Gru 09 2014

Homeopata czy lekarz homeopata ?

Na wstępnie posłużmy się historycznym przykładem. Duński emigrant Hans Gram w 1825 roku sprowadził homeopatię do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Metoda szybko rozprzestrzeniała się na nowej ziemi, że w 1844 roku lekarze homeopaci powołali do życia Amerykański Instytut Homeopatii, który był pierwszym narodowym stowarzyszeniem medycznym w Ameryce. Zgodnie z ideałem zawodu lekarza stanowiło forum wymiany myśli, obserwacji i doświadczeń związanych z owym czasie nową metodą leczenia i jej możliwościami. Wyniki terapeutyczne zaistniałe skutkiem zastosowania homeopatii wzbudziły szybki, zdecydowany i bezwzględny opór wśród nie stosujących tej metody lekarzy i instytucji medycznych przez nich zdominowanych. Idąc za przykładem homeopatów w 1846 roku powołali oni do życia grupę, która zaprzysięgła sobie walkę z nową metodą leczenia i przyjęła arbitralnie nazwę Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego (AMA). Następnym krokiem tego Stowarzyszenia było aktywne zwalczanie wszystkich lekarzy praktykujących homeopatię, sympatyzujących z homeopatią, a nawet tych, którzy mieli wśród grona znajomych lekarzy homeopatów i konsultowali z nimi przypadki swoich pacjentów. Aby wzmóc skuteczność takich poczynań i formalnie je uzasadnić, powołano Radę Naukową, która opracowała zespół wymogów edukacyjno – praktycznych z góry wykluczający możliwość szkolenia w zakresie homeopatii oraz praktycznego jej stosowania. Przeprowadzono z inicjatywy AMA szeroko zakrojoną akcję propagandową oraz kontrolną w wyniku, której w krótkim czasie o około 20% zmniejszono liczbę wyższych szkół medycznych pod pretekstem zbyt niskiego poziomu nauczania,(Flexner Raport, zwanyCarnegie Foundation Bulletin Number Four). Dzięki takiemu działaniu skutecznie ograniczono całkowitą liczbę dyplomowanych lekarzy. Motywując to dbałością o jakość kadr medycznych w praktyce zamknięto tą grupę zawodową. Rzeczywistym motorem całej akcji był zgodny z prawami rynkowymi odpływ pacjentów, a co za tym, idzie odpływ pieniądza. W tle tych „działań ratunkowych” doprowadzono do zamknięcia większości uczelni medycznych kształcących lekarzy homeopatów, postawiono lekarzy przed wyborem pomiędzy utrzymaniem prawa wykonywana zawodu warunkowanym przynależnością do AMA, a praktykowaniem homeopatii. Wydalani z towarzystw medycznych, pozbawiani praw wykonywania zawodu, lekarze homeopaci w konsekwencji zostali zepchnięci na margines medycyny. Uczmy się historii i nie powtarzajmy tych samych błędów!

Wtedy właśnie zaistniał prawdziwy problem homeopatii, gdy z pozycji nowej reformatorskiej metody leczenia dystansującej w praktyce nieskuteczną medycynę upustów krwi, soli cucących, gorzkich, arsenu, rtęci, ołowiu i maści siarkowej, dała się podstępnie zepchnąć na pozycję przeciwnika medycyny.

Ta historia przywołuje mi w wyobraźni obraz sytuacji, gdy do mieszkania, domu, posesji dostaje się złodziej, spotyka tam właściciela owej nieruchomości i w sprytny, nie przebierający w środkach sposób wykazuje mu swoje nieprawdziwe, urojone prawo własności tak skutecznie, że rzeczywisty, prawowity właściciel nabiera wątpliwości co do własnego stanu posiadania. Z czasem ten sprytnie rozpoczęty proces doprowadza, go do zupełnej utraty własności i zza wysokiego muru od czasu do czasu spogląda niepewnie w kierunku utraconego domu, a złodziej dyktuje mu warunki. To, co dziś nazywamy nowoczesną, akademicka medycyną to uzurpator i złodziej z mojego obrazu. Dziś on sam nazywa siebie EBM, Medycyna Oparta na Faktach. A fakty są takie, iż przez tysiące lat sztuka medyczna rozwijała się skutecznie gromadząc doświadczenia i budując z nich systemy postępowania jedne metody przyjmowała, a inne z czasem odrzucała, jako mniej skuteczne. Ślady tych zmagań mamy zawarte w kulturze wedyjskiej, buddyjskiej, tradycyjnych medycyn chińskiej i tybetańskiej, medycynie starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu, medycynie arabskiej, tradycji alchemii europejskiej czy praktykach medycznych Indian obu Ameryk. I tak jest do osiemnastego wieku, kiedy to na scenie historii medycyny pojawia się lekarz medycyny(!) Samuel Christian Hahnemann, którego słusznie można postrzegać przede wszystkim jako wielkiego reformatora medycyny na skalę ogólnoświatową. To on zawiedziony brakiem skuteczności ówczesnych praktyk medycznych, jak twierdzą jego biografowie, w oparciu o doskonalą znajomość wielu języków współczesnych i starożytnych przestudiowawszy dostępną mu literaturę medyczną skompilował zwarty, logiczny, skuteczny w praktyce system medyczny i nazwał go „nową zasadą leczenia w medycynie”, a później po latach doskonalenia nadał mu nazwę „sztuki uzdrawiania”(Heilkunst). Fragmentem tego systemu jest metoda leczenia chorób dynamicznych znana dzisiaj pod nazwą homeopatii i szeroko praktykowana w całym świecie. Czym jest homeopatia? To teoria i praktyka, filozofia i sztuka medyczna, nauka o substancjach i sposobie ich przekształcania w dynamiczne środki lecznicze, o obserwacji procesów życiowych, rozpoznawaniu ich znaczenia i możliwych zakłóceń ich przebiegu, o chorobach, ich względnych i bezwzględnych przyczynach, naturalnych ich postaciach, przebiegach i skutkach, sposobach zapobiegania i leczenia. „Organon der Heilkunst”, czyli „Wykładnia Sztuki Uzdrawiania” i towarzyszące mu dodatkowe prace mimo, iż wszystkie napisane pomiędzy 1796 a 1843 rokiem, dla wnikliwego badacza i oddanego studenta nie straciły nic z bezwzględnej prawdziwości, a jedynie ich forma i język mogą być powodem wymuszającym większy wysiłek poznawczy po stronie czytającego. Nadal zawierają one całość użytecznej i potrzebnej informacji, aby szybko, łagodnie, skutecznie i trwale przywracać chorych do zdrowia i to właśnie uznaje się za idealną formę praktykowania homeoterapii. To właśnie doktor Hahnemann, jako uzdolniony chemik, właściciel wielu patentów w tej dziedzinie, zreformował farmakologię i dał podstawy jej klinicznej postaci eksperymental-nej łącznie z tak zwaną >>podwójnie ślepą próbą<<, jako elementem eksperymentalnym procesu badania właściwości i skutków stosowanych leków, w homeopatii zwanej homeopatycznym badaniem substancji lub próba lekową wykonywaną na zdrowych ochotnikach obojga płci,(ostateczny protokół sformułowany został w 1835 roku). To Hahnemann dał początek nowoczesnej psychologii i psychoterapii klinicznej rozpoznając i uznając podmiotowość człowieka chorego, w tym także chorego psychicznie i jako pierwszy w Europie uwolnił takich chorych z łańcuchów i kajdan. To Hahnemann uznał i wykorzystał w praktyce leczniczej jedność psychosomatyczną człowieka i odniósł do niej dane psychosomatycznej toksykologii budując koncepcję materia medica środków leczniczych bez działań ubocznych i niepożądanych, gdyż wszystkie rozpoznane w doświadczeniu eksperymentu naukowego zakresy biologicznego i psychologicznego oddziaływania substancji zostały skutecznie zastosowane w terapii. Zasługi twórcy homeopatii można by dalej mnożyć, ale znacznie istotniejszym jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakie wymagania stawia przed osobą praktykującą tą sztukę uzdrawiania wskazany uprzednio ideał homeopatii? Inaczej, jakimi cechami, jaką wiedzą i jakimi umiejętnościami musi odznaczać się terapeuta stosujący tą metodę?

Nie ma cienia wątpliwości, że wiedza medyczna i psychologiczna są podstawą? Wiedzę medycznopsychologiczną nabywa się w toku wieloletnich, najczęściej 5-6 letnich studiów wyższych. W takim trybie też kształceni są homeopaci-lekarze w Indiach. Europejską czy amerykańską próbą osiągnięcia podobnego skutku jest wieloletnie i ciągłe kształcenie podyplomowe, czyli kontynuowane po ukończeniu akademickich/uniwersyteckich studiów medycznych na wydziałach lekarskich, w zakresie homeopatii rozłożone na etapy – zapoznanie się z metodą, nauka metody w stopniu podstawowym, a potem dla zainteresowanych i wybranych wieloletnie kształcenie w celu osiągnięcia poziomu „wąskiej specjalizacji” w rozległej dziedzinie diagnostyczno-terapeutycznej. W praktyce taki proces musi trwać przynajmniej ponad 5-6 lat po dyplomie. Dlaczego tak długo? Ze swojej perspektywy ponad 30 lat pracy w zawodzie lekarza sprowadzę to do kilku punktów:

1/ wiedza teoretyczna i podstawowa – to tysiące stron tekstu oryginalnego autorstwa doktorów Hahnemanna i Kenta, Boenninghausena, Heringa, Aegidi i Lutze oraz wielu innych autorów dokonujących różnorodnych omówień i interpretacji związanych z teorią i praktyką homeopatii;

2/ praktyczne zbudowanie osobistego warsztatu zawodowego homeoterapeuty, na które składa się rozwój osobisty w zakresie inteligencji, (których za Howardem Gardnerem możemy wyróżnić osiem rodzajów), i charakteru, rozwój zawodowy swoisty dla tej metody realizowany poprzez ćwiczenie i doskonalenie umiejętności nieuprzedzonej obserwacji zjawisk, doskonalenie zdolności posługiwania się umysłem rozsądzającym, rozdzielającym, rozróżniającym, analitycznym jak i uwspólniającym, łączącym, syntetyzującym oraz intuicyjnym poznaniem; jak i narzędziowych umiejętności postrzegania, rozróżniania, wartościowania, klasyfikowania objawów i oznak chorobowych, posługiwania się leksykonami objawów (repertoria) i lekospisami (materiae medicae).

A oto na ilustrację pewnego zakresu pracy koniecznej do wykonania przez osobę poważnie odnoszącą się do siebie i tej rozległej dziedziny ludzkiej wiedzy, jaką jest homeopatia, przytaczam cytat z Kartezjusza „Rozprawy o metodzie”:’/…/Rozsądek jest to rzecz ze wszystkich na świecie najlepiej rozdzielona, każdy bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej jest zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niźli posiadają. Nie jest prawdopodobne, aby się wszyscy mylili co do tego; raczej świadczy to, iż zdolność dobrego sądzenia i rozróżniania prawdy od fałszu, co nazywamy właśnie rozsądkiem lub rozumem, jest z natury równa u wszystkich ludzi. Tak więc rozbieżność mniemań nie pochodzi stąd, aby jedni byli roztropniejsi od drugich, ale jedynie stąd, iż prowadzimy myśli nasze rozmaitymi drogami i nie rozważamy tych samych rzeczy. Nie dosyć bowiem mieć umysł bystry, ale główna rzecz jest właściwie go stosować. Największe dusze zdolne są do największych występków zarówno jak do największych cnót; a ci, którzy idą jedynie bardzo wolno, jeśli trzymają się wciąż prostej drogi, mogą posunąć się o wiele dalej niż ci, którzy biegną, lecz oddalają się od niej./…” [tł. Tadeusz Boy-Żeleński]

Na koniec tych rozważań chcę zestawić czytelnika z zagadnieniem doświadczenia zawodowego i jego znaczenia dla praktyki i skuteczności działania w zakresie homeopatii.

Homeopatyczna metoda leczenia operuje około 4500 środków leczniczych z których około 1500 ma powszechne zastosowanie, ok. 500 ma pozycję wielokrotnie sprawdzoną w praktyce leczenia i utrwaloną wśród homeopatów całego świata a 100-150 środków to minimalna ilość umożliwiająca poprawne posługiwanie się tym systemem leczenia. Dla porównania z akademicka medycyną kliniczną, wg rozległych badań statystycznych przeprowadzonych w połowie lat 70-tych XX wieku na terenie Wielkiej Brytanii i USA, przeciętny lekarz klinicysta w swojej praktyce zawodowej posługiwał się 5-7 lekami, a wybitnej klasy specjalista 20 lekami.

W swojej praktyce lekarskiej w ciągu minionych 30 lat w warunkach polskich przyjmowałem od 5 do 20 osób dziennie stosując wyłącznie homeoterapię. Daje to przybliżoną liczbę udzielonych porad medycznych w zakresie homeopatii równą 116 000-120 000 i ona właśnie jest odzwierciedleniem mojego rzeczywistego doświadczenia w tej metodzie. To ona opisuje, określa i warunkuje kogo spotkałem, co widziałem, jakie problemy rozpoznawałem i rozwiązywałem, jako lekarz między 1983 a 2013 rokiem. Kiedy porównałem to z doświadczeniami spotkanych lekarzy z Meksyku lub Indii, ludzi, którzy ukończyli tamtejsze 5-6 letnie studia uniwersyteckie w zakresie homeopatii, których nauczycielami byli homeopaci w drugim lub trzecim pokoleniu mający na swoim kącie 30-60 lat praktyki terapeutycznej, którzy w swoich szpitalach, ambulatoriach czy prywatnych gabinetach przyjmowali dziennie nawet po 100-150 osób, to wnioski nasuwają się same: „moje wielkie” osobiste doświadczenie zawodowe wobec ich doświadczeń jest znikome. Jaką w takim razie jest wiedza i doświadczenie entuzjasty tej metody po 3 dniowym seminarium, po 6 miesięcznym kursie, po trzyletniej zawodowej szkole pomaturalnej ? Po latach oddanej pracy pod okiem „mistrza” można zostać „wielkim homeopatą” nie będąc nigdy lekarzem. Urodzony w 1932 roku George Vithoulkas jest tego przykładem. Jest uznanym nauczycielem, założycielem szkoły homeopatii klasycznej na wyspie Alonissos, terapeutą. Ale ilu takich jest na świecie? Tylko współpraca z medycyną kliniczną i jej przedstawicielami, tylko świadectwa uzdrowień pacjentów i dobre umiejętności diagnostyczne i terapeutyczne po stronie homeopaty maja przyszłość, bo tylko synteza, której celem jest zdrowie, się obroni.

Historia lubi się powtarzać i czyni to chętnie. Jeżeli obniżamy standard, czynimy metodę bardziej popularną, to stwarzamy warunki do pomnożenia błędu. W odniesieniu do homeopatii polskie prawodawstwo posługuje się dwoma aktami: ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz ustawą prawo farmaceutyczne; pierwszy akt nie wypowiada się na temat homeopatii, a drugi dopuszcza do obrotu na terytorium RP preparaty homeopatyczne w sprzedaży aptecznej.

Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej, jak dotąd stoi na stanowisku, iż lekarz uprawniony do rozpoznawania i leczenia chorób oraz orzekania, ma prawo stosowania leków i preparatów dopuszczonych do obrotu zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem, w tym także preparatów homeopatycznych. Zaś przedstawiciele obieralnych władz Naczelnej Rady Lekarskiej ustawicznie podejmują próby walki z lekarzami stosującymi homeopatię i nie wahają się nawet przed wywieraniem nacisku na władze niezawisłych, jakby się wydawało, wyższych uczelni medycznych organizujące kształcenie lekarzy w zakresie tej metody leczenia, domagając się natychmiastowego ich zaniechania. Niemcy, Francja i Wielka Brytania to kraje europejskie, w których w ciągu minionych 200 lat, mimo różnych ataków wypracowano skuteczne i dość stabilne regulacje prawne akceptujące homeopatię, ale stało się to możliwe tylko dlatego, że połączono w nich wysoki profesjonalizm lekarzy homeopatów, wyrażone świadome zapotrzebowanie społeczne na tego rodzaju praktykę medyczną i jasno określone zasady kompetencji i odpowiedzialności różnych grup zawodów medycznych stosujących tą metodę terapii. W tych sprawdzonych rozwiązaniach prawnych tych krajów inną rolę pełnią brytyjscy „healerzy” czy niemieccy „heilpraktikerzy”, inną położne i pielęgniarki, inną lekarze weterynarii, a inną lekarze medycyny czy stomatologii. Szkolenia podyplomowe przedstawicieli wymienionych zawodów medycznych mają charakter 3- do 6 – letnich, wielostopniowych szkoleń teoretycznych powiązanych z praktyką wprowadzającą odbywaną pod nadzorem doświadczonych specjalistów lekarzy homeopatów. Szkolenia takie zakończone są obowiązkiem odbycia próby lekowej, zdania egzaminu teoretycznego, opracowania kilku przypadków ostrych zachorowań i 1-2 przypadków przewlekłych chorób na podstawie, których to materiałów komisja egzaminacyjna przeprowadza dyskusję z kończącym szkolenie – celem tej rozmowy jest ostateczne potwierdzenie podstawowego przygotowania terapeuty do stosowania homeoterapii w praktyce. Od tej chwili rozpoczyna się dla homeopaty nigdy niekończący się proces samokształcenia.

I to właśnie podkreślam z naciskiem – stosowanie homeopatii wymaga przygotowania medycznego. Tak było w czasach Hahnemanna i tak jest dzisiaj, chociaż w historii homeopatii zaistniały znaczące i uzasadnione wyjątki od tej zasady, a pośród nich Maria Klemens von Boenninghausen (ulubiony i wysoko ceniony uczeń Hahnemanna, doktor praw, erudyta i tłumacz, w uznaniu zasług obdarzony honorowym tytułem doktora medycyny), Melanie d’Hervilly Gohier Hahnemann (artystka, poetka i malarka, od 1835 roku żona Hahnemanna, na 8 lat przed śmiercią przyznano jej prawo praktyki lekarskiej w uznaniu dokonań – była pierwszą kobietą w historii nowożytnej Europy wykonującą w praktyce zawód lekarza), a w naszych czasach wspomniany wcześniej George Vithoulkas.

Samoleczenie, jako zjawisko i określenie łączone często z homeopatią, nie oznacza stosowania tej metody samodzielnie przez nieprzygotowaną do tego osobę. Odnosi się ono do faktu iż stosowane w homeoterapii preparaty homeopatyczne/ spotęgowane środki lecznicze wzbudzają, czyli bodźcując swoiście organizm rozpoczynają oparty o siły natury proces samoleczenia i zdrowienie organizmu.

Nie mylmy też celu i środków do jego osiągnięcia. Homeopatia jest wynikiem poszukiwań lepszego rozwiązania wobec niedostatków innych metod. Jej celem jest pomoc w powrocie do zdrowia, a ona sama jest tylko środkiem pomagającym w osiągnięciu tego celu. Gdyby wszyscy ludzie, zwierzęta i rośliny zachowywali doskonałe zdrowie, homeopatia byłaby niepotrzebna.

Dla udostępnienia homeopatii należnego jej miejsca w medycynie konieczna jest współpraca ze wszystkimi, którzy dążą do tego samego celu, czyli dbałości o zdrowie ludzkie. Na dziś medycyna akademicka, kliniczna, alopatyczna dyktuje warunki i jedno stron-nie określa kryteria poprawności i prawdy. Z tego faktu wynikające zarzuty nienaukowości stawiane homeopatii i nie są one merytorycznie prawdziwe i zasadne, lecz mają poparcie w propagandzie i zasobach finansowych. Pamiętajmy, gdy medycyna alopatyczna wprowadza zespół nowych standardów pod nazwą EBM, czyli „medycyny opartej na faktach” jako jedynie naukowo uzasadnionej i skutecznej, to odnosi się do autorytetu nauki, a ta ze swojej natury jest metodą poznawczą, a nie prawdą samą w sobie, a tym bardziej nie jest dogmatem. Zgodnie z podnoszonym przez EBM postulatem oparcia medycyny na faktach, dane faktograficzne zgromadzone przez ponad 200 lat pracy homeopatów nie mają sobie równych w tradycji medycyny europejskiej. A więc materiału faktologicznego homeopatii nie brakuje, metodologii naukowej także co sygnalizowałem wskazując na jej nowatorskie rozwiązania w wielu gałęziach medycyny. Rzeczywistym brakiem jest brak współpracy pomiędzy lekarzami podtrzymywany przez zakulisowe intrygi, naciski nieformalne na ustawodawców i przedkładanie opinii pozornych autorytetów ponad fakty pochodzące z obserwacji i doświadczeń. Drugim brakiem jest brak przytomności i rozsądku, trzecim brak tolerancji i kultury poszanowania inności na skalę ogólno społeczną. To te braki stwarzają przestrzeń dla manipulacji, propagandy i kreowania prawd pozornych, cząstkowych i koniunkturalnych, które służą korzyściom finansowym pojedynczych osób lub małych grup interesów za cenę strat na skalę ogólnoludzką.

Wnioski są takie:

-/ jeśli chcemy, aby homeopatia była swobodnie dostępną formą pomocy medycznej, musi pozostać w rękach dobrze wyszkolonych lekarzy, jako jedno z dostępnych im narzędzi działania, zgodnie z wiedzą i intencją doktora Samuela Hahnemanna;

-/ przywrócenie homeopatii należnego jej miejsca w medycynie wzbogaci wiedzę o człowieku w zdrowiu i chorobie oraz o naturalnych zdolnościach zdrowienia ludzkiego organizmu;

-/ jedynym znaczącym skutkiem powszechnego stosowania homeopatii w ramach systemów opieki medycznej jest znaczący wzrost ich skuteczności przy obniżeniu związanych ze świadczeniem tej opieki nakładów finansowych, co procentuje podniesieniem poziomów zdrowotności i żywotności społeczeństwa obserwowanych w perspektywie wielopokoleniowej;

-/ osiągnięcie takiego celu możliwe jest tylko przez edukację społeczną, kształcenie zawodów medycznych i regulacje prawne zapewniające powszechny dostęp to homeopatii jako równoprawnej, a w wybranych sytuacjach dominującej metody zapobiegania i leczenia.

Pozostaje na koniec poruszyć jeszcze drażliwą dla wielu kwestię: być czy nie być lekarzem chcąc być homeopatą? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Przede wszystkim dlaczego chce być homeopatą? Czy chce poznać tą dziedzinę nauki? Chce ją stosować na sobie? Chce być gotowy do pomocy swojej najbliższej rodzinie? Jeśli tak, to zupełnie zasadną wydaję się być pomaturalna szkoła homeopatii i dalsze dokształcanie się na kursach i seminariach. Albo…Chce pracować, jako osoba zajmująca się leczeniem innych ludzi i traktuje to zarówno, jako pasję, jak i profesję. W takim przypadku należy sprawę potraktować niezwykle poważnie. Nikt chyba nie uwierzy, że w ciągu kilku lub kilkunastu lat zmieni się system ustawodawczy na świecie. Jesteśmy i będziemy od niego uzależnieni, czy nam się to podoba, czy nie. A on jest nieugięty. Leczyć wolno tylko lekarzowi. I fakt, że w Polsce homeopatia ma takie miejsce, jakie ma, czyli…miejsce mało poważnie traktowanej dziedziny czegoś, co jest pomiędzy szarlataństwem a alternatywą. Prawda jest jednak taka, że nie jest ani jednym, ani drugim i w wielu krajach Europy stała się prawnie uznaną metodą leczenia praktykowaną przez lekarzy. Dlaczego w naszym kraju ma być inaczej? Odpowiedź jest prosta – w naszym kraju JEST inaczej.

Niestety, jak grzyby po deszczu wyrastają gabinety różnorakich terapii często w swojej ofercie mające homeopatię. Jeżeli znajdzie się w nich doświadczony lekarz to pół biedy, ale ci mają raczej własne gabinety. Wśród bogatej oferty terapeutów po kursach nawet tych 3 czy 5 letnich są osoby stosujące „razem” z homeopatycznymi środkami np. radiestezję, biorezonans i inne terapie rodem z New Age. Potem…wielkie zdziwienie, jak ksiądz z ambony mówi, że to okultyści. I tak rykoszetem obrywa się mającej głębokie podstawy naukowe metodzie leczenia stosowanej w wielu światowych klinikach zwanej homeopatią.

Na koniec przytoczę opinię w tej sprawie lekarza – homeopaty, uczestniczki wielu kursów i szkoleń podyplomowych w zakresie homeopatii rozłożonych na dobre 20 lat, osoby znającej obie strony medalu równie dobrze: „/…/generalnie leczeniem powinni zajmować się lekarze. Są wyjątki wybitnych uzdrowicieli – nie lekarzy, jednak otwarcie drzwi medycyny dla nie lekarzy spowodowało napływ niesamowitej liczby osób przekonanych o swej wiedzy, bardzo odważnych w stawianiu diagnoz i leczeniu, dlatego, że nigdy nie widzieli tego, na co każdy lekarz napatrzył się w szpitalu./…/”

 

– Robert Zawiślak –

 

Comments are closed.

Alibi3col theme by Themocracy

call vimenahelp