągu minionych 30 lat w warunkach polskich przyjmowałem od 5 do 20 osób dziennie stosując wyłącznie homeoterapię. Daje to przybliżoną liczbę udzielonych porad medycznych w zakresie homeopatii równą 116 000-120 000 i ona właśnie jest odzwierciedleniem mojego rzeczywistego doświadczenia w tej metodzie. To ona opisuje, określa i warunkuje kogo spotkałem, co widziałem, jakie problemy rozpoznawałem i rozwiązywałem, jako lekarz między 1983 a 2013 rokiem. Kiedy porównałem to z doświadczeniami spotkanych lekarzy z Meksyku lub Indii, ludzi, którzy ukończyli tamtejsze 5-6 letnie studia uniwersyteckie w zakresie homeopatii, których nauczycielami byli homeopaci w drugim lub trzecim pokoleniu mający na swoim kącie 30-60 lat praktyki terapeutycznej, którzy w swoich szpitalach, ambulatoriach czy prywatnych gabinetach przyjmowali dziennie nawet po 100-150 osób, to wnioski nasuwają się same: „moje wielkie” osobiste doświadczenie zawodowe wobec ich doświadczeń jest znikome. Jaką w takim razie jest wiedza i doświadczenie entuzjasty tej metody po 3 dniowym seminarium, po 6 miesięcznym kursie, po trzyletniej zawodowej szkole pomaturalnej ? Po latach oddanej pracy pod okiem „mistrza” można zostać „wielkim homeopatą” nie będąc nigdy lekarzem. Urodzony w 1932 roku George Vithoulkas jest tego przykładem. Jest uznanym nauczycielem, założycielem szkoły homeopatii klasycznej na wyspie Alonissos, terapeutą. Ale ilu takich jest na świecie? Tylko współpraca z medycyną kliniczną i jej przedstawicielami, tylko świadectwa uzdrowień pacjentów i dobre umiejętności diagnostyczne i terapeutyczne po stronie homeopaty maja przyszłość, bo tylko synteza, której celem jest zdrowie, się obroni.

Historia lubi się powtarzać i czyni to chętnie. Jeżeli obniżamy standard, czynimy metodę bardziej popularną, to stwarzamy warunki do pomnożenia błędu. W odniesieniu do homeopatii polskie prawodawstwo posługuje się dwoma aktami: ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz ustawą prawo farmaceutyczne; pierwszy akt nie wypowiada się na temat homeopatii, a drugi dopuszcza do obrotu na terytorium RP preparaty homeopatyczne w sprzedaży aptecznej.

Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej, jak dotąd stoi na stanowisku, iż lekarz uprawniony do rozpoznawania i leczenia chorób oraz orzekania, ma prawo stosowania leków i preparatów dopuszczonych do obrotu zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem, w tym także preparatów homeopatycznych. Zaś przedstawiciele obieralnych władz Naczelnej Rady Lekarskiej ustawicznie podejmują próby walki z lekarzami stosującymi homeopatię i nie wahają się nawet przed wywieraniem nacisku na władze niezawisłych, jakby się wydawało, wyższych uczelni medycznych organizujące kształcenie lekarzy w zakresie tej metody leczenia, domagając się natychmiastowego ich zaniechania. Niemcy, Francja i Wielka Brytania to kraje europejskie, w których w ciągu minionych 200 lat, mimo różnych ataków wypracowano skuteczne i dość stabilne regulacje prawne akceptujące homeopatię, ale stało się to możliwe tylko dlatego, że połączono w nich wysoki profesjonalizm lekarzy homeopatów, wyrażone świadome zapotrzebowanie społeczne na tego rodzaju praktykę medyczną i jasno określone zasady kompetencji i odpowiedzialności różnych grup zawodów medycznych stosujących tą metodę terapii. W tych sprawdzonych rozwiązaniach prawnych tych krajów inną rolę pełnią brytyjscy „healerzy” czy niemieccy „heilpraktikerzy”, inną położne i pielęgniarki, inną lekarze weterynarii, a inną lekarze medycyny czy stomatologii. Szkolenia podyplomowe przedstawicieli wymienionych zawodów medycznych mają charakter 3- do 6 – letnich, wielostopniowych szkoleń teoretycznych powiązanych z praktyką wprowadzającą odbywaną pod nadzorem doświadczonych specjalistów lekarzy homeopatów. Szkolenia takie zakończone są obowiązkiem odbycia próby lekowej, zdania egzaminu teoretycznego, opracowania kilku przypadków ostrych zachorowań i 1-2 przypadków przewlekłych chorób na podstawie, których to materiałów komisja egzaminacyjna przeprowadza dyskusję z kończącym szkolenie – celem tej rozmowy jest ostateczne potwierdzenie podstawowego przygotowania terapeuty do stosowania homeoterapii w praktyce. Od tej chwili rozpoczyna się dla homeopaty nigdy niekończący się proces samokształcenia.

I to właśnie podkreślam z naciskiem – stosowanie homeopatii wymaga przygotowania medycznego. Tak było w czasach Hahnemanna i tak jest dzisiaj, chociaż w historii homeopatii zaistniały znaczące i uzasadnione wyjątki od tej zasady, a pośród nich Maria Klemens von Boenninghausen (ulubiony i wysoko ceniony uczeń Hahnemanna, doktor praw, erudyta i tłumacz, w uznaniu zasług obdarzony honorowym tytułem doktora medycyny), Melanie d’Hervilly Gohier Hahnemann (artystka, poetka i malarka, od 1835 roku żona Hahnemanna, na 8 lat przed śmiercią przyznano jej prawo praktyki lekarskiej w uznaniu dokonań – była pierwszą kobietą w historii nowożytnej Europy wykonującą w praktyce zawód lekarza), a w naszych czasach wspomniany wcześniej George Vithoulkas.

Samoleczenie, jako zjawisko i określenie łączone często z homeopatią, nie oznacza stosowania tej metody samodzielnie przez nieprzygotowaną do tego osobę. Odnosi się ono do faktu iż stosowane w homeoterapii preparaty homeopatyczne/ spotęgowane środki lecznicze wzbudzają, czyli bodźcując swoiście organizm rozpoczynają oparty o siły natury proces samoleczenia i zdrowienie organizmu.

Nie mylmy też celu i środków do jego osiągnięcia. Homeopatia jest wynikiem poszukiwań lepszego rozwiązania wobec niedostatków innych metod. Jej celem jest pomoc w powrocie do zdrowia, a ona sama jest tylko środkiem pomagającym w osiągnięciu tego celu. Gdyby wszyscy ludzie, zwierzęta i rośliny zachowywali doskonałe zdrowie, homeopatia byłaby niepotrzebna.

Dla udostępnienia homeopatii należnego jej miejsca w medycynie konieczna jest współpraca ze wszystkimi, którzy dążą do tego samego celu, czyli dbałości o zdrowie ludzkie. Na dziś medycyna akademicka, kliniczna, alopatyczna dyktuje warunki i jedno stron-nie określa kryteria poprawności i prawdy. Z tego faktu wynikające zarzuty nienaukowości stawiane homeopatii i nie są one merytorycznie prawdziwe i zasadne, lecz mają poparcie w propagandzie i zasobach finansowych. Pamiętajmy, gdy medycyna alopatyczna wprowadza zespół nowych standardów pod nazwą EBM, czyli „medycyny opartej na faktach” jako jedynie naukowo uzasadnionej i skutecznej, to odnosi się do autorytetu nauki, a ta ze swojej natury jest metodą poznawczą, a nie prawdą samą w sobie, a tym bardziej nie jest dogmatem. Zgodnie z podnoszonym przez EBM postulatem oparcia medycyny na faktach, dane faktograficzne zgromadzone przez ponad 200 lat pracy homeopatów nie mają sobie równych w tradycji medycyny europejskiej. A więc materiału faktologicznego homeopatii nie brakuje, metodologii naukowej także co sygnalizowałem wskazując na jej nowatorskie rozwiązania w wielu gałęziach medycyny. Rzeczywistym brakiem jest brak współpracy pomiędzy lekarzami podtrzymywany przez zakulisowe intrygi, naciski nieformalne na ustawodawców i przedkładanie opinii pozornych autorytetów ponad fakty pochodzące z obserwacji i doświadczeń. Drugim brakiem jest brak przytomności i rozsądku, trzecim brak tolerancji i kultury poszanowania inności na skalę ogólno społeczną. To te braki stwarzają przestrzeń dla manipulacji, propagandy i kreowania prawd pozornych, cząstkowych i koniunkturalnych, które służą korzyściom finansowym pojedynczych osób lub małych grup interesów za cenę strat na skalę ogólnoludzką.

Wnioski są takie:

-/ jeśli chcemy, aby homeopatia była swobodnie dostępną formą pomocy medycznej, musi pozostać w rękach dobrze wyszkolonych lekarzy, jako jedno z dostępnych im narzędzi działania, zgodnie z wiedzą i intencją doktora Samuela Hahnemanna;

-/ przywrócenie homeopatii należnego jej miejsca w medycynie wzbogaci wiedzę o człowieku w zdrowiu i chorobie oraz o naturalnych zdolnościach zdrowienia ludzkiego organizmu;

-/ jedynym znaczącym skutkiem powszechnego stosowania homeopatii w ramach systemów opieki medycznej jest znaczący wzrost ich skuteczności przy obniżeniu związanych ze świadczeniem tej opieki nakładów finansowych, co procentuje podniesieniem poziomów zdrowotności i żywotności społeczeństwa obserwowanych w perspektywie wielopokoleniowej;

-/ osiągnięcie takiego celu możliwe jest tylko przez edukację społeczną, kształcenie zawodów medycznych i regulacje prawne zapewniające powszechny dostęp to homeopatii jako równoprawnej, a w wybranych sytuacjach dominującej metody zapobiegania i leczenia.

Pozostaje na koniec poruszyć jeszcze drażliwą dla wielu kwestię: być czy nie być lekarzem chcąc być homeopatą? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Przede wszystkim dlaczego chce być homeopatą? Czy chce poznać tą dziedzinę nauki? Chce ją stosować na sobie? Chce być gotowy do pomocy swojej najbliższej rodzinie? Jeśli tak, to zupełnie zasadną wydaję się być pomaturalna szkoła homeopatii i dalsze dokształcanie się na kursach i seminariach. Albo…Chce pracować, jako osoba zajmująca się leczeniem innych ludzi i traktuje to zarówno, jako pasję, jak i profesję. W takim przypadku należy sprawę potraktować niezwykle poważnie. Nikt chyba nie uwierzy, że w ciągu kilku lub kilkunastu lat zmieni się system ustawodawczy na świecie. Jesteśmy i będziemy od niego uzależnieni, czy nam się to podoba, czy nie. A on jest nieugięty. Leczyć wolno tylko lekarzowi. I fakt, że w Polsce homeopatia ma takie miejsce, jakie ma, czyli…miejsce mało poważnie traktowanej dziedziny czegoś, co jest pomiędzy szarlataństwem a alternatywą. Prawda jest jednak taka, że nie jest ani jednym, ani drugim i w wielu krajach Europy stała się prawnie uznaną metodą leczenia praktykowaną przez lekarzy. Dlaczego w naszym kraju ma być inaczej? Odpowiedź jest prosta – w naszym kraju JEST inaczej.

Niestety, jak grzyby po deszczu wyrastają gabinety różnorakich terapii często w swojej ofercie mające homeopatię. Jeżeli znajdzie się w nich doświadczony lekarz to pół biedy, ale ci mają raczej własne gabinety. Wśród bogatej oferty terapeutów po kursach nawet tych 3 czy 5 letnich są osoby stosujące „razem” z homeopatycznymi środkami np. radiestezję, biorezonans i inne terapie rodem z New Age. Potem…wielkie zdziwienie, jak ksiądz z ambony mówi, że to okultyści. I tak rykoszetem obrywa się mającej głębokie podstawy naukowe metodzie leczenia stosowanej w wielu światowych klinikach zwanej homeopatią.

Na koniec przytoczę opinię w tej sprawie lekarza – homeopaty, uczestniczki wielu kursów i szkoleń podyplomowych w zakresie homeopatii rozłożonych na dobre 20 lat, osoby znającej obie strony medalu równie dobrze: „/…/generalnie leczeniem powinni zajmować się lekarze. Są wyjątki wybitnych uzdrowicieli – nie lekarzy, jednak otwarcie drzwi medycyny dla nie lekarzy spowodowało napływ niesamowitej liczby osób przekonanych o swej wiedzy, bardzo odważnych w stawianiu diagnoz i leczeniu, dlatego, że nigdy nie widzieli tego, na co każdy lekarz napatrzył się w szpitalu./…/”

 

– Robert Zawiślak –

 

Gru 05 2014

SPRZEDAWCY ŚMIERCI KONTRA SPRZEDAWCY CUKRU

Najpierw zapoznajmy się z faktami. Zgodnie z nimi, główną przyczyną śmierci w USA, wg wyników 30 lat badań przeprowadzonych przez niezależną, pozarządową instytucję Nutrition Institute of America z Nowego Jorku przedstawioną w 25 – stronnicowym raporcie z 2004 roku zatytułowanym „Death by Medicine”, jest medycyna konwencjonalna. W oglądanym przez pryzmat statystyki systemie medycznym USA:

# 2.2mln ludzi rocznie doświadcza reakcji niepożądanych (ADRs) na przepisywane zgodnie ze sztuką lekarską leki;

# 20mln niekoniecznych zaleceń antybiotyków dokonuje się rocznie wobec infekcji wirusowych;

# 7,5 mln niekoniecznych procedur medycznych i zabiegów chirurgicznych dokonuje się w ciągu roku;

# 8.9 mln decyzji o niekoniecznych hospitalizacjach rocznie;

# 783936 zgonów rocznie spowodowanych jest przez oficjalne działania medycyny konwencjonalnej.

Dla porównania:

699697 zgonów nastąpiło w 2001 roku z powodu zdiagnozowanych chorób serca;

553251 zgonów nastąpiło w 2001 roku z powodu choroby nowotworowej.

Te dane jednoznacznie wskazują, że prawdziwą pandemią naszych czasów nie jest ani choroba nowotworowa ani choroby układu sercowo-naczyniowego, jak zwykło się sądzić, a jest nią działalność służb medycznych.

 

Moje akademickie wykształcenie lekarskie zdominowane jest dogmatem amerykańskich uczonych, amerykańskich badań, amerykańskich odkryć medycznych, amerykańskich klasyfikacji chorób i postępu procesów patologicznych oraz amerykańskich wytycznych dotyczących sposobów leczenia. Symboliczną pieczęcią dopełniającą obrazu jest krakowski Instytut Pediatrii w Prokocimiu, dar amerykański, i odbywające się w nim od lat szkolenia lekarzy zgodne z amerykańskimi wytycznymi.

Dlaczego wszystko co przywołałem „musi” być ”amerykańskie”?

Cóż, bezdyskusyjna prawdą jest iż stworzony system jest w swojej genezie pochodzący z Ameryki, jednak oddając Jej (Ameryce) sprawiedliwość, to właśnie tam są prowadzone obserwacje i wnikliwe statystyki obrazujące ogrom problemu o którym mowa. Dzięki nim obecnie każdy człowiek na ziemi może nabyć stosowną wiedzę i dystans do tego co oferuje mu tzw. Oficjalna medycyna. Warto tu wspomnieć że w Polsce do dzisiaj nie istnieje oficjalny rejestr błędów medycznych mimo usilnych starań pacjentów.

Obserwowane z biegiem lat owoce są wskaźnikiem rzeczywistej wartości każdego przedsięwzięcia. Zadaję więc sobie pytanie: co to za konwencja medycyny? co to za sztuka lekarska? Co jest istotą medycyny konwencjonalnej skoro u źródeł, w jednej tylko populacji świata, w USA przynosi ona owoce zobrazowane powyższymi statystykami? Jakie są źródła konwencji, bo jej przejawy obserwujemy na co dzień, która pod powszechnie akceptowanym hasłem po pierwsze nie szkodzić, w majestacie prawa okalecza i pozbawia życia miliony ludzi? Jedni stają się jej ofiarami „przypadkowo”, inni, jak to ma swój wyraz w odniesieniu do ofiar powikłań poszczepiennych, „w imię wyższego dobra ogółu”, a jeszcze inni „w związku z aktualnym poziomem wiedzy” warunkowanej wynikami badan naukowych. Co dzieje się z tą nauką? Konwencja aktualnej nauki, w praktyce nie wiele starsza niż 150 lat, z łatwością zamykająca oczy na fakty nie wygodne dla niej, w ramach nieokiełznanej twórczości rodzi swoje owoce – wypluwa z siebie kolejne obowiązujące procedury, zakotwiczone w modelu pozytywistycznego skrajnie materialistycznego człowieka maszyny. Rozciąga swoje oddziaływanie na otępiającą indoktrynację stosowaną w powszechnych systemach edukacyjnych, które bazują na marnym odtwórstwie, dość skutecznie wykorzeniającym zdolność stawiania odkrywczych pytań, gotowość do nieuprzedzonego widzenia zjawisk i odwagę twórczego zaprzeczania zastanym, utartym, rutynowo stosowanym rozwiązaniom. A tzw. nauki medyczne zdają się w tym zakresie przodować. Z drugiej strony przy bliższym oglądzie zjawiska pojawia się przesycone przygnębieniem pytanie: a dlaczego miałoby być inaczej skoro badania naukowe zlecają, i w przewadze kupują, królujący producenci „najlepszych” już istniejących rozwiązań? Rozwiązania te są najlepsze, gdyż najlepiej sprawdziły się rynkowo i przyniosły najlepsze dochody. Badania odkryją i potwierdzą prawdę zgodnie z zamówieniem, a jeśli jednak wynik badań mógłby nieoczekiwanie wskazać inną prawdę, to zawsze może pozostać pod kluczem ukryty na dnie szuflady. Na koniec kapłani medycyny – lekarze, poniosą sztandar jedynej obowiązującej prawdy na spotkanie chorego, i jako dopełniające ogniwo systemu, uruchomią zwrotny i zwielokrotniony przepływ strumienia pieniądza do źródeł, z których przyszedł, oferując społeczeństwu oparte na faktach naukowych procedury medyczne. System krzykliwie i z uporem głoszący ewangelię materializmu, wykrzywioną i rzekomo prawdziwą naukę przeczącą naturze i istocie człowieczeństwa działa skutecznie. Sprawdzony przez lata przynosi oczekiwane skutki. Na polu medycyny mami pozorami prawdy, zwodzi dogmatami nauki, wikła w bezowocne rozpatrywanie szczegółów pozbawiających zrozumienia, odcinających od użytecznych i prawdziwych uogólnień i zrozumienia praw natury, równocześnie oddalając od odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące zdrowia i życia. Co najgorsze, na skalę globalną pozbawia ludzi odpowiedzialności za samych siebie, obezwładnia i zniewala ich, wbudowując w ich świadomość przekonanie o niemocy i niezdolności do życia poza systemem. W tej konwencji zdolności samoodnowy organizmu ludzkiego są uznane za jedne z najniebezpieczniejszych i propaganda systemowa nie waha się nawet przed użyciem narzędzi prawych, aby ścigać z urzędu takich śmiałków i heretyków, którzy próbują szerzyć wiedzę i rozpowszechniać przekonania o rzeczywistych możliwościach człowieka. Gdyby ludzie rozpoznali i rozwinęli życie w sobie, urzeczywistnili swoje potencjalne możliwości, staliby się samowystarczalni. Wtedy skończyłaby się zależność, a wraz z nią skończyłby się wyzysk i możliwość zarobku na wielką skalę.

Skupmy uwagę na kluczowym fakcie – jeżeli w obliczu szkody, jaką jest w indywidualnym życiu choroba, nie ma pracy nad jej zrozumieniem, rozpoznaniem jej celu i sensu, a w zamian ma miejsce podstępne, systemowe wykorzystywanie sytuacji do uwikłania, uzależnienia i zniewolenia człowieka, to jest zasadnym nazywanie przedstawicieli takiego systemu sprzedawcami śmierci.

Jeżeli wbrew faktom, człowiekowi choremu proponuje się „lek”, procedurę medyczną, postępowanie, zabieg, który nie dość, że nie poprawi jego położenia, to jeszcze doda trwale do jego cierpień, zaciemni sytuację i odsunie szansę na pomyślne, twórcze, odkrywcze, rozwijające rozwiązanie, to zasadnym jest nazywanie przedstawicieli takiego systemu sprzedawcami śmierci.

Jeżeli substancja zwana „lekiem” po długotrwałych, wieloletnich badaniach, jest rozpoznana, jako wykazująca całą gamę oddziaływań biologicznych, i w sposób arbitralny kilka procent tego rozległego zakresu działania nazwanych zostaje wskazaniami terapeutycznymi, a ponad dziewięćdziesiąt procent działaniami niepożądanymi i ubocznymi, to jasnym jest, że jej przewlekłe przyjmowanie związane jest wbudowywaniem w organizm złożonych zakłóceń funkcjonowania, w konsekwencji tłumieniem lub nadmiernym pobudzeniem funkcji życiowych, a więc szkodą. I ta szkoda jest tym większą, im więcej takich substancji jest stosowanych i im dłuższy jest ich czas stosowania. Dlatego zasadnym jest nazywanie sprzedawców takich „lekówsprzedawcami śmierci.
Jak to się zaczęło? Historyczna prawda jest taka, że to doktor Hahnemann wniósł do medycyny impuls ożywczy i porządkujący. Przybywający w XIX wieku z Ameryki po nauki na Stary Kontynent do europejskich uniwersytetów młodzi ludzie przejmując ideę homeopatii rozprzestrzenili ją potem w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. To lekarze homeopaci, jako pierwsi skupiali swoje działania w stowarzyszeniach lekarskich, zakładali szkoły medyczne i twórczo doskonalili nową metodę leczenia. I tak było do końca XIX wieku.

Wtedy to w kręgach finansjery amerykańskiej dostrzeżono, że człowiek chory może być świetnym źródłem dochodów. Należy tylko nieco skorygować kierunek rozwoju społeczeństwa. Skorygować regulacje prawne, szkolnictwo i medycynę wykorzystując istniejące struktury i mechanizmy. Wyniki terapeutyczne homeoterapii wobec ostrych chorób w tym epidemii duru i cholery nie miały sobie równych – sprawdzono to w Europie. Wobec chorób przewlekłych również homeopatia okazała się skuteczna jak żadna inna metoda leczenia. Skutkiem tego paradoksalnie okazała się nieprzydatną, a nawet groźną dla realizacji nowego zamierzenia. Należało więc, po około 100 latach jej dynamicznego rozwoju, homeopatię zniszczyć. I w Stanach Zjednoczonych prawie się to udało na długie lata. Aby tego dokonać, trzeba było przeniknąć system szkolenia, zmienić jego zasady i cele, nakierować medycynę na walkę z nieistniejącymi chorobami, stworzyć zmyślną karykaturę sprawnie działającego wzorca pod patronatem pseudo nauki, jako ostatecznego autorytetu mamiącego ludzi. I tak się stało – założone przez lekarzy homeopatów Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne zostało „przekształcone” od wewnątrz i przejęte dla nowej strategii „zdrowia publicznego”, czyli ośmieszenia homeopatii, zakazania jej nauczania i stosowania, metodycznej indoktrynacji lekarzy, zmiany standardów medycznych, ustalenia obowiązujących kontraktowanych procedur medycznych, podporządkowania nauczania medyków potrzebom powstającego przemysłu farmaceutycznego i profesjonalnemu tworzeniu rynku zbytu dla jego produktów na skalę światową. Cel został osiągnięty. Wystarczyło 40-50 lat metodycznego działania i tak się stało. Pojawiła się medycyna konwencjonalna dzięki konwencji wąskiej grupy finasowo zasobnych decydentów. Wyrzuciła poza swoją konwencję wszystko, co nie nakręca zysku i, jak przystało na uzurpatora, dyktatora, korzystając ze wszelkiej dostępnej krzykliwej propagandy, przekonuje, że jest jedynym reprezentantem prawdy i ma na nią monopol. AMA, American Medical Association, dziś jest dyktatorem o globalnym zasięgu i pospołu z WHO oraz pomniejszymi organizacjami decyduje o treści recepty na globalne zdrowie.

Zdrowie znaczy już co innego, choroba znaczy co innego, lek jest czym innym, leczenie nie znaczy już tego, co dawniej. Wszystko podporządkowane jest pomnażaniu pieniądza, a reszta to pozory i maskarada. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy te stwierdzenia są zasadne, to polecam lekturę głównych tytułów serwisów informacyjnych i gazet codziennych, w których przedstawiciele oficjalnego nurtu bełkotliwie atakują praktyków homeopatii argumentami rodem z kabaretu. Jeśli poświęcimy chwilę zastanowienia niedawnej sprawie sądowej Boiron przeciw Gregosiewiczowi, to dostępny „materiał dowodowy” jasno wskazuje jak musiał się skład sędziowski napracować próbując ustalić jakim poziomem logiki i argumentacji posługiwał się Pan profesor Andrzej Gregosiewicz formułując kłamliwe oskarżenia i atakując homeopatię oraz Firmę Boiron wypowiadając słowa, iż preparat homeopatyczny Oscilloccinum Boiron nie działa, bo nic po za cukrem w nim nie ma, a jednocześnie twierdził, że przenosi on wirusa ptasiej grypy i jest przyczyną rozsiewu epidemii tejże choroby.

(„/…/Rozpatrując skargę kasacyjną pozwanego Sąd Najwyższy uznał ją za niezasadną. Stwierdził przy tym, że Gregosiewicz w żaden sposób nie dowiódł, że Oscillococcinum stanowi zagrożenie zarażenia wirusem ptasiej grypy w jego najgroźniejszej postaci H5N1. Sąd wytknął również Gregosiewiczowi, iż skoro twierdzi on, że środek homeopatyczny nie ma właściwości określanej skrótowo jako tzw. „pamięć wody”, to tym samym niemożliwe było przenoszenie przez ten lek także wirusa ptasiej grypy./…/”

Wyrok SN III CSK 73/07 Boiron S.A. vs. Gregosiewicz z 10 maja 2007roku)

Na drugim biegunie naszych rozważań stawiam sprzedawców cukru. Ich główną przewiną jest, że ośmielają się postępować inaczej i psują spójność upowszechnianego obrazu świata. Gdyby nie istnieli sprzedawcy cukru, „najlepsze” i jedyne propozycje systemowe zostałyby pewnie z braku innych przyjęte z wdzięcznością i uznane za najlepsze. Ponoszone koszty i składane ofiary, nawet życia, można by wtedy nazwać smutną koniecznością i ceną za osiągane na skalę społeczną dobro. Ale kiedy ktoś dostrzega fakty i wypowiada głośno stwierdzenia o tym, że fluoryzacja wody pitnej i past do zębów uszkadza ośrodkowy układ nerwowy i trwale zmienia zachowania człowieka, że powszechnie dostępne szampony do mycia włosów zawierają toksyczne substancje wzbudzające procesy nowotworowe w tkance mózgowej, a niedawno wprowadzona i burzliwie rozwijająca się technologia telefonii komórkowej w sposób fizyczny również indukuje podobne zaburzenia zdrowia, że szczepionki „zapobiegawcze” zawierają onkogenne wirusy, obcy materiał genetyczny i rozpoznane substancje toksyczne w stężeniach ponad 100000-krotnie przekraczających dopuszczalne normy, że środki „lecznicze” stosowane w chemioterapii nowotworów mają w swoich składach toksyczne substancje używane w czasie II wojny światowej w komorach gazowych obozów masowej zagłady, to taka osoba w szybkim trybie zostaje uznana za wroga publicznego i system podejmuje działania w celu jej usunięcia.

Pośród takich ludzi są także sprzedawcy cukru. W polskim krajobrazie medialnym pojawili się nie tak dawno. Kim są? To ci, którzy wytwarzają, sprzedają, stosują w profilaktyce i terapii profesjonalnie lub amatorsko preparaty homeopatyczne.

Już wiemy, gdzie możemy odnaleźć sprzedawców cukru, są oni obecni po tej drugiej stronie linii frontu walki o prawdę. Burzą dominujące przekonania, czynią zamach na dogmaty propagandy, tworzą wyłom w spójnej, podawanej, jako jedyna istniejąca, wersji rzeczywistości. Jaka jest prawda reprezentowana przez sprzedawców cukru ?

To prawda oparta na odkryciu doktora Samuela Hahnemanna, spostrzeżeniach i doświadczeniach tysięcy lekarzy, którzy od 1795 roku do dziś, czyli przez prawie 220 lat, obserwowali i stosowali w praktyce homeopatię, oraz wielokrotnie większej liczby ludzi różnego wieku i płci, którzy doświadczali na sobie jej błogosławionych skutków. By oddać sprawiedliwość prawdzie reprezentowanej przez sprzedawców cukru, dodać należy jeszcze zwierzęta i rośliny(sic!) skutecznie leczone za pomocą tej metody na obu półkulach ziemskiego globu. Tysiące tysięcy stron spisanych obserwacji, eksperymentów naukowych i ich wyników opisują reakcje ludzi na podanie substancji i informacji preparatów homeopatycznych w próbach lekowych, tysiące tysięcy stron spisanych dokumentacji obserwacji klinicznych i wyników leczenia osiąganych z pomocą homeoterapii, zgromadzone rozległe bazy danych zapisane na nośnikach elektronicznych, zbudowany przez obserwację i eksperyment lekospis obejmujący wskazania do stosowania ok. 4500 środków leczniczych. To przykładowe owoce wytężonej i uporządkowanej pracy wykonanej w ciągu ponad 200 lat historii homeopatii.

Jest jeszcze jeden owoc homeopatii, który przekreśla ją w oczach sprzedawców śmierci. Jest nim brak skutków ubocznych i niepożądanych w związku z prowadzoną terapią homeopatyczną. Nie nadaje się ona do produkcji przewlekle chorych ukrywanej pod pretekstem procedur zalecanych przez medycynę oparta na faktach (EBM). Nie nadaje się do uzależnienia pacjenta. Z tej przyczyny jest nie tylko nieprzydatna, ale staje się niebezpieczna i wroga dla omawianego nurtu konwencji, już z samego faktu swojego istnienia. A więc jako rozpoznany wróg, homeopatia musi być aktywnie zwalczana, bo z wrogiem się walczy. Tak zawsze było w ludzkiej tradycji.

A w polskiej rzeczywistości, jako wynik napięć pomiędzy Naczelna Radą Lekarską a sprzedawcami cukru i ich zwolennikami, NRL powołuje Komisję złożoną z utytułowanych specjalistów, i nakreśla jej okres czasu kilu tygodni, aby zbadała homeopatię i wydała orzeczenie o jej prawdziwości i przydatności w terapii. Czy będą oni w tym czasie zdolni zapoznać się z materiałami źródłowymi? Z rozległą literaturą tematu homeopatii? Czy zdążą nabyć osobiste doświadczenie i stać się ekspertami zdolnymi do wydania prawdziwej opinii na temat badanego tematu, skoro lekarzowi wstępne poznanie zasad i sposobów stosowania homeopatii zabiera przynajmniej trzy lata i wymaga od niego nie tylko pilnych studiów rozległej lektury interdyscyplinarnej, ale także osobistego zaangażowania i przebycie próby lekowej, co i tak nie czyni go ekspertem w tej dziedzinie, a jedynie udostępnia mu rozeznanie w rozległości i złożoności zagadnienia, jakim jest homeopatia. Jaki będzie werdykt? Nie przesądzając, z mojego punktu wiedzenia, jedyny prawdziwy, jaki mógłby zaistnieć, wyrażałby się stwierdzeniem: ”Wobec rozległości i złożoności zagadnienia stwierdzamy, iż na tym etapie jego poznania nie jesteśmy kompetentni do zaopiniowania o nim. Potrzebujemy czasu i możliwości zapoznania się z opiniami specjalistów w tej dziedzinie.” Kto nas zaskoczy i czym? Na co możemy liczyć? Przedsmak tego, co czeka zainteresowanych sprawą homeopatii ujawnił się w czasie spotkania za i przeciw zorganizowanego przez „Rzeczpospolitą” w (..) z udziałem miedzy innymi doktora Macieja Hamankiewicza reprezentującego NRL i gościa z Wielkiej Brytanii, doktora Petera Fishera z Królewskiego Szpitala Medycyny Integracyjnej w Londynie. konsultanta naukowego Rady do spraw Homeopatii przy Parlamencie Europejskim. Kiedy dr Fisher powołał się na wyniki badań naukowych w liczbie 288 wykonanych do 2013roku, zgodnie ze standardami naukowymi, potwierdzających skuteczność i przydatność terapeutyczna homeopatii, zebrani usłyszeli bardzo merytoryczną odpowiedź dr Hamankiewicza, iż „/…/ osobiście znam pacjenta, któremu leki homeopatyczne zaszkodziły, bo zaniechał leczenia chemicznego i dziś jego stan jest bardzo poważny.” (Podaję za artykułem „Homeopatia – pacjent, lekarz, system” zamieszczonym w dodatku do „Rzeczypospolitej”, Zdrowie N3, Środa-Czwartek, 18-19 czerwca 2014.) W dalszym ciągu swoich uzasadnień powiedział „- Prawdą jest, że nie ma skarg od pacjentów na szkodliwe działanie tych preparatów, bo co ma im zaszkodzić: cukier i woda?”.

Jak mógłby wyglądać komentarz do takiej odpowiedzi zostawiam swobodzie wyboru uważnego i światłego Czytelnika…

Teraz opowiem Państwu o przypadku. Przypadki pacjentów w tradycji homeopatii są nośnikiem żywej wiedzy i ich przedstawianie oraz dyskusja nad zasadnością prezentowanego w nich postępowania jest jednym z głównych sposobów nauczania homeopatii. Oto zgłosiła się do mnie pewna młoda, dwudziesto – kilku letnia kobieta, według medycyny klinicznej cierpiąca z powodu atopowego zapalenia skóry. Jej problem, wg wspomnień jej matki rozpoczął się w pierwszych tygodniach życia, niekiedy na krótko przycichał, ale mimo wieloletniego intensywnego leczenia, nigdy nie ustąpił. Była konsultowana przez lekarzy pediatrów, internistów, alergologów, immunologów i dermatologów, i intensywnie leczona także w warunkach szpitalnych. Tu pojawia się pytanie – jak to jest możliwe? Osoba urodzona w sercu Europy z końcem lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, cierpi przez całe swoje życie z powodu zapalenia skóry. Jest w praktyce przewlekle, nieuleczalnie chora, pomimo intensywnego leczenia i pełnej opieki roztaczanej nad nią przez rozbudowany system Służby Zdrowia? Jak to możliwe skoro ludzka skóra odnawia się całkowicie w cyklu 28-dniowym? Jaki to problem, który okazuje się niedostępny dla całej armii rozlicznych specjalistów klinicznej medycyny, dominującego nurtu, który rości sobie prawo do wyłączności w sprawach ochrony i przywracania zdrowia? Rozpoznanie jest ustalone i znane ponad wszelką wątpliwość. Leczenie jest znane i zalecone: środki przeciw-histaminowe wewnętrznie i zewnętrznie, a w okresach zaostrzeń terapia sterydami zewnętrznie i wewnętrznie, okresowo nawet dożylnie. Wynik… jest opłakany własnymi łzami cierpiącej kobiety.

Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy wyglądem swoim przypominała zobrazowaną w literaturze ludowej strzygę, wychudzona postać z potarganymi włosami sklejonymi strupami zaschniętej na powierzchni skóry głowy cuchnącej odpychająco wydzieliny, która zdołała zbudować warstwę miejscami osiągająca nawet ok. jeden centymetr grubości. Nie dość, że włosy potargane i sklejone, to jeszcze na dodatek suche, cienkie, matowe, kruche, wypadające. Twarz blada z zapadłymi głęboko w oczodołach oczami i mnogimi ogniskami swędzącej wysypki pęcherzykowej w większości przekształconej skutkiem drapania w otwarte, rozległe, sączące miodowo żółty płyn rany. W podobnym stanie była szyja i wszystkie kończyny i znacząca powierzchnia tułowia. Przyprawiało o zdumienie opowiadanie, z którego wynikało, iż taki stan towarzyszył tej bohaterskiej kobiecie przez większość dni jej dotychczasowego życia. Można, by wątpić w prawdziwość opowieści, gdyby nie prezentowany przez kobietę stan emocji – mieszanina niecierpliwości, rozdrażnienia, przewlekłego przemęczenia i przygnębienia graniczącego z zupełną rezygnacją. Na poziomie emocji nowo nawiązana relacja z partnerem stała się powodem do spotkania ze mną i odbycia kolejnej konsultacji. Jako młoda mężatka postanowiła jeszcze raz powalczyć o swoją przyszłość. Bez tej motywacji, jak wyznała kobieta podczas spotkania, nie podjęłaby ponownej próby przygnieciona ciężarem dotychczasowych, osobistych doświadczeń. W tym konkretnym przypadku wybitnie słuszną okazało się potoczne powiedzenie „jesteśmy tym, co jemy”. Proces zapalny może być przyrównany do procesu trawienia, ale jak go rozumieć, gdy jest on osadzony w skórze i to z taką mocą i rozległością? Wychodząc od tego pytania względnie szybko ustaliliśmy wspólnie z pacjentką całą gamę pokarmów, które pogarszają stan jej skóry. Zapoznając się ze szczegółami jej dolegliwości i mając świadomość znaczenia tamtej chwili – teraz albo nigdy – zdecydowałem się na radykalna dietę eliminacyjną ograniczoną wyłącznie do wody, brązowego ryżu i zielonych części roślin. To zalecenie było szokiem, ale również niosło ze sobą jedyną w swoim rodzaju szanse na przerwanie błędnego koła rzekomych terapii sterydowych tłumiących życie zatruwane masywnie alergenami pokarmowymi. Po zastosowanej terapii homeopatycznej i diecie eliminacyjnej po raz pierwszy w jej życiu nastąpiły znaczące pozytywne zmiany.

Ale… oddam jej głos i sama opowie o sobie: „/…/Z tej strony szczęśliwa i zdrowa, (a na pewno na właściwej drodze do zdrowia),

pacjentka mieszkająca w Anglii. Panie doktorze aż trudno uwierzyć że kilka dni

temu minął rok od pierwszej wizyty w Krakowie… Rok temu zaczęła się rewolucja

i przewrót w moim życiu (oczywiście w życiu mojego męża również). Dziś jestem

szczęśliwą i uśmiechniętą, pełną optymizmu 26 latką. Wszystko wokół mnie cieszy,

powoli odzyskuje wiarę w siebie i swoje możliwości Kompleksy i strach przed ludźmi

spowodowany złym i chorobowym wyglądem twarzy i ciała odeszły w niepamięć,

znów jestem otwarta na ludzi i na świat. Panie doktorze pragnę gorąco podziękować za pomoc i za pokazanie mi ścieżki, którą mam podążać. Przerwałam moje błędne myślenie, że poza codziennym zmaganiem się

ze swoim problemem, jakim była skóra i jej złe funkcjonowanie nic dobrego mnie nie czeka,

że nie ma żadnej szansy na wyzdrowienie,  (bo jak w to nie wierzyć skoro ”lekarze” powtarzali

w kółko jak mantrę, że choroba jaką jest atopowe zapalenie skóry da się jedynie zaleczyć

na jakiś czas sterydami, ale to choroba na całe życie i należy się nauczyć z nią żyć).

Ponieważ mój stan ogólny uległ poprawie i czuję się bardzo dobrze zarówno psychicznie,

jak i fizycznie zdecydowałam się kontynuować studia w Polsce (w systemie zaocznym oczywiście ponieważ nadal mieszkamy z mężem w Anglii), a które przerwałam 3 lata temu przez chorobę właśnie.

/…/ Tematem mojej pracy kazuistycznej jest mój przypadek wyleczenia atopowego zapalenia skóry. W pracy chcę pokazać jak wszystkie poszczególne elementy  homeopatia, dieta i aktywność fizyczna pomogły mi zwalczyć chorobę. Chcę pokazać że jest inna droga niż sterydy  i cała masa niepotrzebnych tabletek./…/ Pozdrawiam z uśmiechem na ustach./…/”

Komu zagrażają sprzedawcy cukru i w jaki sposób? Tym, którzy nie mają wiedzy? Tym którzy nie mają wyników? Tym, którzy nie maja autorytetu? Nie,Tym, którzy nie mają jeszcze pełnej kontroli nad przepływem pieniądza; tym, którzy dążą do posiadania PEŁNEJ WŁADZY. Pobudzeni groząsytuacji potencjalnej utraty znaczącego sektora zyskównie wahają się kłamać, nie wahają się wzbudzać waśni, nie wahają się przed użyciem prowokacji i podstępu. Ale mimo wielkich środków jakimi władają, większa jest siła ludzkiej świadomości. Pracujmy spokojnie nad rozwojem świadomości, każdy z osobna i wszyscy razem. Tak jak historia pokazała ponad 100 lat temu na przykładzie Ameryki , kiedy to jednostki , które przeniknęły stowarzyszenia i szkoły medyczne założone przez lekarzy homeopatów przekształcając je w znany nam dzisiaj system medyczny, tak dziś jednostki pomnożone przez miliony nas-pojedynczych pacjentów mogą przebudować obecny wadliwy system w dostępny dla każdego nie inwazyjny i pozbawiony skutków ubocznych program leczenia i profilaktyki. A to nie wyklucza istnienia medycyny ratunkowej,wyszukanych technik chirurgicznych czy nanotechnologii użytej w sytuacjach nagłych,tragicznych czy katastrofach naturalnych. Mogłoby jedynie postawić ta smutna statystykę przywołaną na początku artykułu na końcowym miejscu. A po za tym, jak zwykła mówić moja babcia: „Kłamstwo może biec cały rok, ale prawda dogoni je w jeden dzień”.

 

Robert Zawiślak

Lip 25 2014

PORÓWNANIE CZTERECH ŚRODKÓW LECZNICZYCH

W poniższej prezentacji możecie się zapoznać w telegraficznym skrócie z zakresem działania Cocculus, Conium, Plumbum i Senecio

ZOBACZ PREZENTACJĘ

Lip 05 2014

KIEDY HOMEOPATIA”NIE DZIAŁA”

Na początek trzeba pobawić się na poważnie słowami i ich znaczeniem. Tytuł dzisiejszych rozważań ma przynajmniej dwie możliwości interpretacji znaczenia i każda ma swoje poważne konsekwencje. Stwierdzenie homeopatia nie działa oznacza homeopatia nie przynosi żadnego skutku oraz homeopatia ani nie leczy ani nie uzdrawia. Stwiedzenie zastosowanie homeopatii nie przynosi żadnego skutku zakłada i przyjmuje za pewnik, że zastosowano homeopatię. A więc potrzeba nam teraz upewnienia, że mamy do czynienia z prawdą. Zbliżymy się do tego zmieniając nieco formę powyższego stwierdzenia na: mimo, iż zastosowaliśmy homeopatię, nie przyniosła ona żadnego skutku. Dopiero teraz zbliżamy się do prawdy, gdyż takie stwiedzenie uwalnia nas od fałszu nazywania homeopatią tego, co nią nie jest.

Kiedy stosujemy homeopatię, brak jakiego kolwiek skutku w układzie biologicznym, na który działamy, jest równie prawdopodobny, jak swobodny i wiecznie trwały lot rzuconego w górę siłą ludzkiej rękę kamienia. Jest to możliwe warunkowo, jeśli zawiesimy działanie siły ciążenia i parę innych znanych praw fizycznych.

Podobnie ma się rzecz z homeopatią. Jeśli mamy do czynienia z taką postacią życia, jaka znana jest nam na Ziemi, to wypełnienie zasad warunkujących homeopatię, jako naturalną metodę bodźcowego oddziaływania na układy biologiczne, zawsze skutkuje reakcją układu biologicznego. Krótko, póki życie ma taką postać, jaką posiada, homeopatia zawsze działa. Działa, ponieważ ze swojej natury nie ma innej możliwości. Tak dokładnie i doskonale odzwierciedla zasady życia w swoich własnych zasadach, że nie może nie działać.

1Jakie są uwarunkowania homeopatii? Bodziec stosowany w tej metodzie odnosi się tylko do żyjącego, czyli biologicznego układu. Język homeopatii mówi o żywotności, sile życiowej, jako warunku niezbędnym jej zastosowania. Mówi o oddziaływaniu dynamicznym, czyli o możliwości wpływania na toczace się procesy patologiczne, czyli łańcuchy, ciągi zaburzeń czynnościowych. Bodziec przenoszony przez środek leczniczy ma zdolność wzbudzania reakcji w układzie biologicznym tylko w zakresie fizjologicznym, czyli w zakresie jego homeostazy, jego mechanizmów samoregulacji. Co więcej, ze względu na znikomość dawki i głównie energentyczno-informacyjny poziom kontaktu z układem biologicznym, rozpoznawany jest tylko jako instrukcja korygująca działanie. A więc, bodziec lekowy rozpoznawany jest tylko i wyłącznie poprzez układ zachwiany, pozostający w stanie nieprawidłowym, działający po za własnymi granicami równowagi, działąjący w zakresie odwracalnej jeszcze nierównowagi. Wtedy też wykazuje wrażliwość na informację korygującą. W innych oklicznościach układ biologiczny w ogóle nie rozpoznaje obecności leku homeopatycznego, gdyż działa poprawnie.

Gdy układ biologiczny, żywy organizm działa poprawnie, wtedy nie ma czego przywracać do równowagi, nie ma czego naprawiać. Z tej to prostej przyczyny spektakularne medialne widowisko sprzed miesięcy przedstawiające „nie światłej publiczności” cyrkowe dowody na nieskuteczność homeopatii w osobach komików zjadających garści przypadkowo wybranych cukrowych granulek preparatów homeopatycznych, chybiło zupełnie celu i potwierdziło wbrew intencji inspiratorów całego zdarzenia, iż homeopatia jest bezpieczna.

To znaczy, na homeopatyczny bodziec lekowy wrażliwy jest tylko chory organizm. Tylko wtedy, gdy zasady homeopatii są doskonale wypełnione, możemy mówić o zastosowaniu homeopatii, jako metody leczenia.

Homeopatia spełniona polega na tym, że jako metoda leczenia zastosowana przez lekarza-homeopatę wobec indywidualnie rozpoznanej, złożonej sytuacji społeczno-psychologiczno-emocjonalno-cielesnej chorego, za pomocą indywidualnie dobranego bodźca lekowego przygotowanego przez farmaceutę w zgodzie z farmakopeą homeopatyczną, wzbudza zdrowienie u chorego.

Zjawisko powrotu do zdrowia z udziałem homeopatii urzeczywistnia się w spotkaniu trzech strumieni reprezentowanych w osobach: chorego, lekarza i farmaceuty. Gdy braknie czynnego i pełnego udziału któregoś z nich, wkrada się błąd i homeopatia nie jest skuteczna.

Błąd po stronie lekarza może wyrażać się błędnym zinterpretowaniem sytuacji chorego i błędnym wyborem środka leczniczego lub błędem w sposobie dawkowania środka leczniczego, i obydwa te błędy ze względu na cechy charakterystyczne homeopatycznej metody są ze swojej natury do szybkiej i skutecznej naprawy podczas kontrolnego spotkania z chorym.

Błąd po stronie farmaceuty skutkuje nieprawidłowo wykonanym preparatem homeopatycznym. I na to wydarzenie nie ma wpływu ani lekarz ani chory, ale lekarz obserwując chorego może szybko zorientować się, że lek jest wadliwy. Czasem preparat homeopatyczny może stracić swoją przydatność terapeutyczną ze względu na nieodpowiedni sposób jego przechowywania (wysoka temperetura otoczenia, ostre światło zwłaszcza słoneczne, sąsiedztwo mocnych substancji zapachowych – kosmetyków, lotnych chemikaliów, źródeł promieniowania elektromagnetycznego, przenikliwego). Wtedy zachodzi konieczność nabycia preparatu w nowym, pewnym źródle i świadomego unikania okoliczności mogących go uszkodzić i pozbawić zdolności działania.

_DSC6289Błąd po stronie chorego może mieć różne przejawy. W potocznych wypowiedziach często spotykałem się ze stwierdzaniami ludzi: „ – Ja w homeopatię nie wierzę, więc ona na mnie nie działa”. To przekonanie nie jest poprawne, gdyż skuteczne stosowanie homeoterapii nie ma żadnego związku z wiarą w tą metodę ze strony pacjenta. Ma natomiast kolosalny związek z jego czynną obecnościa w procesie leczenia, czyli ze współpracą z lekarzem. Bierny pacjent osiąga z reguły gorsze wyniki. Bierny pacjent, który przyprowadza siebie do lekarza i oddaje siebie do naprawy, jak zepsutą pralkę lub niesprawny samochód, radyklanie zmniejsza swoje szanse na skuteczne i szybkie zdrowienie. Taka postawa wyuczona w kontakcie z urzędnikami państwowych systemów ochrony zdrowia, jest równoznaczna z utratą odpowiedzialności za siebie i swoje zdrowie, i bardzo często skojarzona jest jak u przysłowiowego „psa Pawłowa” z wymuszonym zanikiem naturalnego zmysłu obserwacji. Psychiczna nieobecność wycofanego chorego w procesie odzyskiwania jego własnego zdrowia może być wygodna dla urzędników reprezentujących służby medyczne i dokonujących na chorym procedur diagnostycznych i leczniczych, ale z pewnością nie jest bezpieczna dla niego samego i nie ułatwia mu współpracy z lekarzem homeopatą. Zwykle w polskich warunkach chory trafia na homeopatyczną metodę leczenia w stanie pomieszania ogólnego z przesłanek rozpaczy i zagubienia wobec beznadziejności swojej sytuacji i braku skutecznej pomocy. Bardzo rzadko zaś w wyniku spokojnie podejmowanej, świadomej i przemyślanej decyzji, nie mówiąc już o tym, że poprzedzonej wstępnym zapoznaniem się zasadami homeopatii.

Z tych to też przyczyn, jeszcze bardziej wzmocnionych medialną i kościelną nagonką na homeopatię, pacjent często popada w wielkie pomieszanie i ugruntowuje się w nim głęboki konflikt wewnętrzny, poczucie winy, że poszukując pomocy w odzyskaniu zdrowia, dopuszcza się tym samym nagannych i zakazanych czynów. Dla intelektualisty i racjonalisty realnym staje się zagrożenie rzekomą „nienaukowością” metody, a dla osoby wierzącej groźba wykluczenia z grupy wybranych do zbawienia wiecznego i popadniecie w sidła diabła i szatana razem wziętych. I tak powstaje przedziwny nowoczesny przekładaniec przekonań religijno-wyznaniowych i racjonalno-naukowych idących ręka w rękę, które jak ciężkie kajdany pętają swobodę poznawczą ludzkich umysłów przecząc ich naturze – swobodnemu dążeniu do poznania prawdy.

Znacie państwo, odważni czytelnicy tego cyklu rozważań o homeopatii, serię humorystycznych opowiastek file000398224469osadzonych w realiach polskiego języka i polskiej służby zdrowia, a zaczynających się od legendarnych już prawie słów: „Przychodzi baba do lekarza …” ? A więc już przyszła, siedzi przed nim i opowiada. Opowiada, mówiąc, że zaobserwowała, iż ból gardła zwykle poprzedzony jest kłótnia z mężem, że ból głowy i gorączka pojawiają się po trudnej rozmowie z kierowniczką biura, w którym pracuje, i że dolegliwości te cyklicznie nawracają. Zastanawia się czy to możliwe, że jej samopoczucie zależy od takich zdarzeń … A lekarz na to pyta ją i sam sobie odpowiada: „- Jest ból? Jest. Jest gorączka? Jest. Są bakterie? Są! No to tu jest antybiotyk i się leczyć! A Pani mi tu filozofuje! To nie jest gabinet psychoterapii.” Po tak wyrazistym i dosadnym szkoleniu, gdy kobieta ta zjawi się u lekarza homeopaty, może okazać się wtedy, że naturalna zdolność obserwacji nie będzie już jej udziałem. Jako pojętna ucznnica, która opanowała zadaną lekcję, na pytanie jak się czuje i co jej dolega, powtórzy kilkakrotnie jak niezrozumiałą mantrę lub zaklęcie: „- Mam bakteryjne zapalenie gardła i czuję się normalnie. A tu są leki jakie stosowałam.” Tak wygląda codzienność mojej praktyki lekarskiej lekarza homeopaty. Z tego wynikają oczekiwania przykładowej pacjentki – wyleczyć bakteryjne zapalenie gardła. A ja nie lecze zapalenia gardła, tylko pacjenta, który zareagował nim na wydarzenia w swoim życiu.

Wtedy pacjentka wychodzi z gabinetu oburzona: „- Zawiślak?! Nigdy więcej! Przez godzinę zadawał mi jakieś dziwne pytania, a ja tylko chciałam wyleczyć zapalenie gardła. Nawiedzony jakiś, czy co?”

Zobaczmy to na konkretnym praktycznym przykładzie zjawiska bólu głowy.

Aktualny homeopatyczny rejestr objawów zwany Repertorium homeopatycznym wiąże ogólną kategorię Ból głowy z 1222 środkami leczniczymi. To znaczy, że opisano do dziś ponad 1220 zespołów objawowych nazywanych pospolicie bólem głowy. Każdy z nich jest odrębnym, złożonym zbiorem informacji opisującym szczegółowo jakiś rodzaj bólu głowy posiadający jakieś umiejscowienie, dla jednego czoło, dla innego jedna lub obie skronie, ciemię lub potylica albo szczyt głowy. To zjawisko posiada też swoją dynamikę przejawienia się i dynamikę rozwoju, na przykład pojawia się nagle w pełni zdrowia, utrzymuje zwykle przez 3 doby a potem stopniowo zanika, lub rozwija się powoli i narasta z godziny na godzine od wschodu słońca do samego południe kiedy uzyskuje maksymalne nasilenie i ku zachodowi słońca po woli i stopniowo zmniejsza się, a po zachodzie zanika zupełnie. Ból może być oparty na rytmie miesięcznych zmian u kobiety lub na fazach księżyca albo na relacji do ilości i rodzaju spożytego pokarmu(po owocach, po mięsie, po kawie, po winie, po herbacie, po occie, po cygarze). Może też mieć inne uwarunkowania lub okoliczności i czynniki wyzwalające, jak porę roku, stan pogody, porę dnia lub nocy, przeżyty stan emocjonalny, stłumioną emocję, przestrach, zmoknięcie, przewianie, zmarznięcie, przegrzanie. Po za dynamiką posiada często wzorzec lub tor po którym pzremieszcza się podczas swojego rozwoju, na przykład zaczyna się w karku i wstepuje na potylicę i tam pozostaje albo wędruje dalej aż do szczytu głowy albo osadza się w skroni lub w oczodole. Może mieć początek w prawej połowie głowy i tam pozostać albo przemieścić się z prawej na lewą lub odwrotnie. Ból jako doznanie ma także jakiś charakter – jest ostry albo tępy, jednostajny albo zmiennie nasilony, tętniący, kłujący, rwący, tnący, palący lub inny. Może też zostać opisany przez porównanie i uzycie zwrotu „jak gdyby”: uderzały małe młoteczki, zaciskała się obręcz wokół głowy, coś miał w środku wybuchnąć, imadło miażdżyło czaszkę, wbity gwóźdź uwierał itp. Dany rodzaj bólu może nasilać się w określonych okolicznościach, a w innych łagodnieć, i takie zespoły okoliczności i czynników zwane są w homeopatii modalnościami czyli zmiennościami objawów. Bywa również tak, że w czasie gdy ma miejsce ból głowy w innej okolicy ciała pojawia się jakoby niezależna dolegliwość lub zakłócenie funkcjonowania i nosi nazwe objawu towarzyszącego. Najczęściej opisywana jest zwrotem „zawsze, gdy boli mnie głowa, to dodatkowo odczuwam …” lub „…to towarzyszy temu…” np. światłowstręt, nietolerancja hałasu, nudności, wymioty, ból brzucha, ziewanie, czkawka, niepokój, kołatania serca, zimne pocenie, pocenie stóp lub cokolwiek innego. Dopiero tak sformowany opis zjawiska bólu głowy, czyli zespól objawów odpowiadający na pytania kto? co?gdzie?w jaki sposób? dlaczego?kiedy? jak? pozwala na przeprowadzenie diagnostyki różnicowej i wybór odpowiedniego środka leczniczego, jednego z tej zawrotnej liczby 1222(!) Wtedy jest to środek leczniczy podobny w zakresie działania do obrazu choroby. Wtedy homeopatia działa, bo spełnione są jej zasady, a jej działanie oznacza praktyczną i skuteczną pomoc w usuwaniu zakłócenia funkcji organizmu i w powrocie do zdrowia.

W praktyce oznacza to, że nawet najbardziej uciążliwy ból głowy dobrze opisany przez pacjenta, (nawet gdyby był zdiagnozowaną migreną), ustępuje po kwadransie do kilku godzin od rozpoczęcia leczenia lekiem homeopatycznym.

Na „taki zwyczajny, normalny ból głowy” nie ma środków w zasobach homeopati, bo taki ból nie istnieje – zawsze należy do kogoś, objawia się z jakiejś przyczyny, w jakiś warunkach i charakteryzuje się umiejscowieniem, dynamiką, okolicznościami czasu i miejsca. Wobec „normalnego bólu” pozostaje tylko jedno rozwiązanie – kolejny środek przeciwbólowy , na przykład zastosowanie Paracetamolu, albo… zmiana sposobu postrzegania problemu.

Wtedy leczenie homepatyczne jest skuteczne, szybkie, łagodne i trwałe, zgodnie z jej ideałem opisanym przed ponad 200 laty.

Kiedy homeopatia nie działa? Gdy nie są spełniane jej zasady. Gdy jest zastosowana bez wystarczającej wiedzy. Gdy stosowana jest samowolnie i bez przygotowania zawodowego. Nie jest to metoda „zrób to sam”. Przekonanie ukute na kanwie mitu o bezpieczenstwie homeopatii i upowszechnione w społeczeństwie, o tym że można kupić lek homeopatyczny „na ból głowy” lub „na grypę” i jak nie pomoże, to i nie zaszkodzi, jest błędne. Samowolne stosowanie preparató homeopatycznych prowadzi do niepowodzenia w terapii i rozpowszechniania informacji o nieskuteczności homeopatii.

I ostatnią wartą wskazania jest sytuacja, gdy skutkiem stosowania przewlekłego leków farmakologicznych zablokowaniu ulegają wybrane tory enzymatycznych reakcji na poziomie komórkowym. Wtedy lek homeopatyczny nie ma fizjologicznego narzędzia do rozwinięcia reakcji w ciele. Ta okoliczność bardzo ogranicza zakres możliwości klasycznej homeopatii z jej środkami pochodzącymi ze źródeł naturalnych i dlatego powstał w homeopatii nurt zwany tautopatią, zajmujący się poznawaniem zakresów działania leków farmakologicznych z punktu widzenia homeopatii, wykonywaniem prób lekowych dla tych substancji i stosowaniem ich w celu odblokowywania stłumionych funkcji organizmu.

 

 

lek. med. Robert Zawiślak

 

(proponujemy dołaczenie do artykułu drobnej ramki, (jak poprzednio), z następującą treścią:

Poszukującym odpowiedzi na pytanie jaki jest status homeopatii na świecie polecamy lekturę wskazanych poniżej wybranych publikacji:

  1. Hulshof, Johan. „The Registration and Authorisation of Homeopathic Medicinal Products in the EU and The Netherlands”, University of Maastricht, 2004
  2. Homeopathic Pharmacopoeia Convention of the United Staes(HPCUS) – Procedure Manual”, 2014

  3. MacFarlane, Anne. “Homeopathy, Science and Evidence Based Medicine”.)
Maj 31 2014

/NIE/ ETYCZNA HOMEOPATIA-czyli zasady homeopatii

Przez ponad 30 lat studiowania i poznawania homeopatii, jakie są moim udziałem, przeszedłem bardzo znaczącą ewolucję. Najpierw około 1976 roku odkryłem, że istnieje coś takiego, jak homeopatia. Dokonanie tego osobistego odkrycia wzbudziło tak znaczące zainteresowanie innością i odrębnością homeopatii od wszystkiego co znałem, że ciekawość prowadziła mnie dalej i pomagała w zdejmowaniu kolejnych zasłon. Dzięki spotykanym ludziom docierały do mnie opinie tych, którzy doznali dobroczynnych skutków terapii homeopatycznej, opowieści o lekarzach, którzy przed II wojna światową stosowali ją w różnych miejscach dawnej Polski, niesprawdzone w tamtym czasie plotki, że tu lub ówdzie uchował się jeszcze ktoś, kto zna homeopatię lub ma w swojej domowej bibliotece podręcznik homeopatii z okresu między wojennego. Aż w końcu okazało się, że w Warszawie jest(!) Towarzystwo Zwolenników Homeopatii RP, założone z końcem XIX wieku z udziałem i staraniem miedzy innymi sławnego generała Kierbedzia, (tego od warszawskiego mostu). Potem już było łatwiej – żywi ludzie, ich doświadczenia, książki…

Homeopatia, homeopatia klasyczna hahnemannowska, homeopatia kompleksów, czyli stosująca złożone wieloskładnikowe spotęgowane środki lecznicze wg doświadczenia niemieckiego pastora Felke, później homeotoksykologia wg dr Reckewega, homeopatia szkoły niemieckiej, francuskiej, hinduskiej, meksykańskiej, argentyńskiej, homeopatia wg Firmy Boiron, wg British Faculty of Homeopathy, wg dr Bartela, dr Geukensa, dr Shankarana, dr Sherra … i jeszcze długo mógłbym wymieniać. Ale dopiero nie dawno spotkałem się z „nieetyczną homeopatią”. A było to tak…

Skutkiem żeglowania w sieci informacyjnej znalazłem ofertę sprzedaży szerokiego asortymentu spotęgowanych środków leczniczych, zwanych potocznie lekami homeopatycznymi, wystawioną przez polską aptekę. Zwróciłem się do jej pracowników z pytaniem o możliwości wysyłkowej sprzedaży, ceny, warunki i czas realizacji zamówienia. Personel odesłał mnie do menadżera, a wtedy ten, zapytany, wyjawił mi swój bolesny sekret i osobiste głębokie przekonanie: „- Uważam, że homeopatia jest nieetyczna. Od dawna szukam sposobu, aby pozbyć się tych środków z mojej apteki, ale na razie bez skutecznie.” Mój zamiar współpracy zamarł, a ja pozostałem w dość długo trwającym osłupieniu. Życie jest pełne niespodzianek i bogate w treści i wrażenia. I pewnie zapomniałbym o tym wydarzeniu, gdyby nie fakt, że życia znowu zadbało o odświeżenie mojej pamięci. Przed około tygodniem, pełen pomysłów zwróciłem się do młodego guru nowoczesnych technologii informatycznych i specjalisty od obsługi stron internetowych z zapytaniem o szczegóły posługiwania się tymi nowinkami. Zamierzałem powierzyć mu pewne zadanie, ale odmówił przyjęcia zlecenia motywując to faktem, iż „- Homeopatia jest nieetyczna” i dlatego nie będzie wspierał takich działań.

_DSC6289Zastanowiłem się i pomyślałem: „-Jeżeli Wszechświat zwraca się do mnie ustami tych dwu młodych ludzi z taką właśnie wiadomością nie pozostawię tego bez zbadania! Może jeszcze czegoś nowego się nauczę.”

Tak oto po raz kolejny rozpoczynam przyspieszone studia nad etyką, etycznością lub może nie etycznością homeopatii. Zacznijmy więc od etyki bo wydaje się być starszą od homeopatii, choć niektórzy znawcy przedmiotu odnajdują założenia homeopatii w przeszłości odległej od nas o kilka tysięcy lat pośród dokonań świętych mężów rishi w starożytnych Indiach, medytujących nad zjawiskami, przejawami świata, w tym nad roślinami i rozpoznawaniem ich właściwości uzdrawiających, a w osobie jednego z legendarnych chińskich cesarzy, zwanego Zielonym Cesarzem, odnajdują pierwszego eksperymentatora przeprowadzającego zamierzone, kontrolowane i celowe próby lekowe.

Greckie słowo ethos oznacza obyczaj, zwyczaj, czyli uznaną za obowiązującą w danym społeczeństwie hierarchię wartości moralnych i warunkowanych nimi zachowań przyjętych przez tą grupę ludzi. Na obyczaj składają się obiegowe opinie i sposobyzachowania charakterystyczne dla określonej społeczności w danych warunkach geograficzno-czasowych, a zwykle poznaje się je poprzez badanie języka ocen i norm moralnych wyrażanych w potocznym mówionym i pisanym języku. Stąd język danej grupy ludzi, danej społeczności uznany jest za źródło pierwotnych i utrwalonych w umysłach twierdzeń na temat moralności. Metodą badania w etyce jako nauce jest porównywanie obiegowych opinii z tym, co uznane jest przez daną społeczność za dobre lub złe moralnie. Z etyki jako filozofii moralnej wywodzi się zespół zasad moralnych oraz wynika z niej deontologia czyli nauka o powinnościach, na przykład kapłana, prawnika, lekarza, pielęgniarza, ale też urzędnika państwowego, policjanta, strażaka, architekta, budowniczego, kupca, sprzedawcy, fryzjera, kelnera, kucharza i wielu, wielu innych spełniających różnorodne role społeczne.

Norma moralna za pomocą nakazów i zakazów wyznacza obowiązek określonego postępowania i zachowania się w określonych warunkach. Decydujący w niej jest obyczaj, tradycja, odbiór w opinii społecznej. Techniczna odnosi się do wytwarzania dóbr materialnych i opanowywania przyrody, a społeczna reguluje stosunki międzyludzkie i między jednostką a zbiorowością. W naszej polskiej tradycji filozoficznej zwracają szczególną uwagę w kwestiach etyki osoby profesora Tadeusza Kotarbińskiego i jego uczennicy profesor Marii Ossowskiej reprezentujący niezależną etykę naturalistyczno-pragmatyczną uznającą, że najważniejsze dla człowieka jest osiągnięcie osobistego szczęścia oraz księdza profesora Józefa Tischnera z nowatorską koncepcją ethos – topos, czyli miejsce pobytu/zamieszkania człowieka obejmujące ziemię, wodę, powietrze, przestrzeń życiową i relacje międzyludzkie z grupą i w grupie społecznej.

Koncepcja tischnerowska etyki wychodząca od środowiska, domostwa, pola życia wszelkiej istoty żywej i jego uwarunkowującej roli wobec istoty, aby ta mogła przynosić SWÓJ OWOC, wydaje mi się niezwykle znacząca i ciekawa dla tych rozważań.

Człowiek jest z natury istotą etyczną, to znaczy kimś, dla kogo problem ethosu jest zarazem problemem własnego bytu. Jeśli odkryje, gdzie, wśród jakich spraw, z jakimi ludźmi wiąże się jego ethos, może „przynieść owoc obfity”. Jeśli tego nie znajdzie, będzie żył jako istota obca samej sobie” Józef  Tischner, Etyka wartości i nadziei.

Skoro ethikos znaczy zwyczajny, obyczajny to w czym w takim razie wyraża się nieetyczność, nieobyczajność, niezwyczajność, niemoralność homeopatii?

Zacznijmy od początku i zadajmy sobie pytanie na co komu homeopatia?

Zgodnie z intencją jej twórcy, doktora Samuela Hahnemanna homeopatia potrzebna jest lekarzowi, jako użyteczne narzędzie pracy. To narzędzie stawia swojemu potencjalnemu użytkownikowi bardzo duże wymagania, gdyż od samego początku żąda od niego, aby był artystą, a nie rzemieślnikiem, nie teoretykiem, nie zwolennikiem, ale pełnym natchnień, twórczym, odważnym, sprawnym w działaniu artystą, o którego poziomie artyzmu świadczą jego dzieła.

W 1. paragrafie „Wykładni sztuki uzdrawiania” Samuel Hahnemann napisał, iż jedynym powołaniem lekarza jest przywracanie chorym zdrowia.

Czy na tym etapie czyha na nas jakaś nieobyczajność homeopatii? Honorowana w naszym kręgu kulturowym od ponad 2000 lat Przysięga Hipokratesa może być uznana za syntezę i podstawę kodeksu etyki lekarskiej, za esencję deontologii. Jak w jej świetle przedstawia się homeopatia?

Homeopatyczna metoda leczenia opiera się na następujących zasadach:

unum remedium

– dosis minissima

– potentio

– simile

co oznacza:

  • zalecenie stosowania pojedynczego środka leczniczego w danym czasie, dzięki czemu możliwa jest obserwacja reakcji i jej użyteczna ocena;
  • wskazanie najmniejszej skutecznej dawki wyrażające dążność do naśladowania zachowań Przyrody, która stworzyła i podtrzymuje rozwiązania praktyczne oparte na swoistej ekonomii wyrażonej stwierdzeniem „najwłaściwszy skutek najmniejszym nakładem kosztów”;
  • zalecenie takiego przekształcania wyjściowej substancji służącej wytwarzaniu środków leczniczych, aby zmniejszyć ich masę, a w zamian uruchomić zawartą w niej energię i informację, bez obciążania organizmu koniecznością wykonania podobnego przekształcenia substancji własnymi siłami; (dzięki serii zabiegów opisanych w homeopatycznej farmakopei zwanych procesem potencjonowania, ujawniona zostaje potentia, czyli możność złożona, zapisana w strukturze substancji, po grecku zwana dynamis, i z tej przyczyny wytwarzane w tej metodzie środki lecznicze zwane są dynamicznymi, zdynamizowanymi lub spotęgowanymi):
  • podobieństwo pomiędzy całością, obrazem naturalnego zachorowania a obrazem sztucznej choroby polekowej wzbudzanej przez środek leczniczy – warunek sine qua non homeopatii zawarty w jej nazwie mówiącej o „podobnym cierpieniu” i łacińskiej maksymie „similia similibus curentur” – aby podobne leczone było podobnym.

W paragrafie 283 „Wykładni sztuki leczenia” Hahnemann napisał: „Aby pracować w zgodzie z przyrodą, prawdziwy artysta sztuki uzdrawiania przepisze dokładnie wybrany lek homeopatyczny najbardziej odpowiedni we wszystkich poszanowaniach(przejawach) w tak niskiej możności(potencji) dla jej łagodności, na rachunek tej samej. Dla byłby on zwiedziony przez ludzką słabość do zastosowania nieodpowiedniego środka,wada/niedogodność jego błędnego związku z dolegliwością będzie tak mała że pacjent będzie zdolny poprzez własne żywotne moce i poprzez środki wczesnego sprzeciwu poprawnie wybranego środka leczniczego stosownie do podobieństwa objawów (i ten także w najniższej możności) wartko ugasi i naprawi to (zakłócenie/zbłądzenie).”

Chociaż przykładów podałem nie wiele, cała praca Hahnemanna opisująca zasady stosowania sztuki uzdrawiania przepełniona jest niezwykłą uważnością i wrażliwością na dobro leczonego człowieka. Hahnemann zachowuje się jak najwyższej klasy ekonomista – ocenia bliskie i odległe skutki swoich działań, swojej ingerencji w system ekonomii przyrody jakim jest żywa istota ludzka.

Ma świadomość bezcenności człowieka, jego życia i zdrowia. Rozpoznaje zagrożenia i z cierpliwością, skrupulatnością, uważnością, wnikliwością bada wszystkie uwarunkowania tych bezcennych dóbr po to, aby znaleźć najskuteczniejsze i najbezpieczniejsze sposoby ich wspierania. W motto umieszczonym w „Wykładni sztuki uzdrawiania” zwraca się do czytelnika: Aude sapere! Ośmiel się być mądrym! A do tych, którzy zechcą zajmować się homeopatią po to, aby ją stosować lub po to, aby wykazać jej ułomności pisze: Macht nach, aber macht genau. Czyń według, ale czyń dokładnie. Zachęca, aby znaleźć ułomność w jego metodzie, wykazać ją, jeśli się to uda, poprawić, usprawnić, ale dopiero wtedy, gdy wykorzystało się wszystkie jego wskazówki.

Metoda, którą zaproponował sobie współczesnym i potomności to używając słów Hahnemanna sposób uzdrawiania, który usuwa chorobę w całej jej rozciągłości łagodnie, szybko, skutecznie i trwale.

Jak i gdzie ludzie dostrzegają nieetyczność tej nauki i jej praktykowania?

Jak wygląda nieobyczajność homeopatii? Co mówią o tym fakty? W Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii homeopatia jest obyczajna, zgodna ze zwyczajem, ethos-topos, czyli z zasadami i środowiskiem życia. Podobnie w Rosji, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Bułgarii, Rumunii, Indiach, Pakistanie, Malezji, Meksyku, Kolumbii, Ekwadorze, Wenezueli, Chile, Argentynie i Brazylii. Ale nie w Polsce!

W Polsce jest nieetyczna. Czym w takim razie wyróżniają się zasady moralne Polaków i ich środowisko życia?

Zostawiam czytelnika z tym pytaniem. Niech znajdzie swoją odpowiedź. Ja swoją znam. Nie myślę o tym, by komukolwiek ją narzucać. Nie zamierzam kogokolwiek pozbawiać tej szansy i tej przyjemności wejrzenia w swoje wnętrze, zbliżenia się twarzą w twarz ze swoimi wartościami, z obrazem swojego dobra, piękna i prawdy.

Z tego doświadczenia ja wynoszę wiedzę o sobie, o swoich korzeniach, o swoim etosie, o tym niezwykłym codziennie powtarzającym się spotkaniu w miejscu tu gdzie jestem w moim czasie teraz z INNYM CZŁOWIEKIEM, o spotkaniu, które bywa równie często początkiem znajomości, co i końcem poznania.

Kwi 09 2014

ZA TRUDNA (?) HOMEOPATIA

Wartości wyznawane i przekonania posiadane to Twoje filtry widzenia Świata warunkujące Twój ogląd Świata i światopogląd; najgłębsze i najistotniesze z nich są ukryte głęboko w Twojej podświadomości a dostępu do nich broni strażnik; one odróżniają Ciebie i Twój świat od wszystkich innych ludzi i ich światów i one warunkują Twoje osobiste konflikty i cierpienia. Mózg jest areną, na której konflikt przekonań obarczony cierpieniem, nie rozwiązany i nie przekształcony w rozwój osobisty, wzbudza ognisko „chorbowe”. To ognisko jest fizjologicznym źródłem „choroby”, czyli awaryJnego sposobu utrzymania siĘ przy życiu, gdy włada nami konflikt. Gdy wchodzimy w fazę zdrowienia po rozwiązaniu konfliktu, obniża się poziom przeżywanego przez nas stresu i drobnoustroje w swoisty sposób, zgodnie z wypracowanymi w przebiegu ewolucji prawidłowościami, wspierają nas w zdrowieniu, czyli przywracaniu poprawnych funkcji i odbudowie uszkodzonych struktur. To trudny czas bo może nas kosztować wiele, możemy zapłacić cenę biologicznego życia przy braku wiedzy, gwałtownych interwencjach, zastosowaniu obcych, nienaturalnych środków. Ale jeśli uważnie, wrażliwie, pilnie i wiernie wsłuchujemy się w głos Przyrody to zdrowiejemy. Nauczycielami godnymi zaufania na tej drodze są szeroko rozumiane zjawiska przyrodnicze – „zboczony” nauką „rzekomą” człowiek w robaku zjadającym chorą, odmienioną tkankę zobaczy przyczynę choroby, oddany badacz natury zobaczy w nim sprzymierzeńca, narzędzie przywracania równowagi, i idąc za tą nauką będzie inteligentnie powtarzał, wzbudzał zjawiska podobne i tak posługując się metodami Przyrody stanie się świadkiem uzdrowienia jej siłami – vis medicatrix Naturae!
Tak jest z homeopatyczną metodą leczenia, która „niekontrolowaną chorobę naturalną”, jak karykaturę życia zdrowego, zastępuje „sztucznym podrażnieniem polekowym” przypominającym chorobę, podobnym do jej objawów swoim charakterem, ale od niej odrębnym co do źródła pochodzenia, którym w pełni włada dobrze wyszkolony lekarz. Czyni tak na krótko po to, aby usunąć zniekształcenie(karykaturę życia zdrowego) wraz z jej ośrodkiem mózgowym i warunkującą go treścią stresogennego konfliktu. Konflikt w swej ostrości staje w świetle świadomości uzdrawiającej się(sic!) osoby, udostępnia jej przeżycie wyzwalającego, oczyszczającego, wielkiego „Aha!” i dzięki wykonaniu tej osobistej pracy uświadomienia jego treści posuwa do przodu w rozwoju, udostepnia inny, nowy, wyższy poziom świadomości, wyzwala z kolejnej iluzji zbliżając do prawdy. Wtedy rola biologiczna drobnego ustroju, mikroba-robaka zanika. Jego zadanie zostało wykonane, zmienia się stan środowiska, wraca równowaga i króluje zdrowie.
lek.med Robert Zawiślak
Kwi 06 2014

HOMEOPATIA-CHŁOPAK DO BICIA

Z kim warto walczyć, czyli homeopatia – chłopak do bicia

VLUU L110, M110  / Samsung L110, M110I znowu jest nagonka na homeopatię. Przewrót na Ukrainie, przewrót w Wenezueli, napięcie w Syrii, i … nagonka na homeopatię? Który to już raz? Nie do policzenia. Kiedy w 1796 roku doktor Samuel Hahnemann ogłosił w Hufland Journal doniesienie o odkryciu „Nowej zasady leczenia” wywołało to burzę, ale i zastanowienie ówczesnego świata medycznego. Kiedy wielokrotnie wykazywał skuteczność odkrytej metody czy to opanowując zgodnie z jej zasadami epidemię płonicy w 1810 roku czy epidemię duru brzusznego a potem cholery pustoszących Europę skutek był podobny. Krąg sympatyków tej nowinki rozszerzał się dynamicznie, a wraz z nim rosła liczba nieprzejednanych wrogów i zażartych obrońców starego porządku utożsamiającego najwyższy ideał sztuki lekarskiej z „dobroczynnymi” upustami krwi i środkami na przeczyszczenie. To nie kto inny, jak doktor Hahnemann lepiej od współczesnych mu kapłanów zdrowia urzeczywistniał przysięgę Hipokratesa i podstawową zasadę wypisaną po dziś dzień na sztandarach medycyny „Po pierwsze nie szkodzić”:
Hahnemann pod patronatem pruskiego księcia stworzył i prowadził ośrodek leczenia chorych z zaburzeniami psychicznymi, w którym jako pierwszy w cywilizowanej Europie uwolnił ich z klatek i łańcuchów rozpoznając zaburzenia funkcji umysłowych /gemuet Funktionen verenderung/, a nie obecność złych duchów w ludzkich ciałach.
To on oparł farmakologię nowej metody leczenia na tak zwanych próbach lekowych(hbl = homeopatyczne badanie leku 1803 rok.), przeprowadzanych na zdrowych ochotnikach obojga płci, którą to formułę można uznać za starszego o ponad 100 lat prekursora podwójnie ślepej próby uznanej powszechnie za standard badań medycznych (Oskar Pfungst 1907);
To on w ciągu swego życia przeprowadził na sobie zgodnie ze szczegółowo opracowanym protokołem próby lekowej badanie wpływu 64 różnych substancji na organizm, osiągając poznanie ich oddziaływań w bezpośrednim eksperymencie medycznym, co stało się podwalinami nowej farmakopei i wiedzy o środkach leczniczych stosowanych w homeopatii;( na dziś po ponad 200 latach liczba opisywanych w homeopatycznej metodzie leczenia środków sięga 4500);
Spotęgowane środki lecznicze typowe dla homeoterapii opisywane są poprzez rozpoznane dla nich zakresy oddziaływania na organizmy żywe, zwane obrazami objawowymi. Nie są podzielone sztucznie na: wskazania, przeciwwskazania, objawy uboczne i objawy niepożądane, lecz spójnie obejmujące całość psycho – emocjonalno – somatycznych reakcji na przyjęcie tych substancji. Całość tej wiedzy służy określeniu zastosowania leczniczego, czyli jest wskazaniem do terapii;

Po licznych doświadczeniach i towarzyszących im obserwacjach prowadzonych w ciągu ponad 30 lat, w których towarzyszyli mu inni lekarze z całego świata, doktor Hahnemann określił i wielokrotnie potwierdził w praktyce, wielkość dawki i zasadność posługiwania się w terapii najmniejszą skuteczną dawką leku, w czym wyraził owocnie naśladowanie potwierdzonych ewolucyjnie rozwiązań biologicznych samej przyrody – najlepszy skutek osiągany za pomocą najmniejszych środków;
Rozpoznana przez Hahnemanna i uznana za podstawową dla terapii zasada podobieństwa jest genialną zapowiedzią znacznie późniejszych odkryć zależności pomiędzy bodźcem a biologicznym receptorem, których to nierozerwalna para (bodziec-receptor) warunkuje odpowiedź organizmu.
W „Nauce o chorobach przewlekłych i ich szczególnej naturze” wydanej w lata dwudziestych XIX wieku, a więc na wiele lat przed Pasteurem(1877) i Kochem(1882), wykazał na podstawie dogłębnej analizy fenomenologicznej przebiegu kiły, iż choroby przewlekłe warunkowane są czynnikami zaraźliwymi i reakcjami organizmów na nie.
Przykłady tego co medycyna zyskała dzięki geniuszowi twórcy homeopatii można by mnożyć. I zajmę się tym szczegółowo w kolejnych artykułach.

A teraz wróćmy do próby odpowiedzi na pytanie dlaczego ta metoda leczenia ma tylu wrogów i skąd oni pochodzą. W warunkach polskich temat homeopatii wraca do środków masowego przekazu, gdy jest w jakimś aspekcie „trudno”, żeby skupić i uwikłać uwagę przynajmniej części społeczeństwa na tym tak znaczącym dla życia społecznego temacie, w sposób jednoznacznie wskazujący obywatelom kto jest winien, z nie skrywanej intencji najchętniej winien wszystkiemu. Wniosek z tego taki: „-Polacy jeśli uporacie się z homeopatia i jej zwolennikami to wasze życie przemieni się nie do poznania! Wzrosną wasze zarobki, podniesie stopa życiowa, dopiero wtedy zyskacie światowe uznanie i przestaniecie być ludźmi trzeciej kategorii, zyskacie status godnych do naśladowania, a wraz z tym znikną także wszystkie niedomogi systemu opieki zdrowotnej i kłopoty finansowe NFZ”.
W nagonce na homeopatię prym wiodą luminarze medycyny, samozwańczo przyznający sobie prawo do wygłaszanie mających stanowić dogmatyczną i nienaruszalną prawdę, stwierdzeń na temat metody, której nigdy nie poznali, nie stosowali w praktyce i nie maja dla niej żadnego zrozumienia. Być może zgodnie z uogólnieniem, skoro jestem specjalistą w mojej dziedzinie, to z tej racji jestem specjalistą najwyższym we wszystkich dziedzinach a zwłaszcza tych których nie znam bo dla mnie nie są warte poznania. Społeczny fenomen homeopatii w Polsce ma bardzo wiele przejawów. Nie tylko demokratycznie wybrane władze samorządu zawodowego lekarzy ciągle ponawiają starania, aby jakoś pozbyć się ponad 1500 swoich kolegów po fachu, którzy ośmielili się bez zgody tych władz, a nawet wbrew ich zakazowi, poznawać homeopatię i praktykować jej zasady, ale także w sposób zinstytucjonalizowany wtóruje im Kościół Katolicki. Czy to walka o rząd ciał i dusz wzbudza taką zgodność podpisującą się nagle i niespodzianie pod paradygmatem pozytywistyczno-materialistycznej nauki jako jedynie panującej wiary. Czy zyskuje na tym nauka? Czy może wiara? Tego bardzo trudno dociec. Ale wydaję się że istnieje łatwo dostępne rozwiązanie, zostało wielokrotnie wypróbowane w historii jako skuteczne. Może by tak stworzyć jakiś obóz i zamknąć tam homeopatię, homeopatów i ich zwolenników. Byłby spokój. A jeśli nie zbyt długo, to trzeba by znaleźć innego chłopca do bicia. Ale to nie jest trudne. I zawsze się udaje.
Jeśli ktoś miałby wątpliwości to niech uczy się historii. Zawsze można coś dać na ofiarę ognia – czy to Biblioteka Aleksandryjska, czy Giordano Bruno, Joanna d”Arc, jakaś setka bezimiennych czarownic, to przecież nie ma znaczenia. Dziś może to być homeopatia. A jutro? Jutro na przykład będzie to zamek cenzury na twoim osobistym komputerze odcinający cię od zasobów globalnej informacji i wolności słowa. Co dostajesz w zamian? Reklamę rolet okiennych oraz piękne widoki na ekranie telewizji kablowej. I już będziesz wiedział jak należy poprawnie myśleć.
Pozostaje jednak problem na przykład z 85% aktualnej populacji takiego „zacofanego” kraju jak Szwecja. W ramach swojej totalnej „ignorancji i ciemnoty” zgodnym głosem domaga się równoprawnego uznania homeopatii w systemie refundowanej opieki zdrowotnej. Mamy więc nową nadzieję i szczytny cel „-Polacy! Rodacy! Na Szweda!!!”
Z resztą Europy będzie trudniej… jak kość już jest w zębach to wyrwać ją nie tak łatwo. Niemcy uwikłani w tradycję i patriotyzm no bo to ojczyzna Hahnemanna masona, chyba się nie wyrzekną homeopatii i nie dadzą się odciąć od swoich korzeni. U nich prawnie rozpoznane i uznane praktyki medyczne wykonywane przez lekarzy to ziołolecznictwo, homeopatia i medycyna antropozoiczna. Francuzi to dziwny naród z tymi różnymi wolnościami od czasu rewolucji – swobodny wybór metody leczenia i pełna refundacja homeopatii z systemie ubezpieczeń społecznych. Włochy z jakimś „odurzonym cierpkim winem” ustawodawstwem i sądownictwem, które uznaje w dzisiejszej dobie szkodliwość szczepień „ochronnych i profilaktycznych” a o homeopatii wypowiada się jako komplementarnej i uprawnionej metodzie leczenia uznanej precedensowym wyrokiem sądu najwyższego w 2012 roku. Hiszpania z zarezerwowaniem i ograniczeniem prawa do stosowania homeopatii wyłącznie dla wyszkolonych w jednym z hiszpańskich uniwersytetów w ramach trzyletnich studiów podyplomowych lekarzy, to być może wyraz długotrwałego „ucisku monarchii”. I podobnie Wielka Brytania, nie mogąca otrząsnąć się ze swej „kolonialnej przeszłości, sentymentu wobec Królowej Elżbiety i tego całego teatru historii”. No w końcu to ojczyzna Szekspira. Ale nie warto brać z niej przykładu. Spojrzenie na Wschód. O teraz jest trudniejsze niż kiedykolwiek więc może lepiej tam nie patrzeć i nie czynić odwołań .
W tym kontekście pisanie o milionowych populacjach Indii, Meksyku, Brazylii też mija się z celem. Ale gdyby jakiś „zdeprawowany” umysł obywatela naszego kraju w ramach niepoprawności społecznej i politycznej chciał się jednak czegoś dowiedzieć to po nitce do kłębka może dojść do ciekawych odkryć posiłkując się danymi takich .europejskich instytucji jak ECH i ECHC.
Oczywiście tak długo póki posiada wolność korzystania z zasobów sieci.
A wszystko TO kręci się wokół bodźcowej metody leczenia opartej na wyzwalaniu samoregulacji organizmu w zgodzie z zasadą podobieństwa pomiędzy zespołem objawów zakłócenia a zdolnością substancji chemicznych do zakłócania funkcji organizmów żywych. I „tyle hałasu o NIC” cdn….

Mar 14 2014

Znaczenie L-argininy dla stanu układu sercowo-naczyniowego – ProArgi 9 Plus – PhytoLife – Mystify

Historycznie patrząc ludzie ciągle są głodni. W przeszłości głównie wymierali z wycieczenia i tak objawiał się skutek głodu. Dzisiaj niekoniecznie. Chociaż nadal są takie grupy ludzi, istnieją i inne. w których głód doprowadza do pozornej obfitości. Otyłość to dzisiejsza epidemia będąca tego przykładem. Także jest przejawem głodu. Może pojawiać się na poziomie umysłu, nie tylko ciała, a wtedy niepotrzebne, nie do użycia, niestrawione informacje oblepiają człowieka, jak tkanka będąca ciężarem.

Medice, cura te ipsum!

– Lekarzu, lecz się sam. To powiedzenie  znane jest od starożytnych czasów i ma swoje ugruntowane miejsce w historii ludzkości. Są tysiące innych powiedzeń, jak na przykład Cave canem! – strzeż się psa!, które zawierają pewne utrwalone mądrości ludowe. Lekarz uczy się przez liczne lata, (tak jak i ja to czyniłem), tego jak poznać chorobę, jak ją zrozumieć i jak z nią walczyć. Ale zwykle nie starcza mu czasu na to, aby nauczyć się czym jest zdrowie.

Stąd pojawiły się takie przekonania (przy nieskutecznej sztuce lekarskiej), jak: sam zajmij się swoim zdrowiem, sam zajmij się swoim losem.

Jeżeli nie weźmiesz odpowiedzialności za siebie, to może się okazać( i ze zgrozą się o tym przekonasz), że inni, w pewnych warunkach, mogą nie nadążyć za twoimi potrzebami; nie spełnią twoich oczekiwań I nie wykonają tego, co, gdybyś na czas sam wziął odpowiedzialność za siebie, uczyniłbyś ty sam z najlepszym skutkiem. dla siebie.

W naszym kręgu kulturowym dwu lekarzy homeopatów, Constantine Hering i Prafull Vijayakar, których można nazwać nam współczesnymi, zbudowało coś takiego, co w tradycji homeopatii jest bardzo żywym i ważnym tematem, a mianowicie prawo zdrowienia naturalnego. Pokazuje ono naturalne wektory, kierunki procesów zachodzących w ciele człowieka, które warunkują zdrowienie.

Kiedy człowiek wraca do zdrowia i kiedy trwa w zdrowiu, ma energię do działania i wewnętrzną motywację; chce mu się coś robić, ponieważ ludzie w zdrowiu są samomotywujący się, są twórczy.

Jeżeli człowiek jest zniechęcony, lub ma plany i nie może ich zrealizować, bo nie ma na to sił, to znaczy, że nie jest w pełni zdrowia.

Najpierw musi być zdrowe to, w czym i przez co przejawia się umysł, czyli ośrodkowy układ nerwowy. (I cała dbałość i ekonomia przyrody dąży do tego, aby na podobieństwo kampanii wojennych wobec naporu wroga utrzymać linię frontu w takim miejscu, by jeszcze można było żyć, żeby można było działać i mieć szansę na wygraną w przyszłości.)

A więc objawy chorobowe najpierw pojawiają się na obwodzie i dopiero jeżeli proces chorobowy postępuje, wędrują ku wnętrzu.

(Tradycja medycyny tybetańskiej, chińskiej, ayurwedyjskiej, starogreckiej wskazuje nam na to, że serce nigdy nie choruje same z siebie. To Cesarz naszego ciała i pozostaje on zdrowy, jeżeli jego ministrowie są zdrowi i pełnią skutecznie określone zadania wg jego rozkazów. Dzięki ich pracy należne mu miejsce pozostaje nienaruszone.

Na filmie pokazującym zatruty świat, widzieliśmy w jakich żyjemy warunkach, jak jesteśmy jakościowo wygłodzeni, jak jesteśmy zaśmieceni produktami naszych myśli i konsekwencją ich obecności, która ubrała się w technologiczne wynalazki, wynalazki, nad którymi nie panujemy do końca. Na dodatek, jeszcze nie mamy czasu nawet dla samych siebie,  czyniąc to wszystko pozornie dla siebie.

Wtedy, gdy czas nagli,  „krótkie ścieżki dostępu” stają się palącą potrzebą; konieczne są protezy na tyle sprawne, żeby przy zachwianiu funkcji owych symbolicznych ministrów, można było wprowadzić do organizmu coś, co podtrzyma nasze życie na odpowiednim poziomie i być może dożyjemy do chwili, w której uczynimy wielkie „AHA”, rozpoznając co jest dla nas  w życiu najważniejsze. Jeśli znajdziemy odpowiednio skuteczne protezy, zdążymy rozpoznać, co jest dla nas najważniejsze, to wtedy być może wykorzystamy szansę działania zgodnego z tym priorytetem.)

Co zrobić by ochronić wnętrze? Kluczem do powodzenia jest energia życiowa. Jej niedostatek jest początkiem problemu. A co jest źródłem tej energii?

 

Empedokles z Akragas – starożytny Grek zachowany został w tradycji, w historii filozofii,  jako ten, który uczył o czterech żywiołach:

OGNIU,

POWIETRZU,

WODZIE i

ZIEMI.

Mamy tego ekspresję w materii naszego ciała. Dominujące pierwiastki to: wodór. tlen. azot i węgiel. Każdy z nich odpowiada jednemu z tradycyjnych żywiołów. Popatrzmy jaki jest skład powietrza atmosferycznego. 78% azotu, a my tak na co dzień jesteśmy przekonani, że najważniejszy jest tlen, odnosimy się do niego tak, jak do źródła życia bez mała. Procentowo jest go jednak znacznie mniej. Jaką więc rolę pełni azot?

 

PRO ARGI 9 PLUS

W latach 70.– 80. fizjologowie z Instytutu im. Lumumby w Moskwie prowadzili bardzo intensywne badania na temat głodówek. Okazało się, że ludzie zamknięci w szczelnej klatce, zawierającej zamkniętą, skończoną ilością  powietrza w jej wnętrzu, w czasie głodówki trwającej 50-60 dni, przestawali tracić na wadze po wstępnej utracie około 10–30% wagi. Znaczniki izotopowe wprowadzone do otaczającego ich powietrza pokazały, że organizmy tych ludzi asymilowały z otoczenia azot, który podtrzymywał stan ich tkanek, wspierał budowę własnych białek nie dostarczanych inną drogą przy braku pokarmu.

Zatrzymajmy to w umyśle i przejdźmy do analizy omawianych dzisiaj produktów. Mamy ów nośnik w szczególnej formie służącej jakościowemu dożywianiu naszego organizmu. Cały skład preparatu służy temu, aby arginina doprowadzona krótką ścieżką do komórek. chociaż możliwa do syntetyzowania w zdrowym organizmie ludzkim, to jednak nie w pełni budowana w organizmie niezdrowym, stała się bogatym źródłem tlenku azotu na poziomie komórkowym.

Mieliście Państwo sygnał w czasie filmu informujący o Nagrodzie Nobla z 1998roku za odkrycie działania tlenku azotu pochodnego argininy na układ naczyniowy i serce oraz o ogólnoustrojowych skutkach jego obecności w krążeniu krwi.

No tak, odkrycie było wielkie i znaczące, ale wcale na tym odkryciu nie opiera swojej egzystencji dzisiejsza kardiologia kliniczna. Jest tysiące sposobów postępowania, w tym bardzo liczne ratujące życie, ale dziś uratowane życie dzięki postępowi technologii, wcale nie wystarcza. Ten ratunek wcale nie daje pewności, że jutro, jeśli nie zrobimy czegoś więcej, problem nie wróci. Będziemy jeszcze przynajmniej przez chwilę aktywni zawodowo u tego samego pracodawcy, mieszkający w tym samym mieście, żyjący w tej samej rodzinie, odżywiający się na tej samej stołówce zaopatrywanej przez tą samą kuchnię z tym samym składem kucharzy, w której żywiliśmy się dotychczas. Jest godnym zastanowienia, czy te same, stare nawyki i działania, te same dawne warunki mogą przynieść inne niż dotychczas skutki w naszym życiu. Wydaje się to mocno wątpliwe.

Sty 24 2014

Przyczyny chorób przewlekłych

Sformułowana przez dr Samuela Hahnemanna teoria skazowego uwarunkowania chorób przewlekłych opublikowana została w pracy „Choroby przewlekłe, ich szczególna natura i homeopatyczne leczenie” w roku 1828 po 14 latach wnikliwych badań i obserwacji. Autor na podstawie badania źródeł pisanych i własnego doświadczenia terapeutycznego rozpoznał szereg prawidłowości w naturalnym przebiegu chorób przewlekłych:

  • ich fazy utajenia i wzbudzenia,
  • okresowe zaostrzenia/przyspieszenia i złagodzenia/spowolnienia ciągle postępującego procesu,
  • określone zaraźliwości będące ich przyczyną, podlegające przenoszeniu między osobami także drogą dziedziczenia,
  • dynamiczne przyczyny i pierwotne materialne wyrazy zaraźliwości/ekspresja pierwotna/ oraz ich wtórne skazowe oznaki i objawy,
  • charakterystyczne zespoły cech rozwijanych w czasie przez organizmy skażone zaraźliwościami,
  • zespoły czynników zadrażniających, działające na uwrażliwione skazowo/zarażone przewlekle, czyli podatne organizmy.
Ostateczne wnioski wynikłe ze sformułowanej teorii skazowego uwarunkowania chorób przewlekłych wnikliwie przestudiowane i sprawdzone na modelu kiły, przyniosły skuteczną metodę leczenia opartą na zastosowaniu klasycznej zasady podobieństwa w wymiarze wielopokoleniowym, czyniąc z homeopatii objawowej terapię przyczynową.

 

Teoria skaz usankcjonowała wprowadzenie do homeopatycznego armamentarium (Materia Medica Homeopathica) nozodów czyli środków leczniczych pochodnych wytworów chorobowych żywych organizmów (Hering), które wielokrotnie wykazały wysoką skuteczność w praktyce homeoterapii (Ortega).

Początkowo rozpoznano trzy skazy podstawowe (Hahnemann), czyli wzorce procesów chorobowych: kiłową (syfilityczną), figówkową (sykotyczną) i świerzbiaczkową (psoryczną) i ich wzajemnie warunkujące się związki, a z czasem następcy Hahnemanna, doskonaląc praktycznie naukę o skazach uzupełniali je o gruźliczą (tuberkulinową), (Burnett) i nowotwo-rową (karcinozynową), (Foubister, Nebel). Aż po wielu latach obserwacji i badań przyszedł czas na powstanie wysoce rozbudowanego systemu, obejmującego skazy: ostrą, durową, zimniczą i trądową oraz aids, pokrywającego prawie doskonałym spektrum terapeutycznym wszystkie obserwowalne w dzisiejszym świecie postacie i wzorce naturalnych procesów chorobowych (Sankaran, Broussalian).

 

*A. Teoria naturalnych chorób przewlekłych

 

Na odkrycie dr Samuela Hahnemanna zapracowały następujące obserwacje:

  • Spośród dwu podobnych chorób naturalnych silniejsza zawsze wypiera słabszą.
  • Sztuczna choroba polekowa zawsze silniejsza jest od podobnej choroby naturalnej.
  • Skuteczne leczenie ostrych dolegliwości i chorób zgodnie z zasadą podobieństwa zastosowaną wobec status praesens nie przynosi trwałej poprawy zdrowia.
  • Choroby przewlekłe rozwijają się podstępnie i prowadzą do wyniszczenia organizmu.
  • Najczęściej pierwsze objawy zachorowania to drobne zmiany na skórze lub śluzówkach, zwykle lekceważone lub tłumione.

Wobec takich faktów Hahnemann postawił problemowe pytania:

  • 1828 – „Choroby przewlekłe, ich szczególna natura i homeopatyczne leczenie„:
    „Dlaczego, więc, nie może ta żywotna siła, wyraźnie naznaczona homeopatycznym lekiem, zdziałać żadnego prawdziwego i trwałego wyzdrowienia w chorobach przewlekłych nawet z pomocą homeopatycznego środka leczniczego, który najlepiej pokrywa ich teraźniejsze objawy; podczas gdy ta sama siła, która jest stworzona dla odnowy naszego organizmu jest mimo to tak niezmordowanie i skutecznie czynna w pełnieniu zdrowienia nawet w poważnych ostrych chorobach? Cóż jest to, co temu przeszkadza? Odpowiedź na to pytanie, które jest tak naturalne, przywiodła mnie nieuchronnie do odkrycia natury tych przewlekłych chorób”.

Odkrycie przyczyny warunkującej choroby przewlekłe pozwoliło Hahnemannowi na postawienie następujących wniosków:

  • „Wszystkie przewlekłe choroby ludzkości, (…) wykazują, (…) taką niezmienność i uporczywość, że jak tylko się rozwiną i nie zostaną w pełni usunięte sztuką leczniczą, wciąż nasilają się z biegiem lat, przez cały bieg życia człowieka; i nie mogą być zmniejszone mocą nawet najbardziej krzepkiej konstytucji.(…) Tak więc nigdy nie ustępują same z siebie, lecz narastają i nasilają się nawet aż do śmierci. Dlatego też muszą one wszystkie mieć za początek i założenie stałe przewlekłe zaraźliwości, przez które ich pasożytnicze istnienie w ludzkim organizmie bierze możliwość do ustawicznego wschodzenia i wzrostu.”
  • „(…) tylko trzy przewlekłe zaraźliwości są znalezione, przez które spowodowane choroby wyrażają się umiejscowionymi objawami, i z których większość, jeśli nie wszystkie, przewlekłych chorób się wywodzi; mianowicie, po pierwsze, SYFILIS, który ja nazwałem także chorobą wrzodu wenerycznego; następnie SYKOZA lub choroba brodawek figowych, aż w końcu choroba przewlekła, która leży u podstawy wysypki świerzbowej; tj. PSORA, którą omówię pierwszą jako najważniejszą.”

Skrótowa charakterystyka skaz podstawowych

 

Skaza psoryczna:

  • niedobór/brak/słabość/niepokój/drażliwość,
  • niedoczynność,
  • okresowość,
  • zmiany czynnościowe,
  • kompleks niższości/ograniczenie wyrażania siebie,
  • „niepraktyczny filozof”.

Skaza sykotyczna:

  • nadmiar/rozkojarzenie,
  • nadczynność,
  • rozrost,
  • płyny/wydzieliny,
  • nadmierna ekspresja/niecierpliwość/podejrzliwość.

Skaza syfilityczna:

  • zboczenie,
  • zanik/wyczerpanie,
  • zwyrodnienie/zniszczenie tkanek/wrzód,
  • tendencje samobójcze/gwałtowne zachowania,
  • działania z wyrachowaniem.

Skaza dodatkowa

Skaza tuberkulinowa:

  • naprzemienność niedoczynności i zniszczenia,
  • zmienne objawy/szybkie i nagłe reakcje,
  • spadek odporności/wyniszczenie mimo dobrego żywienia,
  • sprawny umysłowo/słaby fizycznie,
  • szaleństwo.

PSORA

 

Fragment autorstwa dr Hahnemanna opisujący objawy typowe dla okresu uśpienia świerzbiączki (psora latens) zawarty w „Chorobach przewlekłych”:

  • „(…) Zwykle u dzieci: częste wydalanie glist i innych robaków, których obecność w prostnicy powoduje trudne do zniesienia swędzenie.
  • Często wzdęty brzuch.
  • Głód nie do zaspokojenia na zmianę z brakiem łaknienia.
  • Bladość twarzy i słabe napięcie mięśni.
  • Częste zapalenia oczu.
  • Obrzęk szyjnych gruczołów (zołzy).
  • Pocenie się głowy wieczorem po zaśnięciu.
  • Często bardzo obfite krwawienia z nosa u dziewcząt i młodzieży, (rzadziej u ludzi starszych).
  • Zwykle zimne ręce lub pocenie się dłoni, z wrażeniem pieczenia.
  • Zimne, suche lub spocone, cuchnące stopy, pieczenie podeszew stóp.
  • Ramiona lub ręce, nogi lub stopy ścierpnięte z najmniejszej przyczyny.
  • Częste kurcze łydek, mięśni ramion lub rąk.
  • Bezbolesne napięcia mięśni różnych okolic ciała.
  • Częste lub przewlekające się suche lub płynne wycieki lub nieżyty nosa (epidemiczne nieżytowe gorączki i nieżyty błon śluzowych, które dotykają prawie każdego, nawet najzdrowsze osoby np. grypa nie należą do tej kategorii), lub niemożność przeziębienia się nawet po poważnym oziębieniu, nawet jeśli zwykle przeziębiał się w podobnych okolicznościach.
  • Długo trwające zatkanie jednego lub obu nozdrzy.
  • Bolesne owrzodzenie okolicy nozdrzy.
  • Nieprzyjemne wrażenie suchości w nosie.
  • Częste zapalenia gardła, częsta chrypka.
  • Krótkie pokasływania rano.
  • Częste ataki duszności.
  • Skłonność do przeziębień obejmująca całe ciało lub tylko głowę, gardło, piersi, brzuch, stopy (osoby nie dotknięte świerzbiączką-psorą, choć mogą niemile znosić przeciągi i zimne powietrze, nie cierpią na przeziębienia ani nie cierpią jakimikolwiek innymi szkodliwymi skutkami narażenia na nie), w przeciągu, zwykle kiedy te części ciała łatwo pocą się, ani żadne inne, czasem długotrwałe dolegliwości z nich powstałe.
  • Skłonność do nadwerężenia, nawet po niesieniu lub podniesieniu małego ciężaru, często powstałe nawet po wyprostowaniu się i sięganiu ramieniem do przedmiotów wysoko powieszonych (a także wiele dolegliwości powstałych z umiarkowanego rozciągania mięśni: ból głowy, nudności, osłabienie, wyczerpanie, napięciowy ból mięśni karku i grzbietu, itd.)
  • Częste jednostronne bóle głowy lub zębów, nawet po umiarkowanych wzruszeniach.
  • Częste uderzenia gorąca i zaczerwienienie twarzy, nie rzadko z uczuciem lęku.
  • Wypadanie włosów, nadmierna suchość włosów, złuszczające się zmiany na owłosionej skórze głowy.
  • Skłonność do nawracającej róży.
  • Brak miesiączki, nieregularne krwawienia, zbyt obfite, zbyt skąpe, zbyt wczesne lub zbyt późne, zbyt długotrwałe, zbyt wodniste, związane z innymi cielesnymi dolegliwościami.
  • Wzdrygnięcia kończyn przy zasypianiu.
  • Znużenie wcześnie przy obudzeniu, nieodświeżający sen.
  • Pocenie się rano w łóżku.
  • Zbyt łatwe pocenie się w ciągu dnia nawet przy niewielkim ruchu lub niezdolność do spocenia się.
  • Biały lub przynajmniej bardzo blady język.
  • Popękany język.
  • Obfity śluz w gardle,
  • Nieprzyjemny zapach z ust, często lub prawie stale, szczególnie wcześnie rano i w czasie krwawień miesięcznych, który jest odczuwany jako mdły lub lekko kwaśny, lub jak gdyby od popsutego żołądka, lub jak stęchły, także jako gnijący.
  • Kwaśny smak w ustach.
  • Nudności rano.
  • Odczucie pustki w żołądku.
  • Niechęć do gotowanego, ciepłego jedzenia, szczególnie do mięsa, (zasadniczo u dzieci).
  • Niechęć do mleka.
  • Suchość w ustach w nocy lub rano.
  • Tnące bóle brzucha, częste lub codzienne (szczególnie u dzieci), zwykle rano.
  • Twardy kał, wypróżnienie zwykle opóźnione o więcej niż jeden dzień, jak zwarzony, często pokryty śluzem (lub prawie zawsze miękki, fermentujący jak w biegunce).
  • Guzki krwawnicowe odbytu; wypływ krwi ze stolcem.
  • Wypływ śluzu z odbytu z kałem lub bez kału.
  • świąd odbytu.
  • Ciemny mocz.
  • Obrzękłe, powiększone żyły na nogach (żylaki).
  • Odmrożenia i bóle jak od odmrożenia, nawet poza ostrym chłodem zimy, także latem.
  • Bóle jak od odgniotów, bez żadnych zewnętrznych śladów drażnienia przez buty.
  • Skłonność do skręcania, nadwerężania i uszkadzania jakiegoś stawu.
  • Trzaski w jednym lub więcej stawów przy ruchach.
  • Ciągnący, napięciowy ból karku, grzbietu, kończyn, także zębów, (szczególnie przy wilgotnej, burzowej pogodzie, północno-zachodnim i północno-wschodnim wietrze, po przeziębieniach, podźwignięciu, po niemiłych wzruszeniach itd.)
  • Ponowne pojawienie się bólów i dolegliwości w spoczynku i ich ustępowanie w ruchu.
  • Pojawianie się większości dolegliwości nocą, narastanie przy niskim ciśnieniu atmosferycznym, wraz z północno-wschodnim i -zachodnim wiatrem, w zimie i ku wiośnie.
  • Niemiłe, pełne lęku, lub przynajmniej zbyt żywe marzenia senne.
  • Niezdrowa skóra; każde małe uszkodzenie przechodzi w ranę; pękanie skóry rąk i dolnej wargi.
  • Częste czyraki, zanokcice, zastrzały.
  • Sucha skóra kończyn; ramion, ud a także okresowo policzków.
  • Tu i ówdzie pojawiające się szorstkie, złuszczające się plamy na skórze, które czasem powodują koszmarny świąd a po drapaniu wrażenie pieczenia.
  • Tu i ówdzie, czasami choć rzadko, pojedynczy, nieznośnie swędzący pęcherzyk, na szczycie czasem wypełniony ropą, i powodujący odczucie pieczenia po drapaniu, na palcu, nadgarstku lub w jakimś innym miejscu.”

Skazy rozwinięte wg Sankarana i Broussaliana

  • ostra
    Aconitum, Arnica, Belladonna, Calendula, Hyoscyamus, Stramonium,Veratrum album
     
  • durowa
    – Arnica, Bryonia, Baptisia, Chamomilla, Nux vomica, Rhus toxicodendron
     
  • psoryczna
    Sulphur, Psorinum
     
  • grzybicza
    Calcarea silicata, Calcarea sulphurica, Magnesium sulfuricum, Taraxacum
     
  • zimnicza
    China, Cina, Colocynthis, Eupatorium perfoliatum
     
  • sykotyczna
    Senecio, Thuya, Medorrhinum
     
  • gruźlicza
    Abrotanum,Calcarea phosphorica, Drosera, Tuberculinum
     
  • nowotworowa
    Acidum nitricum, Argentum nitricum, Bellis, Carcinosinum, Staphysagria
     
  • trądowa
    Hura brasiliensis, Kalium iodatum, Lactuca, Secale cornutum
     
  • kiłowa
    Aurum metallicum, Baryta carbonica, Mercurius solubilis, Echinacea, Syphilinum
     
  • aids

Proponowane wzajemne związki między skazami zostały zobrazowane na schemacie blokowym, podobnie klasyfikacja skaz wg etiologii.

 

Wybrane przypadki z praktyki obrazujące skazowe uwarunkowania chorób przewlekłych

 

Przypadek I – adynamia/depresja:
Czterdziestokilkuletni mężczyzna, średniego wzrostu, nieco zgarbiony; włosy przerzedzone, wyraźne plamy siwizny. Mimo aktywności zawodowej, budowy domu i obowiązków rodzinnych. Smutny, zniechęcony, przygnębiony i słaby, drażliwy. Krytycznie marznący.
Matka zmarła z powodu nowotworu; rodzina od kilku pokoleń bardzo biedna: ,,wszystkiego brak”.
Podano Psorinum 30 CH jedną granulkę jednorazowo.
Poprawa uogólniona, w ok. 80% utrzymywała się przez około 10 dni.
Zalecono Psorinum 30 CH z roztworu wodnego w razie nawrotu objawów.

 

Przypadek II – kłykciny mnogie
Chłopiec ok. 3 lat z wadą wrodzoną braku śródręcza i palców ręki prawej za wyjątkiem paliczków dystalnych zgłosił się z powodu licznych kłykcin okolicy odbytu i prącia zamykających ujście cewki moczowej – przewidziany do leczenia operacyjnego.
Brak innych objawów, historia rodzinna nieujawniona.
Po 1,5 rocznym leczeniu za pomocą Acidum nitricum na zmianę z Thuya 5-30 CH zupełne odbarczenie ujścia cewki moczowej – z około 20 kłykcin pozostały 3-4 znacznie zmniejszone, proces zdrowienia nadal trwał 2 lata.

 

Robin Murphy ”Lotus Materia Medica”
,,Lewostronny ból jajnika jak kłucie nożem, brunatne upławy dwa dni przed krwawieniem. Miesiączki zbyt wcześnie lub późno, wydzielina gęsta lub rzadka, bolesne lub mniej niż zwykle. Wrażenie w miednicy jak gdyby miesiączka miała zjawić się na dwa tygodnie przed czasem. Przed-rakowy stan szyjki i trzonu macicy. Zapalenie szyjki.
Endometrioza. Rozstrój przysadkowo-wzgórzowo-jajnikowy. Torbiele jajników.”
Podano: Hirudo comp. Wala, potem Hirudo C 5, a następnie C 9 z roztworu wodnego – guz jajnika zniknął po 3 tyg., markery w normie, skrzeplina zmniejsza się.


 

Piśmiennictwo:

 

CaraPro v.1.4, Miccant Ltd., Nottingham, 1998.
Hahnemann,S., Chronic Diseases, B.Jain Publishers Ltd., New Delhi 1988.
Kent, J.T., Lectures on Homeopathic Philosophy, B.Jain Publishers(P) Ltd., New Delhi 1987.
Sankaran,R., The System of Homoeopathy, Homoeopathic Medical Publishers, Mumbai 2000.

Alibi3col theme by Themocracy

call vimenahelp