Astrologia – wiedza zdegradowana

Krakowska szkoła astrologii 1453 – 1780

Wydarzenia następowały w takiej kolejności:

– ówczesny król Polski, Kazimierz Wielki, 12 maja w roku 1364, uzyskawszy zgodę papieską Urbana V utworzył w Krakowie Studium Generale; podstawą finansowania uniwersytetu zostały dochody z żup solnych;

– działalność praktyczna nowopowstałego uniwersytetu datowana jest od 1367 roku i początkowo ograniczona była do trzech wydziałów: sztuk wyzwolonych(filozofii), medycyny i prawa;

– od śmierci króla Kazimierza Wielkiego 30 października w 1370 roku do 24-26 lipca 1400 roku, gdy staraniem życia i wolą pośmiertną królowej Jadwigi został odnowiony, aktywność uczelni prawie zamarła;

– pierwsze wykłady z astrologii rozpoczęły się w 1423 roku za sprawą czeskiego profesora astrologii Henryka Czecha (Bohemiusa);

– w 1438 roku rozpoczął studia na wydziale sztuk wyzwolonych Marcin zwany Królem(Rex), syn Stanisława, urodzony w Żurawicy pod Przemyślem, który po latach już jako profesor astronomii i geometrii, doktor medycyny, odnowił i umocnił swoją fundacją z 1459 roku, nowopowstałą katedrę astrologii skromnej fundacji Jana Dąbrówki z 1453 roku; (Marcin Król, jako późniejszy twórca „krakowskiej szkoły astrologicznej”, po 1444 roku studiował astrologię w Bolonii i Pradze, a od 1455 r. pełnił funkcję profesora astrologii w krakowskiej uczelni, nadwornego lekarza i astrologa kardynała Zbigniewa Oleśnickiego; jest on autorem najstarszego polskiego iudicium astrologicum/prognostyk/, na rok 1451);

– europejska sława krakowskiej szkoły matematycznej i astrologicznej w II połowie XV wieku opiera się na osiągnięciach takich osobistości ówczesnej nauki, jak wspomniany już Marcin Król z Żurawicy (1422 – przed 1460); Marcin Bylica z Olkusza (1433-1493), Marcin Biem (ok. 1470-1540), Jan z Głogowa zwany Głogowczykiem (1445-1507), Wojciech z Brudzewa (ok. 1446-1495);

– dwaj uczniowie Marcina Króla z Żurawicy zyskali wielką europejską sławę – Marcin Bylica, pełniący funkcję nadwornego astrologa króla węgierskiego Macieja Korwina i współpracownik niemieckiego astronoma i astrologa Jana Regiomontana, oraz Jan z Głogowa, wykładowca astrologii na Akademii Krakowskiej, autor rocznych prognostyków, które redagował od 1468 roku. (Przepowiednia Jana z Głogowa, zapowiadająca pojawienie się na świecie czarnego zakonnika, który sprowadzi wielkie zamieszanie na Kościół Katolicki, ze względu na jej trafność, wprawiła w podziw całą Europę po wystąpieniu Marcina Lutra, augustianina noszącego czarny habit, rozpoznanego jako zapowiedziana postać.)

– w latach 1491-1496 studiował w Krakowie sztuki wyzwolone Mikołaj Kopernik(1473-1543); słuchał wykładów z matematyki, astronomii, teologii i medycyny. był uczniem sławnej krakowskiej szkoły matematycznej, reprezentowanej przez Marcina z Żurawicy i Marcina Biema; po latach, na łożu śmierci, dzięki niezwykłemu wsparciu i pomocy ze strony przyjaciół – astrologów, a szczególnie Jana Joachima Retyka, Kopernik mógł dotknąć pierwszego świeżo wydanego egzemplarza swojej pracyO obrotach ciał niebieskich; (w 1781 roku, Jan Śniadecki na publicznym wykładzie w Szkole Głównej Koronnej (Akademii Krakowskiej), bez mała z narażeniem życia, wygłosił pochwałę Mikołaja Kopernika, gdyż entuzjastyczne przyjęte przez bliski twórcy krąg astrologów w 1543 roku, dzieło „De revolutionibus…” zostało zdjęte z Index librorum prohibitorum, na którym umieściła je rzymska Kongregacja Indeksu w 1616 roku, dopiero w 1758 roku, czyli 23 lata wcześniej);

– inni europejscy uczeni tamtych czasów pobierający nauki w Akademii Krakowskiej to: Jan Virdung z Hassfurtu (profesor w Heidelbergu), Johann Vollmar (profesor w Wittenberdze), Konrad Celtis (profesor w Wiedniu), Erasmus Horitz i Stefan Roslein – między1433 a 1510 rokiem liczba studentów zagranicznych w Akademii Krakowskiej wynosiła aż 44% ogółu w nim studiujących;

– Kraków, obok Sewilli i Toledo, w XV wieku był najważniejszym ośrodkiem alchemii europejskiej, uprawiali ją głównie profesorowie medycyny, m.in. Maciej Miechowita (1457-1523) i Adam z Bochenia (? – 1514);

– na początku XVI wieku Akademii Krakowskiej uczono, jak nigdzie w Europie, łaciny, greki i języka hebrajskiego;

– Akademia Krakowska do końca XV wieku była jedyną w Europie Środkowej wyższą uczelnia kształcącą przyszłych profesorów astrologii dla europejskich uniwersytetówi wydawano w niej powszechnie uznane iudicia Practica Cracoviensis ( roczne prognostyki astrologiczne); „krakowska szkoła astrologii” była uznana i sławna we wszystkich ówczesnych krajach słowiańskich, Austrii i Niemczech;

– od 1522 roku, na polecenie rektora Macieja Miechowity, profesorowie katedry astrologii zaczęli do corocznych kalendarzy dołączać iudicia, (sprzedaż kalendarzy w XVI wieku była tak opłacalna, że w 1549 roku Akademia wydała przepisy zabraniające druku judycjów przed ich oficjalnym wydaniem akademickim)

– w1777 roku przybył do Krakowa w charakterze wysłannika Komisji Edukacji Narodowej Hugo Kołłątaj, celem przeprowadzenia reformy Akademii Krakowskiej; w 1779 roku przedstawił całościowy projekt przyszłych zmian – przemianowana na Szkołę Główną Koronną od 1780 stopniowo zyskiwała nowe oblicze sprawowała nadzór nad całym szkolnictwem średnim w Koronie oraz kształciła nauczycieli; nastąpiło wprowadzenie języka polskiego i przedmiotów matematyczno-przyrodniczych oraz zmiany organizacyjne, które doprowadziły do zamknięcia katedry astrologii i ostatecznego upadku krakowskiej szkoły astrologicznej; (po ostrej krytyce prognostyków przeprowadzonej przez Jana Poszakowskie-go i Antoniego Wiśniewskiego, Hugo Kołłątaj położył kres ich oficjalnemu wydawaniu.)

Uwagi na temat astrologii medycznej

W świecie kolorowych magazynów dla wszystkich, popularnych podręczników na każdy temat, prostych rozwiązań i masowych prawd medialnych, astrologia mająca tysiące lat tradycji w ludzkiej kulturze, (ze zdumieniem rozpoznawana przez badaczy jako „jakby nagle i niespodzianie dana, jako gotowy zwarty system wiedzy” w czasach kultury sumeryjskiej), znalazła sobie lub raczej została wciśnięta w nieadekwatne dla siebie miejsce – gdzieś miedzy mitem, złudnym mirażem, rzekomą rozrywką pustych umysłów towarzyskich spotkań, a tanim narzędziem cotygodniowego wsparcia w poszukiwaniach stabilizacji materialnej, zdrowia lub doskonałego partnera życiowego. Sprzedawana jako „wróżbiarska tandeta”, przynosząca niszowe dochody jednym, ośmieszona skutecznie w oczach drugich i użyta, jako kolejny przejaw obecności demonów dla zastraszenia lękliwych. Pogarda ze strony nauki, kropiło i egzorcyzm ze strony religii, ale czy zasłużenie? Czy historia, jako ta najlepsza nauczycielka życia jest w stanie czegoś w tej sprawie nauczyć?

Niepospolite, wybitne umysłowości przeszłości zajmowały się tym tematem. Jeden z przykładów zdaje się być szczególnie pociągający. To osoba szwajcarskiego teologa, filozofa, lekarza, alchemika i astrologa, Aureusa Philipusa Theophrastusa Bombastusa von Hohenheim zwanego Paracelsusem. Znany był ze sporządzania talizmanów chroniących przed chorobami w oparciu o zasady astrologii urodzeniowej, umiejętności wytwarzania środków leczniczych w procesach alchemicznego przetwarzania substancji w harmonii z cyklami planetarnymi, stosowania środków leczniczych z wyjątkową skutecznością w oparciu wpływ faz Księżyca.

Przez wiele lat doświadczałem zawodu wobec znanych mi dotychczas możliwości astrologii medycznej – cóż z tego, że zostanie skutkiem skomplikowanych, żmudnych obliczeń skonstruowany prawdziwy i zdumiewająco precyzyjny kosmogram urodzeniowy, poprawnie zinterpretowany, podane zostaną prognozy zdrowotne, jeśli nawet uda się uniknąć jakiś pomniejszych zagrożeń, eliminując kontakt z zagrażającymi w danym czasie sytuacjami, to jednak wobec poważnej choroby, nic do zrobienia. Albo pełna determinacja przyszłości, albo nie, a wtedy cała zabawa w astrologię na potrzeby zdrowotne nie ma sensu. Co z tego, że wg tradycji astrologicznego przekazu „człowiek kosmiczny” obrazuje dość szczegółowo zależność okolic i czynności ludzkiego organizmu od znaków niebieskiego zwierzyńca – nawet jeśli tak jest, to się tego nie zmieni. Tym bardziej skoro tak jest, to nie można tego zmienić. No a jeśli można to zmienić to tego nie ma – cóż bardziej logicznego?! Czas pokazał, że jest inaczej.

Jeśli zestawimy najprostszy bodaj układ wpływu Księżyca wędrującego na tle niebieskiego zwierzyńca z ryciną „człowieka kosmicznego”, zbudujemy model badawczy potencjalnych wpływów rosnącego lub malejącego satelity Ziemi na określone przez władcę – znak zodiaku części i funkcje ciała. Doświadczenie badawcze, (chciałoby się powiedzieć eksperyment naukowy), powtarzane w przeszłości niepoliczalną ilość razy przez liczne pokolenia astrologów i alchemików, pokazują, iż rosnący Księżyc sprzyja wzrostowi, zwiększaniu objętości i sił, malejący zaś Księżyc wzbudza zmniejszanie objętości i osłabienie. Znając substancję (jej tropizm do części ciała, czynności komórek, tkanek, narządów) i używając jej zgodnie z tym schematem uzyskuje się szybciej oczekiwane skutki, niż wtedy, gdy nie wykorzystujemy tego rytmicznego oddziaływania Księżyca.

Inny przykład to medycyna geograficzna, czyli zmiana skłonności chorobowych lub wzbudzanie zdrowienia z już zaistniałego procesu chorobowego poprzez rozpoznanie uwarunkowań miejsca (kosmogram urodzeniowy opisuje je szczegółowo), precyzyjne odnalezienie i określenie takiego nowego miejsca pobytu, w którym urodzeniowo zaprogramowane oddziaływania sił kosmosu w interakcji z danym miejscem na Ziemi zostaną radykalnie zmienione na korzyść. Nowy adres, można powiedzieć, nowa tożsamość, a więc i w zakresie zdrowia, nowe życie. Eksperyment, kolejny eksperyment, kolejny eksperyment i sprawdzenie prawidłowości. Czy nie tak przebiega proces uczenia się? Czy nie to jest istotą nauki? Najlepiej w takiej sytuacji oddać głos specjaliście.

Analogia historyczna

Jest rok 2003. Miejsce – Kraków, Centrum Kształcenia Podyplomowego Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Grupa pięćdziesięciu lekarzy medycyny, stomatologii, weterynarii i magistrów farmacji rozpoczyna 3 letni kurs homeopatii sformowany zgodnie z wytycznymi Europejskiej Rady ds. Homeopatii przy Parlamencie Europejskim. Po kilku miesiącach trwania kursu nadciąga burza – gromy i pioruny świętego oburzenia członków Senatu tej zacnej Uczelni wynikłe z poczucia naruszenia godności i wypracowanego wielowiekowa historią dobrego wizerunku. Atak przybiera na sile i nacisk dąży do osiągnięcia jasno wskazanego celu – zamknąć kurs, zamknąć „kalające” usta wykładowców, rozpuścić uczestników do domu, wymazać z annałów historii hańbę. I wszystko zmierzało do planowanego dobrego zakończenia, gdyby nie … pieniądze, pieniądze wpłacone przez dobrowolnych uczestników kursu do kasy Uczelni. Pieniądze zapłacone, umowa wiążąca obie strony razy pięćdziesięciu uczestników. Ekonomia wsparła zapaleńców. Wrzawa stopniowo ucichła. 3-letni kurs dobiegł końca. Pozostał tylko niesmak – w XXI wieku pięćdziesięciu uczestników podyplomowego kursu homeopatii dla lekarzy i farmaceu-tów uzyskało dyplomy sygnowane przez Uniwersytet Jagielloński (!) Dla uczestników radość, dla … (kogo) hańba? „/…/I ja tam byłem. Miód i wino piłem./…/”