Gru 05 2014

SPRZEDAWCY ŚMIERCI KONTRA SPRZEDAWCY CUKRU

Najpierw zapoznajmy się z faktami. Zgodnie z nimi, główną przyczyną śmierci w USA, wg wyników 30 lat badań przeprowadzonych przez niezależną, pozarządową instytucję Nutrition Institute of America z Nowego Jorku przedstawioną w 25 – stronnicowym raporcie z 2004 roku zatytułowanym „Death by Medicine”, jest medycyna konwencjonalna. W oglądanym przez pryzmat statystyki systemie medycznym USA:

# 2.2mln ludzi rocznie doświadcza reakcji niepożądanych (ADRs) na przepisywane zgodnie ze sztuką lekarską leki;

# 20mln niekoniecznych zaleceń antybiotyków dokonuje się rocznie wobec infekcji wirusowych;

# 7,5 mln niekoniecznych procedur medycznych i zabiegów chirurgicznych dokonuje się w ciągu roku;

# 8.9 mln decyzji o niekoniecznych hospitalizacjach rocznie;

# 783936 zgonów rocznie spowodowanych jest przez oficjalne działania medycyny konwencjonalnej.

Dla porównania:

699697 zgonów nastąpiło w 2001 roku z powodu zdiagnozowanych chorób serca;

553251 zgonów nastąpiło w 2001 roku z powodu choroby nowotworowej.

Te dane jednoznacznie wskazują, że prawdziwą pandemią naszych czasów nie jest ani choroba nowotworowa ani choroby układu sercowo-naczyniowego, jak zwykło się sądzić, a jest nią działalność służb medycznych.

 

Moje akademickie wykształcenie lekarskie zdominowane jest dogmatem amerykańskich uczonych, amerykańskich badań, amerykańskich odkryć medycznych, amerykańskich klasyfikacji chorób i postępu procesów patologicznych oraz amerykańskich wytycznych dotyczących sposobów leczenia. Symboliczną pieczęcią dopełniającą obrazu jest krakowski Instytut Pediatrii w Prokocimiu, dar amerykański, i odbywające się w nim od lat szkolenia lekarzy zgodne z amerykańskimi wytycznymi.

Dlaczego wszystko co przywołałem „musi” być ”amerykańskie”?

Cóż, bezdyskusyjna prawdą jest iż stworzony system jest w swojej genezie pochodzący z Ameryki, jednak oddając Jej (Ameryce) sprawiedliwość, to właśnie tam są prowadzone obserwacje i wnikliwe statystyki obrazujące ogrom problemu o którym mowa. Dzięki nim obecnie każdy człowiek na ziemi może nabyć stosowną wiedzę i dystans do tego co oferuje mu tzw. Oficjalna medycyna. Warto tu wspomnieć że w Polsce do dzisiaj nie istnieje oficjalny rejestr błędów medycznych mimo usilnych starań pacjentów.

Obserwowane z biegiem lat owoce są wskaźnikiem rzeczywistej wartości każdego przedsięwzięcia. Zadaję więc sobie pytanie: co to za konwencja medycyny? co to za sztuka lekarska? Co jest istotą medycyny konwencjonalnej skoro u źródeł, w jednej tylko populacji świata, w USA przynosi ona owoce zobrazowane powyższymi statystykami? Jakie są źródła konwencji, bo jej przejawy obserwujemy na co dzień, która pod powszechnie akceptowanym hasłem po pierwsze nie szkodzić, w majestacie prawa okalecza i pozbawia życia miliony ludzi? Jedni stają się jej ofiarami „przypadkowo”, inni, jak to ma swój wyraz w odniesieniu do ofiar powikłań poszczepiennych, „w imię wyższego dobra ogółu”, a jeszcze inni „w związku z aktualnym poziomem wiedzy” warunkowanej wynikami badan naukowych. Co dzieje się z tą nauką? Konwencja aktualnej nauki, w praktyce nie wiele starsza niż 150 lat, z łatwością zamykająca oczy na fakty nie wygodne dla niej, w ramach nieokiełznanej twórczości rodzi swoje owoce – wypluwa z siebie kolejne obowiązujące procedury, zakotwiczone w modelu pozytywistycznego skrajnie materialistycznego człowieka maszyny. Rozciąga swoje oddziaływanie na otępiającą indoktrynację stosowaną w powszechnych systemach edukacyjnych, które bazują na marnym odtwórstwie, dość skutecznie wykorzeniającym zdolność stawiania odkrywczych pytań, gotowość do nieuprzedzonego widzenia zjawisk i odwagę twórczego zaprzeczania zastanym, utartym, rutynowo stosowanym rozwiązaniom. A tzw. nauki medyczne zdają się w tym zakresie przodować. Z drugiej strony przy bliższym oglądzie zjawiska pojawia się przesycone przygnębieniem pytanie: a dlaczego miałoby być inaczej skoro badania naukowe zlecają, i w przewadze kupują, królujący producenci „najlepszych” już istniejących rozwiązań? Rozwiązania te są najlepsze, gdyż najlepiej sprawdziły się rynkowo i przyniosły najlepsze dochody. Badania odkryją i potwierdzą prawdę zgodnie z zamówieniem, a jeśli jednak wynik badań mógłby nieoczekiwanie wskazać inną prawdę, to zawsze może pozostać pod kluczem ukryty na dnie szuflady. Na koniec kapłani medycyny – lekarze, poniosą sztandar jedynej obowiązującej prawdy na spotkanie chorego, i jako dopełniające ogniwo systemu, uruchomią zwrotny i zwielokrotniony przepływ strumienia pieniądza do źródeł, z których przyszedł, oferując społeczeństwu oparte na faktach naukowych procedury medyczne. System krzykliwie i z uporem głoszący ewangelię materializmu, wykrzywioną i rzekomo prawdziwą naukę przeczącą naturze i istocie człowieczeństwa działa skutecznie. Sprawdzony przez lata przynosi oczekiwane skutki. Na polu medycyny mami pozorami prawdy, zwodzi dogmatami nauki, wikła w bezowocne rozpatrywanie szczegółów pozbawiających zrozumienia, odcinających od użytecznych i prawdziwych uogólnień i zrozumienia praw natury, równocześnie oddalając od odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące zdrowia i życia. Co najgorsze, na skalę globalną pozbawia ludzi odpowiedzialności za samych siebie, obezwładnia i zniewala ich, wbudowując w ich świadomość przekonanie o niemocy i niezdolności do życia poza systemem. W tej konwencji zdolności samoodnowy organizmu ludzkiego są uznane za jedne z najniebezpieczniejszych i propaganda systemowa nie waha się nawet przed użyciem narzędzi prawych, aby ścigać z urzędu takich śmiałków i heretyków, którzy próbują szerzyć wiedzę i rozpowszechniać przekonania o rzeczywistych możliwościach człowieka. Gdyby ludzie rozpoznali i rozwinęli życie w sobie, urzeczywistnili swoje potencjalne możliwości, staliby się samowystarczalni. Wtedy skończyłaby się zależność, a wraz z nią skończyłby się wyzysk i możliwość zarobku na wielką skalę.

Skupmy uwagę na kluczowym fakcie – jeżeli w obliczu szkody, jaką jest w indywidualnym życiu choroba, nie ma pracy nad jej zrozumieniem, rozpoznaniem jej celu i sensu, a w zamian ma miejsce podstępne, systemowe wykorzystywanie sytuacji do uwikłania, uzależnienia i zniewolenia człowieka, to jest zasadnym nazywanie przedstawicieli takiego systemu sprzedawcami śmierci.

Jeżeli wbrew faktom, człowiekowi choremu proponuje się „lek”, procedurę medyczną, postępowanie, zabieg, który nie dość, że nie poprawi jego położenia, to jeszcze doda trwale do jego cierpień, zaciemni sytuację i odsunie szansę na pomyślne, twórcze, odkrywcze, rozwijające rozwiązanie, to zasadnym jest nazywanie przedstawicieli takiego systemu sprzedawcami śmierci.

Jeżeli substancja zwana „lekiem” po długotrwałych, wieloletnich badaniach, jest rozpoznana, jako wykazująca całą gamę oddziaływań biologicznych, i w sposób arbitralny kilka procent tego rozległego zakresu działania nazwanych zostaje wskazaniami terapeutycznymi, a ponad dziewięćdziesiąt procent działaniami niepożądanymi i ubocznymi, to jasnym jest, że jej przewlekłe przyjmowanie związane jest wbudowywaniem w organizm złożonych zakłóceń funkcjonowania, w konsekwencji tłumieniem lub nadmiernym pobudzeniem funkcji życiowych, a więc szkodą. I ta szkoda jest tym większą, im więcej takich substancji jest stosowanych i im dłuższy jest ich czas stosowania. Dlatego zasadnym jest nazywanie sprzedawców takich „lekówsprzedawcami śmierci.
Jak to się zaczęło? Historyczna prawda jest taka, że to doktor Hahnemann wniósł do medycyny impuls ożywczy i porządkujący. Przybywający w XIX wieku z Ameryki po nauki na Stary Kontynent do europejskich uniwersytetów młodzi ludzie przejmując ideę homeopatii rozprzestrzenili ją potem w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. To lekarze homeopaci, jako pierwsi skupiali swoje działania w stowarzyszeniach lekarskich, zakładali szkoły medyczne i twórczo doskonalili nową metodę leczenia. I tak było do końca XIX wieku.

Wtedy to w kręgach finansjery amerykańskiej dostrzeżono, że człowiek chory może być świetnym źródłem dochodów. Należy tylko nieco skorygować kierunek rozwoju społeczeństwa. Skorygować regulacje prawne, szkolnictwo i medycynę wykorzystując istniejące struktury i mechanizmy. Wyniki terapeutyczne homeoterapii wobec ostrych chorób w tym epidemii duru i cholery nie miały sobie równych – sprawdzono to w Europie. Wobec chorób przewlekłych również homeopatia okazała się skuteczna jak żadna inna metoda leczenia. Skutkiem tego paradoksalnie okazała się nieprzydatną, a nawet groźną dla realizacji nowego zamierzenia. Należało więc, po około 100 latach jej dynamicznego rozwoju, homeopatię zniszczyć. I w Stanach Zjednoczonych prawie się to udało na długie lata. Aby tego dokonać, trzeba było przeniknąć system szkolenia, zmienić jego zasady i cele, nakierować medycynę na walkę z nieistniejącymi chorobami, stworzyć zmyślną karykaturę sprawnie działającego wzorca pod patronatem pseudo nauki, jako ostatecznego autorytetu mamiącego ludzi. I tak się stało – założone przez lekarzy homeopatów Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne zostało „przekształcone” od wewnątrz i przejęte dla nowej strategii „zdrowia publicznego”, czyli ośmieszenia homeopatii, zakazania jej nauczania i stosowania, metodycznej indoktrynacji lekarzy, zmiany standardów medycznych, ustalenia obowiązujących kontraktowanych procedur medycznych, podporządkowania nauczania medyków potrzebom powstającego przemysłu farmaceutycznego i profesjonalnemu tworzeniu rynku zbytu dla jego produktów na skalę światową. Cel został osiągnięty. Wystarczyło 40-50 lat metodycznego działania i tak się stało. Pojawiła się medycyna konwencjonalna dzięki konwencji wąskiej grupy finasowo zasobnych decydentów. Wyrzuciła poza swoją konwencję wszystko, co nie nakręca zysku i, jak przystało na uzurpatora, dyktatora, korzystając ze wszelkiej dostępnej krzykliwej propagandy, przekonuje, że jest jedynym reprezentantem prawdy i ma na nią monopol. AMA, American Medical Association, dziś jest dyktatorem o globalnym zasięgu i pospołu z WHO oraz pomniejszymi organizacjami decyduje o treści recepty na globalne zdrowie.

Zdrowie znaczy już co innego, choroba znaczy co innego, lek jest czym innym, leczenie nie znaczy już tego, co dawniej. Wszystko podporządkowane jest pomnażaniu pieniądza, a reszta to pozory i maskarada. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy te stwierdzenia są zasadne, to polecam lekturę głównych tytułów serwisów informacyjnych i gazet codziennych, w których przedstawiciele oficjalnego nurtu bełkotliwie atakują praktyków homeopatii argumentami rodem z kabaretu. Jeśli poświęcimy chwilę zastanowienia niedawnej sprawie sądowej Boiron przeciw Gregosiewiczowi, to dostępny „materiał dowodowy” jasno wskazuje jak musiał się skład sędziowski napracować próbując ustalić jakim poziomem logiki i argumentacji posługiwał się Pan profesor Andrzej Gregosiewicz formułując kłamliwe oskarżenia i atakując homeopatię oraz Firmę Boiron wypowiadając słowa, iż preparat homeopatyczny Oscilloccinum Boiron nie działa, bo nic po za cukrem w nim nie ma, a jednocześnie twierdził, że przenosi on wirusa ptasiej grypy i jest przyczyną rozsiewu epidemii tejże choroby.

(„/…/Rozpatrując skargę kasacyjną pozwanego Sąd Najwyższy uznał ją za niezasadną. Stwierdził przy tym, że Gregosiewicz w żaden sposób nie dowiódł, że Oscillococcinum stanowi zagrożenie zarażenia wirusem ptasiej grypy w jego najgroźniejszej postaci H5N1. Sąd wytknął również Gregosiewiczowi, iż skoro twierdzi on, że środek homeopatyczny nie ma właściwości określanej skrótowo jako tzw. „pamięć wody”, to tym samym niemożliwe było przenoszenie przez ten lek także wirusa ptasiej grypy./…/”

Wyrok SN III CSK 73/07 Boiron S.A. vs. Gregosiewicz z 10 maja 2007roku)

Na drugim biegunie naszych rozważań stawiam sprzedawców cukru. Ich główną przewiną jest, że ośmielają się postępować inaczej i psują spójność upowszechnianego obrazu świata. Gdyby nie istnieli sprzedawcy cukru, „najlepsze” i jedyne propozycje systemowe zostałyby pewnie z braku innych przyjęte z wdzięcznością i uznane za najlepsze. Ponoszone koszty i składane ofiary, nawet życia, można by wtedy nazwać smutną koniecznością i ceną za osiągane na skalę społeczną dobro. Ale kiedy ktoś dostrzega fakty i wypowiada głośno stwierdzenia o tym, że fluoryzacja wody pitnej i past do zębów uszkadza ośrodkowy układ nerwowy i trwale zmienia zachowania człowieka, że powszechnie dostępne szampony do mycia włosów zawierają toksyczne substancje wzbudzające procesy nowotworowe w tkance mózgowej, a niedawno wprowadzona i burzliwie rozwijająca się technologia telefonii komórkowej w sposób fizyczny również indukuje podobne zaburzenia zdrowia, że szczepionki „zapobiegawcze” zawierają onkogenne wirusy, obcy materiał genetyczny i rozpoznane substancje toksyczne w stężeniach ponad 100000-krotnie przekraczających dopuszczalne normy, że środki „lecznicze” stosowane w chemioterapii nowotworów mają w swoich składach toksyczne substancje używane w czasie II wojny światowej w komorach gazowych obozów masowej zagłady, to taka osoba w szybkim trybie zostaje uznana za wroga publicznego i system podejmuje działania w celu jej usunięcia.

Pośród takich ludzi są także sprzedawcy cukru. W polskim krajobrazie medialnym pojawili się nie tak dawno. Kim są? To ci, którzy wytwarzają, sprzedają, stosują w profilaktyce i terapii profesjonalnie lub amatorsko preparaty homeopatyczne.

Już wiemy, gdzie możemy odnaleźć sprzedawców cukru, są oni obecni po tej drugiej stronie linii frontu walki o prawdę. Burzą dominujące przekonania, czynią zamach na dogmaty propagandy, tworzą wyłom w spójnej, podawanej, jako jedyna istniejąca, wersji rzeczywistości. Jaka jest prawda reprezentowana przez sprzedawców cukru ?

To prawda oparta na odkryciu doktora Samuela Hahnemanna, spostrzeżeniach i doświadczeniach tysięcy lekarzy, którzy od 1795 roku do dziś, czyli przez prawie 220 lat, obserwowali i stosowali w praktyce homeopatię, oraz wielokrotnie większej liczby ludzi różnego wieku i płci, którzy doświadczali na sobie jej błogosławionych skutków. By oddać sprawiedliwość prawdzie reprezentowanej przez sprzedawców cukru, dodać należy jeszcze zwierzęta i rośliny(sic!) skutecznie leczone za pomocą tej metody na obu półkulach ziemskiego globu. Tysiące tysięcy stron spisanych obserwacji, eksperymentów naukowych i ich wyników opisują reakcje ludzi na podanie substancji i informacji preparatów homeopatycznych w próbach lekowych, tysiące tysięcy stron spisanych dokumentacji obserwacji klinicznych i wyników leczenia osiąganych z pomocą homeoterapii, zgromadzone rozległe bazy danych zapisane na nośnikach elektronicznych, zbudowany przez obserwację i eksperyment lekospis obejmujący wskazania do stosowania ok. 4500 środków leczniczych. To przykładowe owoce wytężonej i uporządkowanej pracy wykonanej w ciągu ponad 200 lat historii homeopatii.

Jest jeszcze jeden owoc homeopatii, który przekreśla ją w oczach sprzedawców śmierci. Jest nim brak skutków ubocznych i niepożądanych w związku z prowadzoną terapią homeopatyczną. Nie nadaje się ona do produkcji przewlekle chorych ukrywanej pod pretekstem procedur zalecanych przez medycynę oparta na faktach (EBM). Nie nadaje się do uzależnienia pacjenta. Z tej przyczyny jest nie tylko nieprzydatna, ale staje się niebezpieczna i wroga dla omawianego nurtu konwencji, już z samego faktu swojego istnienia. A więc jako rozpoznany wróg, homeopatia musi być aktywnie zwalczana, bo z wrogiem się walczy. Tak zawsze było w ludzkiej tradycji.

A w polskiej rzeczywistości, jako wynik napięć pomiędzy Naczelna Radą Lekarską a sprzedawcami cukru i ich zwolennikami, NRL powołuje Komisję złożoną z utytułowanych specjalistów, i nakreśla jej okres czasu kilu tygodni, aby zbadała homeopatię i wydała orzeczenie o jej prawdziwości i przydatności w terapii. Czy będą oni w tym czasie zdolni zapoznać się z materiałami źródłowymi? Z rozległą literaturą tematu homeopatii? Czy zdążą nabyć osobiste doświadczenie i stać się ekspertami zdolnymi do wydania prawdziwej opinii na temat badanego tematu, skoro lekarzowi wstępne poznanie zasad i sposobów stosowania homeopatii zabiera przynajmniej trzy lata i wymaga od niego nie tylko pilnych studiów rozległej lektury interdyscyplinarnej, ale także osobistego zaangażowania i przebycie próby lekowej, co i tak nie czyni go ekspertem w tej dziedzinie, a jedynie udostępnia mu rozeznanie w rozległości i złożoności zagadnienia, jakim jest homeopatia. Jaki będzie werdykt? Nie przesądzając, z mojego punktu wiedzenia, jedyny prawdziwy, jaki mógłby zaistnieć, wyrażałby się stwierdzeniem: ”Wobec rozległości i złożoności zagadnienia stwierdzamy, iż na tym etapie jego poznania nie jesteśmy kompetentni do zaopiniowania o nim. Potrzebujemy czasu i możliwości zapoznania się z opiniami specjalistów w tej dziedzinie.” Kto nas zaskoczy i czym? Na co możemy liczyć? Przedsmak tego, co czeka zainteresowanych sprawą homeopatii ujawnił się w czasie spotkania za i przeciw zorganizowanego przez „Rzeczpospolitą” w (..) z udziałem miedzy innymi doktora Macieja Hamankiewicza reprezentującego NRL i gościa z Wielkiej Brytanii, doktora Petera Fishera z Królewskiego Szpitala Medycyny Integracyjnej w Londynie. konsultanta naukowego Rady do spraw Homeopatii przy Parlamencie Europejskim. Kiedy dr Fisher powołał się na wyniki badań naukowych w liczbie 288 wykonanych do 2013roku, zgodnie ze standardami naukowymi, potwierdzających skuteczność i przydatność terapeutyczna homeopatii, zebrani usłyszeli bardzo merytoryczną odpowiedź dr Hamankiewicza, iż „/…/ osobiście znam pacjenta, któremu leki homeopatyczne zaszkodziły, bo zaniechał leczenia chemicznego i dziś jego stan jest bardzo poważny.” (Podaję za artykułem „Homeopatia – pacjent, lekarz, system” zamieszczonym w dodatku do „Rzeczypospolitej”, Zdrowie N3, Środa-Czwartek, 18-19 czerwca 2014.) W dalszym ciągu swoich uzasadnień powiedział „- Prawdą jest, że nie ma skarg od pacjentów na szkodliwe działanie tych preparatów, bo co ma im zaszkodzić: cukier i woda?”.

Jak mógłby wyglądać komentarz do takiej odpowiedzi zostawiam swobodzie wyboru uważnego i światłego Czytelnika…

Teraz opowiem Państwu o przypadku. Przypadki pacjentów w tradycji homeopatii są nośnikiem żywej wiedzy i ich przedstawianie oraz dyskusja nad zasadnością prezentowanego w nich postępowania jest jednym z głównych sposobów nauczania homeopatii. Oto zgłosiła się do mnie pewna młoda, dwudziesto – kilku letnia kobieta, według medycyny klinicznej cierpiąca z powodu atopowego zapalenia skóry. Jej problem, wg wspomnień jej matki rozpoczął się w pierwszych tygodniach życia, niekiedy na krótko przycichał, ale mimo wieloletniego intensywnego leczenia, nigdy nie ustąpił. Była konsultowana przez lekarzy pediatrów, internistów, alergologów, immunologów i dermatologów, i intensywnie leczona także w warunkach szpitalnych. Tu pojawia się pytanie – jak to jest możliwe? Osoba urodzona w sercu Europy z końcem lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, cierpi przez całe swoje życie z powodu zapalenia skóry. Jest w praktyce przewlekle, nieuleczalnie chora, pomimo intensywnego leczenia i pełnej opieki roztaczanej nad nią przez rozbudowany system Służby Zdrowia? Jak to możliwe skoro ludzka skóra odnawia się całkowicie w cyklu 28-dniowym? Jaki to problem, który okazuje się niedostępny dla całej armii rozlicznych specjalistów klinicznej medycyny, dominującego nurtu, który rości sobie prawo do wyłączności w sprawach ochrony i przywracania zdrowia? Rozpoznanie jest ustalone i znane ponad wszelką wątpliwość. Leczenie jest znane i zalecone: środki przeciw-histaminowe wewnętrznie i zewnętrznie, a w okresach zaostrzeń terapia sterydami zewnętrznie i wewnętrznie, okresowo nawet dożylnie. Wynik… jest opłakany własnymi łzami cierpiącej kobiety.

Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy wyglądem swoim przypominała zobrazowaną w literaturze ludowej strzygę, wychudzona postać z potarganymi włosami sklejonymi strupami zaschniętej na powierzchni skóry głowy cuchnącej odpychająco wydzieliny, która zdołała zbudować warstwę miejscami osiągająca nawet ok. jeden centymetr grubości. Nie dość, że włosy potargane i sklejone, to jeszcze na dodatek suche, cienkie, matowe, kruche, wypadające. Twarz blada z zapadłymi głęboko w oczodołach oczami i mnogimi ogniskami swędzącej wysypki pęcherzykowej w większości przekształconej skutkiem drapania w otwarte, rozległe, sączące miodowo żółty płyn rany. W podobnym stanie była szyja i wszystkie kończyny i znacząca powierzchnia tułowia. Przyprawiało o zdumienie opowiadanie, z którego wynikało, iż taki stan towarzyszył tej bohaterskiej kobiecie przez większość dni jej dotychczasowego życia. Można, by wątpić w prawdziwość opowieści, gdyby nie prezentowany przez kobietę stan emocji – mieszanina niecierpliwości, rozdrażnienia, przewlekłego przemęczenia i przygnębienia graniczącego z zupełną rezygnacją. Na poziomie emocji nowo nawiązana relacja z partnerem stała się powodem do spotkania ze mną i odbycia kolejnej konsultacji. Jako młoda mężatka postanowiła jeszcze raz powalczyć o swoją przyszłość. Bez tej motywacji, jak wyznała kobieta podczas spotkania, nie podjęłaby ponownej próby przygnieciona ciężarem dotychczasowych, osobistych doświadczeń. W tym konkretnym przypadku wybitnie słuszną okazało się potoczne powiedzenie „jesteśmy tym, co jemy”. Proces zapalny może być przyrównany do procesu trawienia, ale jak go rozumieć, gdy jest on osadzony w skórze i to z taką mocą i rozległością? Wychodząc od tego pytania względnie szybko ustaliliśmy wspólnie z pacjentką całą gamę pokarmów, które pogarszają stan jej skóry. Zapoznając się ze szczegółami jej dolegliwości i mając świadomość znaczenia tamtej chwili – teraz albo nigdy – zdecydowałem się na radykalna dietę eliminacyjną ograniczoną wyłącznie do wody, brązowego ryżu i zielonych części roślin. To zalecenie było szokiem, ale również niosło ze sobą jedyną w swoim rodzaju szanse na przerwanie błędnego koła rzekomych terapii sterydowych tłumiących życie zatruwane masywnie alergenami pokarmowymi. Po zastosowanej terapii homeopatycznej i diecie eliminacyjnej po raz pierwszy w jej życiu nastąpiły znaczące pozytywne zmiany.

Ale… oddam jej głos i sama opowie o sobie: „/…/Z tej strony szczęśliwa i zdrowa, (a na pewno na właściwej drodze do zdrowia),

pacjentka mieszkająca w Anglii. Panie doktorze aż trudno uwierzyć że kilka dni

temu minął rok od pierwszej wizyty w Krakowie… Rok temu zaczęła się rewolucja

i przewrót w moim życiu (oczywiście w życiu mojego męża również). Dziś jestem

szczęśliwą i uśmiechniętą, pełną optymizmu 26 latką. Wszystko wokół mnie cieszy,

powoli odzyskuje wiarę w siebie i swoje możliwości Kompleksy i strach przed ludźmi

spowodowany złym i chorobowym wyglądem twarzy i ciała odeszły w niepamięć,

znów jestem otwarta na ludzi i na świat. Panie doktorze pragnę gorąco podziękować za pomoc i za pokazanie mi ścieżki, którą mam podążać. Przerwałam moje błędne myślenie, że poza codziennym zmaganiem się

ze swoim problemem, jakim była skóra i jej złe funkcjonowanie nic dobrego mnie nie czeka,

że nie ma żadnej szansy na wyzdrowienie,  (bo jak w to nie wierzyć skoro ”lekarze” powtarzali

w kółko jak mantrę, że choroba jaką jest atopowe zapalenie skóry da się jedynie zaleczyć

na jakiś czas sterydami, ale to choroba na całe życie i należy się nauczyć z nią żyć).

Ponieważ mój stan ogólny uległ poprawie i czuję się bardzo dobrze zarówno psychicznie,

jak i fizycznie zdecydowałam się kontynuować studia w Polsce (w systemie zaocznym oczywiście ponieważ nadal mieszkamy z mężem w Anglii), a które przerwałam 3 lata temu przez chorobę właśnie.

/…/ Tematem mojej pracy kazuistycznej jest mój przypadek wyleczenia atopowego zapalenia skóry. W pracy chcę pokazać jak wszystkie poszczególne elementy  homeopatia, dieta i aktywność fizyczna pomogły mi zwalczyć chorobę. Chcę pokazać że jest inna droga niż sterydy  i cała masa niepotrzebnych tabletek./…/ Pozdrawiam z uśmiechem na ustach./…/”

Komu zagrażają sprzedawcy cukru i w jaki sposób? Tym, którzy nie mają wiedzy? Tym którzy nie mają wyników? Tym, którzy nie maja autorytetu? Nie,Tym, którzy nie mają jeszcze pełnej kontroli nad przepływem pieniądza; tym, którzy dążą do posiadania PEŁNEJ WŁADZY. Pobudzeni groząsytuacji potencjalnej utraty znaczącego sektora zyskównie wahają się kłamać, nie wahają się wzbudzać waśni, nie wahają się przed użyciem prowokacji i podstępu. Ale mimo wielkich środków jakimi władają, większa jest siła ludzkiej świadomości. Pracujmy spokojnie nad rozwojem świadomości, każdy z osobna i wszyscy razem. Tak jak historia pokazała ponad 100 lat temu na przykładzie Ameryki , kiedy to jednostki , które przeniknęły stowarzyszenia i szkoły medyczne założone przez lekarzy homeopatów przekształcając je w znany nam dzisiaj system medyczny, tak dziś jednostki pomnożone przez miliony nas-pojedynczych pacjentów mogą przebudować obecny wadliwy system w dostępny dla każdego nie inwazyjny i pozbawiony skutków ubocznych program leczenia i profilaktyki. A to nie wyklucza istnienia medycyny ratunkowej,wyszukanych technik chirurgicznych czy nanotechnologii użytej w sytuacjach nagłych,tragicznych czy katastrofach naturalnych. Mogłoby jedynie postawić ta smutna statystykę przywołaną na początku artykułu na końcowym miejscu. A po za tym, jak zwykła mówić moja babcia: „Kłamstwo może biec cały rok, ale prawda dogoni je w jeden dzień”.

 

Robert Zawiślak

Comments are closed.

Alibi3col theme by Themocracy

call vimenahelp