Sprzedawcy śmierci kontra sprzedawcy cukru

Sprzedawcy śmierci kontra sprzedawcy cukru
Najpierw zapoznajmy się z faktami. Zgodnie z nimi, główną przyczyną śmierci
w USA, wg wyników 30 lat badań przeprowadzonych przez niezależną,
pozarządową instytucję Nutrition Institute of America z Nowego Jorku
przedstawioną w 25 – stronnicowym raporcie z 2004 roku zatytułowanym
„Death by Medicine”, jest medycyna konwencjonalna. W oglądanym przez
pryzmat statystyki systemie medycznym USA:
# 2.2mln ludzi rocznie doświadcza reakcji niepożądanych (ADRs) na
przepisywane zgodnie ze sztuką lekarską leki;
# 20mln niekoniecznych zaleceń antybiotyków dokonuje się rocznie wobec
infekcji wirusowych;
# 7,5 mln niekoniecznych procedur medycznych i zabiegów chirurgicznych
dokonuje się w ciągu roku;
# 8.9 mln decyzji o niekoniecznych hospitalizacjach rocznie;
# 783936 zgonów rocznie spowodowanych jest przez oficjalne działania
medycyny konwencjonalnej.
Dla porównania:
699697 zgonów nastąpiło w 2001 roku z powodu zdiagnozowanych chorób
serca;
553251 zgonów nastąpiło w 2001 roku z powodu choroby nowotworowej.
Te dane jednoznacznie wskazują, że prawdziwą pandemią naszych czasów
nie jest ani choroba nowotworowa ani choroby układu sercowonaczyniowego,
jak zwykło się sądzić, a jest nią działalność służb
medycznych.
Moje akademickie wykształcenie lekarskie zdominowane jest dogmatem
amerykańskich uczonych, amerykańskich badań, amerykańskich odkryć
medycznych, amerykańskich klasyfikacji chorób i postępu procesów
patologicznych oraz amerykańskich wytycznych dotyczących sposobów
leczenia. Symboliczną pieczęcią dopełniającą obrazu jest krakowski Instytut
Pediatrii w Prokocimiu, dar amerykański, i odbywające się w nim od lat
szkolenia lekarzy zgodne z amerykańskimi wytycznymi.
Dlaczego wszystko co przywołałem „musi” być ”amerykańskie”?
Cóż, bezdyskusyjna prawdą jest iż stworzony system jest w swojej genezie
pochodzący z Ameryki, jednak oddając Jej (Ameryce) sprawiedliwość, to
właśnie tam są prowadzone obserwacje i wnikliwe statystyki obrazujące ogrom
problemu o którym mowa. Dzięki nim obecnie każdy człowiek na ziemi może
nabyć stosowną wiedzę i dystans do tego co oferuje mu tzw. Oficjalna
medycyna. Warto tu wspomnieć że w Polsce do dzisiaj nie istnieje oficjalny
rejestr błędów medycznych mimo usilnych starań pacjentów.
Obserwowane z biegiem lat owoce są wskaźnikiem rzeczywistej wartości
każdego przedsięwzięcia. Zadaję więc sobie pytanie: co to za konwencja
medycyny? co to za sztuka lekarska? Co jest istotą medycyny konwencjonalnej
skoro u źródeł, w jednej tylko populacji świata, w USA przynosi ona owoce
zobrazowane powyższymi statystykami? Jakie są źródła konwencji, bo jej
przejawy obserwujemy na co dzień, która pod powszechnie akceptowanym
hasłem po pierwsze nie szkodzić, w majestacie prawa okalecza i pozbawia życia
miliony ludzi? Jedni stają się jej ofiarami „przypadkowo”, inni, jak to ma swój
wyraz w odniesieniu do ofiar powikłań poszczepiennych, „w imię wyższego
dobra ogółu”, a jeszcze inni „w związku z aktualnym poziomem wiedzy”
warunkowanej wynikami badan naukowych. Co dzieje się z tą nauką?
Konwencja aktualnej nauki, w praktyce nie wiele starsza niż 150 lat, z łatwością
zamykająca oczy na fakty nie wygodne dla niej, w ramach nieokiełznanej
twórczości rodzi swoje owoce – wypluwa z siebie kolejne obowiązujące
procedury, zakotwiczone w modelu pozytywistycznego skrajnie
materialistycznego człowieka maszyny. Rozciąga swoje oddziaływanie na
otępiającą indoktrynację stosowaną w powszechnych systemach edukacyjnych,
które bazują na marnym odtwórstwie, dość skutecznie wykorzeniającym
zdolność stawiania odkrywczych pytań, gotowość do nieuprzedzonego widzenia
zjawisk i odwagę twórczego zaprzeczania zastanym, utartym, rutynowo
stosowanym rozwiązaniom. A tzw. nauki medyczne zdają się w tym zakresie
przodować. Z drugiej strony przy bliższym oglądzie zjawiska pojawia się
przesycone przygnębieniem pytanie: a dlaczego miałoby być inaczej skoro
badania naukowe zlecają, i w przewadze kupują, królujący producenci
„najlepszych” już istniejących rozwiązań? Rozwiązania te są najlepsze, gdyż
najlepiej sprawdziły się rynkowo i przyniosły najlepsze dochody. Badania
odkryją i potwierdzą prawdę zgodnie z zamówieniem, a jeśli jednak wynik
badań mógłby nieoczekiwanie wskazać inną prawdę, to zawsze może pozostać
pod kluczem ukryty na dnie szuflady. Na koniec kapłani medycyny – lekarze,
poniosą sztandar jedynej obowiązującej prawdy na spotkanie chorego, i jako
dopełniające ogniwo systemu, uruchomią zwrotny i zwielokrotniony przepływ
strumienia pieniądza do źródeł, z których przyszedł, oferując społeczeństwu
oparte na faktach naukowych procedury medyczne. System krzykliwie i z
uporem głoszący ewangelię materializmu, wykrzywioną i rzekomo prawdziwą
naukę przeczącą naturze i istocie człowieczeństwa działa skutecznie.
Sprawdzony przez lata przynosi oczekiwane skutki. Na polu medycyny mami
pozorami prawdy, zwodzi dogmatami nauki, wikła w bezowocne rozpatrywanie
szczegółów pozbawiających zrozumienia, odcinających od użytecznych i
prawdziwych uogólnień i zrozumienia praw natury, równocześnie oddalając od
odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące zdrowia i życia. Co najgorsze,
na skalę globalną pozbawia ludzi odpowiedzialności za samych siebie,
obezwładnia i zniewala ich, wbudowując w ich świadomość przekonanie o
niemocy i niezdolności do życia poza systemem. W tej konwencji zdolności
samoodnowy organizmu ludzkiego są uznane za jedne z
najniebezpieczniejszych i propaganda systemowa nie waha się nawet przed
użyciem narzędzi prawych, aby ścigać z urzędu takich śmiałków i heretyków,
którzy próbują szerzyć wiedzę i rozpowszechniać przekonania o rzeczywistych
możliwościach człowieka. Gdyby ludzie rozpoznali i rozwinęli życie w sobie,
urzeczywistnili swoje potencjalne możliwości, staliby się samowystarczalni.
Wtedy skończyłaby się zależność, a wraz z nią skończyłby się wyzysk i
możliwość zarobku na wielką skalę.
Skupmy uwagę na kluczowym fakcie – jeżeli w obliczu szkody, jaką jest w
indywidualnym życiu choroba, nie ma pracy nad jej zrozumieniem,
rozpoznaniem jej celu i sensu, a w zamian ma miejsce podstępne, systemowe
wykorzystywanie sytuacji do uwikłania, uzależnienia i zniewolenia człowieka,
to jest zasadnym nazywanie przedstawicieli takiego systemu sprzedawcami
śmierci.
Jeżeli wbrew faktom, człowiekowi choremu proponuje się „lek”, procedurę
medyczną, postępowanie, zabieg, który nie dość, że nie poprawi jego położenia,
to jeszcze doda trwale do jego cierpień, zaciemni sytuację i odsunie szansę na
pomyślne, twórcze, odkrywcze, rozwijające rozwiązanie, to zasadnym jest
nazywanie przedstawicieli takiego systemu sprzedawcami śmierci.
Jeżeli substancja zwana „lekiem” po długotrwałych, wieloletnich badaniach, jest
rozpoznana, jako wykazująca całą gamę oddziaływań biologicznych, i w sposób
arbitralny kilka procent tego rozległego zakresu działania nazwanych zostaje
wskazaniami terapeutycznymi, a ponad dziewięćdziesiąt procent działaniami
niepożądanymi i ubocznymi, to jasnym jest, że jej przewlekłe przyjmowanie
związane jest wbudowywaniem w organizm złożonych zakłóceń
funkcjonowania, w konsekwencji tłumieniem lub nadmiernym pobudzeniem
funkcji życiowych, a więc szkodą. I ta szkoda jest tym większą, im więcej takich
substancji jest stosowanych i im dłuższy jest ich czas stosowania. Dlatego
zasadnym jest nazywanie sprzedawców takich „leków” sprzedawcami śmierci.
Jak to się zaczęło? Historyczna prawda jest taka, że to doktor Hahnemann
wniósł do medycyny impuls ożywczy i porządkujący. Przybywający w XIX
wieku z Ameryki po nauki na Stary Kontynent do europejskich uniwersytetów
młodzi ludzie przejmując ideę homeopatii rozprzestrzenili ją potem w Stanach
Zjednoczonych Ameryki Północnej. To lekarze homeopaci, jako pierwsi
skupiali swoje działania w stowarzyszeniach lekarskich, zakładali szkoły
medyczne i twórczo doskonalili nową metodę leczenia. I tak było do końca XIX
wieku.
Wtedy to w kręgach finansjery amerykańskiej dostrzeżono, że człowiek chory
może być świetnym źródłem dochodów. Należy tylko nieco skorygować kierunek
rozwoju społeczeństwa. Skorygować regulacje prawne, szkolnictwo i medycynę
wykorzystując istniejące struktury i mechanizmy. Wyniki terapeutyczne
homeoterapii wobec ostrych chorób w tym epidemii duru i cholery nie miały
sobie równych – sprawdzono to w Europie. Wobec chorób przewlekłych
również homeopatia okazała się skuteczna jak żadna inna metoda leczenia.
Skutkiem tego paradoksalnie okazała się nieprzydatną, a nawet groźną dla
realizacji nowego zamierzenia. Należało więc, po około 100 latach jej
dynamicznego rozwoju, homeopatię zniszczyć. I w Stanach Zjednoczonych
prawie się to udało na długie lata. Aby tego dokonać, trzeba było przeniknąć
system szkolenia, zmienić jego zasady i cele, nakierować medycynę na walkę z
nieistniejącymi chorobami, stworzyć zmyślną karykaturę sprawnie działającego
wzorca pod patronatem pseudo nauki, jako ostatecznego autorytetu mamiącego
ludzi. I tak się stało – założone przez lekarzy homeopatów Amerykańskie
Stowarzyszenie Medyczne zostało „przekształcone” od wewnątrz i przejęte dla
nowej strategii „zdrowia publicznego”, czyli ośmieszenia homeopatii,
zakazania jej nauczania i stosowania, metodycznej indoktrynacji lekarzy,
zmiany standardów medycznych, ustalenia obowiązujących kontraktowanych
procedur medycznych, podporządkowania nauczania medyków potrzebom
powstającego przemysłu farmaceutycznego i profesjonalnemu tworzeniu rynku
zbytu dla jego produktów na skalę światową. Cel został osiągnięty.
Wystarczyło 40-50 lat metodycznego działania i tak się stało. Pojawiła się
medycyna konwencjonalna dzięki konwencji wąskiej grupy finasowo
zasobnych decydentów. Wyrzuciła poza swoją konwencję wszystko, co nie
nakręca zysku i, jak przystało na uzurpatora, dyktatora, korzystając ze wszelkiej
dostępnej krzykliwej propagandy, przekonuje, że jest jedynym reprezentantem
prawdy i ma na nią monopol. AMA, American Medical Association, dziś jest
dyktatorem o globalnym zasięgu i pospołu z WHO oraz pomniejszymi
organizacjami decyduje o treści recepty na globalne zdrowie.
Zdrowie znaczy już co innego, choroba znaczy co innego, lek jest czym innym,
leczenie nie znaczy już tego, co dawniej. Wszystko podporządkowane jest
pomnażaniu pieniądza, a reszta to pozory i maskarada. Jeśli ktoś ma
wątpliwości, czy te stwierdzenia są zasadne, to polecam lekturę głównych
tytułów serwisów informacyjnych i gazet codziennych, w których
przedstawiciele oficjalnego nurtu bełkotliwie atakują praktyków homeopatii
argumentami rodem z kabaretu. Jeśli poświęcimy chwilę zastanowienia
niedawnej sprawie sądowej Boiron przeciw Gregosiewiczowi, to dostępny
„materiał dowodowy” jasno wskazuje jak musiał się skład sędziowski
napracować próbując ustalić jakim poziomem logiki i argumentacji posługiwał
się Pan profesor Andrzej Gregosiewicz formułując kłamliwe oskarżenia i
atakując homeopatię oraz Firmę Boiron wypowiadając słowa, iż preparat
homeopatyczny Oscilloccinum Boiron nie działa, bo nic po za cukrem w nim
nie ma, a jednocześnie twierdził, że przenosi on wirusa ptasiej grypy i jest
przyczyną rozsiewu epidemii tejże choroby.
(„/…/Rozpatrując skargę kasacyjną pozwanego Sąd Najwyższy uznał ją za
niezasadną. Stwierdził przy tym, że Gregosiewicz w żaden sposób nie dowiódł,
że Oscillococcinum stanowi zagrożenie zarażenia wirusem ptasiej grypy w jego
najgroźniejszej postaci H5N1. Sąd wytknął również Gregosiewiczowi, iż skoro
twierdzi on, że środek homeopatyczny nie ma właściwości określanej skrótowo
jako tzw. „pamięć wody”, to tym samym niemożliwe było przenoszenie przez ten
lek także wirusa ptasiej grypy./…/”
Wyrok SN III CSK 73/07 Boiron S.A. vs. Gregosiewicz z 10 maja 2007roku)
Na drugim biegunie naszych rozważań stawiam sprzedawców cukru. Ich
główną przewiną jest, że ośmielają się postępować inaczej i psują spójność
upowszechnianego obrazu świata. Gdyby nie istnieli sprzedawcy cukru,
„najlepsze” i jedyne propozycje systemowe zostałyby pewnie z braku innych
przyjęte z wdzięcznością i uznane za najlepsze. Ponoszone koszty i składane
ofiary, nawet życia, można by wtedy nazwać smutną koniecznością i ceną za
osiągane na skalę społeczną dobro. Ale kiedy ktoś dostrzega fakty i wypowiada
głośno stwierdzenia o tym, że fluoryzacja wody pitnej i past do zębów uszkadza
ośrodkowy układ nerwowy i trwale zmienia zachowania człowieka, że
powszechnie dostępne szampony do mycia włosów zawierają toksyczne
substancje wzbudzające procesy nowotworowe w tkance mózgowej, a niedawno
wprowadzona i burzliwie rozwijająca się technologia telefonii komórkowej w
sposób fizyczny również indukuje podobne zaburzenia zdrowia, że szczepionki
„zapobiegawcze” zawierają onkogenne wirusy, obcy materiał genetyczny i
rozpoznane substancje toksyczne w stężeniach ponad 100000-krotnie
przekraczających dopuszczalne normy, że środki „lecznicze” stosowane w
chemioterapii nowotworów mają w swoich składach toksyczne substancje
używane w czasie II wojny światowej w komorach gazowych obozów masowej
zagłady, to taka osoba w szybkim trybie zostaje uznana za wroga publicznego i
system podejmuje działania w celu jej usunięcia.
Pośród takich ludzi są także sprzedawcy cukru. W polskim krajobrazie
medialnym pojawili się nie tak dawno. Kim są? To ci, którzy wytwarzają,
sprzedają, stosują w profilaktyce i terapii profesjonalnie lub amatorsko preparaty
homeopatyczne.
Już wiemy, gdzie możemy odnaleźć sprzedawców cukru, są oni obecni po tej
drugiej stronie linii frontu walki o prawdę. Burzą dominujące przekonania,
czynią zamach na dogmaty propagandy, tworzą wyłom w spójnej, podawanej,
jako jedyna istniejąca, wersji rzeczywistości. Jaka jest prawda reprezentowana
przez sprzedawców cukru ?
To prawda oparta na odkryciu doktora Samuela Hahnemanna, spostrzeżeniach i
doświadczeniach tysięcy lekarzy, którzy od 1795 roku do dziś, czyli przez
prawie 220 lat, obserwowali i stosowali w praktyce homeopatię, oraz
wielokrotnie większej liczby ludzi różnego wieku i płci, którzy doświadczali na
sobie jej błogosławionych skutków. By oddać sprawiedliwość prawdzie
reprezentowanej przez sprzedawców cukru, dodać należy jeszcze zwierzęta i
rośliny(sic!) skutecznie leczone za pomocą tej metody na obu półkulach
ziemskiego globu. Tysiące tysięcy stron spisanych obserwacji, eksperymentów
naukowych i ich wyników opisują reakcje ludzi na podanie substancji i
informacji preparatów homeopatycznych w próbach lekowych, tysiące tysięcy
stron spisanych dokumentacji obserwacji klinicznych i wyników leczenia
osiąganych z pomocą homeoterapii, zgromadzone rozległe bazy danych
zapisane na nośnikach elektronicznych, zbudowany przez obserwację i
eksperyment lekospis obejmujący wskazania do stosowania ok. 4500 środków
leczniczych. To przykładowe owoce wytężonej i uporządkowanej pracy
wykonanej w ciągu ponad 200 lat historii homeopatii.
Jest jeszcze jeden owoc homeopatii, który przekreśla ją w oczach sprzedawców
śmierci. Jest nim brak skutków ubocznych i niepożądanych w związku z
prowadzoną terapią homeopatyczną. Nie nadaje się ona do produkcji przewlekle
chorych ukrywanej pod pretekstem procedur zalecanych przez medycynę oparta
na faktach (EBM). Nie nadaje się do uzależnienia pacjenta. Z tej przyczyny jest
nie tylko nieprzydatna, ale staje się niebezpieczna i wroga dla omawianego
nurtu konwencji, już z samego faktu swojego istnienia. A więc jako rozpoznany
wróg, homeopatia musi być aktywnie zwalczana, bo z wrogiem się walczy. Tak
zawsze było w ludzkiej tradycji.
A w polskiej rzeczywistości, jako wynik napięć pomiędzy Naczelna Radą
Lekarską a sprzedawcami cukru i ich zwolennikami, NRL powołuje Komisję
złożoną z utytułowanych specjalistów, i nakreśla jej okres czasu kilu tygodni,
aby zbadała homeopatię i wydała orzeczenie o jej prawdziwości i przydatności
w terapii. Czy będą oni w tym czasie zdolni zapoznać się z materiałami
źródłowymi? Z rozległą literaturą tematu homeopatii? Czy zdążą nabyć osobiste
doświadczenie i stać się ekspertami zdolnymi do wydania prawdziwej opinii na
temat badanego tematu, skoro lekarzowi wstępne poznanie zasad i sposobów
stosowania homeopatii zabiera przynajmniej trzy lata i wymaga od niego nie
tylko pilnych studiów rozległej lektury interdyscyplinarnej, ale także osobistego
zaangażowania i przebycie próby lekowej, co i tak nie czyni go ekspertem w tej
dziedzinie, a jedynie udostępnia mu rozeznanie w rozległości i złożoności
zagadnienia, jakim jest homeopatia. Jaki będzie werdykt? Nie przesądzając, z
mojego punktu wiedzenia, jedyny prawdziwy, jaki mógłby zaistnieć, wyrażałby
się stwierdzeniem: ”Wobec rozległości i złożoności zagadnienia stwierdzamy, iż
na tym etapie jego poznania nie jesteśmy kompetentni do zaopiniowania o nim.
Potrzebujemy czasu i możliwości zapoznania się z opiniami specjalistów w tej
dziedzinie.” Kto nas zaskoczy i czym? Na co możemy liczyć? Przedsmak tego,
co czeka zainteresowanych sprawą homeopatii ujawnił się w czasie spotkania za
i przeciw zorganizowanego przez „Rzeczpospolitą” w (..) z udziałem miedzy
innymi doktora Macieja Hamankiewicza reprezentującego NRL i gościa z
Wielkiej Brytanii, doktora Petera Fishera z Królewskiego Szpitala Medycyny
Integracyjnej w Londynie. konsultanta naukowego Rady do spraw Homeopatii
przy Parlamencie Europejskim. Kiedy dr Fisher powołał się na wyniki badań
naukowych w liczbie 288 wykonanych do 2013roku, zgodnie ze standardami
naukowymi, potwierdzających skuteczność i przydatność terapeutyczna
homeopatii, zebrani usłyszeli bardzo merytoryczną odpowiedź dr
Hamankiewicza, iż „/…/ osobiście znam pacjenta, któremu leki homeopatyczne
zaszkodziły, bo zaniechał leczenia chemicznego i dziś jego stan jest bardzo
poważny.” (Podaję za artykułem „Homeopatia – pacjent, lekarz, system”
zamieszczonym w dodatku do „Rzeczypospolitej”, Zdrowie N3, Środa-
Czwartek, 18-19 czerwca 2014.) W dalszym ciągu swoich uzasadnień
powiedział „- Prawdą jest, że nie ma skarg od pacjentów na szkodliwe działanie
tych preparatów, bo co ma im zaszkodzić: cukier i woda?”.
Jak mógłby wyglądać komentarz do takiej odpowiedzi zostawiam swobodzie
wyboru uważnego i światłego Czytelnika…
Teraz opowiem Państwu o przypadku. Przypadki pacjentów w tradycji
homeopatii są nośnikiem żywej wiedzy i ich przedstawianie oraz dyskusja nad
zasadnością prezentowanego w nich postępowania jest jednym z głównych
sposobów nauczania homeopatii. Oto zgłosiła się do mnie pewna młoda,
dwudziesto – kilku letnia kobieta, według medycyny klinicznej cierpiąca z
powodu atopowego zapalenia skóry. Jej problem, wg wspomnień jej matki
rozpoczął się w pierwszych tygodniach życia, niekiedy na krótko przycichał, ale
mimo wieloletniego intensywnego leczenia, nigdy nie ustąpił. Była
konsultowana przez lekarzy pediatrów, internistów, alergologów, immunologów
i dermatologów, i intensywnie leczona także w warunkach szpitalnych. Tu
pojawia się pytanie – jak to jest możliwe? Osoba urodzona w sercu Europy z
końcem lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, cierpi przez całe swoje życie
z powodu zapalenia skóry. Jest w praktyce przewlekle, nieuleczalnie chora,
pomimo intensywnego leczenia i pełnej opieki roztaczanej nad nią przez
rozbudowany system Służby Zdrowia? Jak to możliwe skoro ludzka skóra
odnawia się całkowicie w cyklu 28-dniowym? Jaki to problem, który okazuje się
niedostępny dla całej armii rozlicznych specjalistów klinicznej medycyny,
dominującego nurtu, który rości sobie prawo do wyłączności w sprawach
ochrony i przywracania zdrowia? Rozpoznanie jest ustalone i znane ponad
wszelką wątpliwość. Leczenie jest znane i zalecone: środki przeciwhistaminowe
wewnętrznie i zewnętrznie, a w okresach zaostrzeń terapia
sterydami zewnętrznie i wewnętrznie, okresowo nawet dożylnie. Wynik… jest
opłakany własnymi łzami cierpiącej kobiety.
Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy wyglądem swoim przypominała
zobrazowaną w literaturze ludowej strzygę, wychudzona postać z potarganymi
włosami sklejonymi strupami zaschniętej na powierzchni skóry głowy cuchnącej
odpychająco wydzieliny, która zdołała zbudować warstwę miejscami osiągająca
nawet ok. jeden centymetr grubości. Nie dość, że włosy potargane i sklejone, to
jeszcze na dodatek suche, cienkie, matowe, kruche, wypadające. Twarz blada z
zapadłymi głęboko w oczodołach oczami i mnogimi ogniskami swędzącej
wysypki pęcherzykowej w większości przekształconej skutkiem drapania w
otwarte, rozległe, sączące miodowo żółty płyn rany. W podobnym stanie była
szyja i wszystkie kończyny i znacząca powierzchnia tułowia. Przyprawiało o
zdumienie opowiadanie, z którego wynikało, iż taki stan towarzyszył tej
bohaterskiej kobiecie przez większość dni jej dotychczasowego życia. Można,
by wątpić w prawdziwość opowieści, gdyby nie prezentowany przez kobietę
stan emocji – mieszanina niecierpliwości, rozdrażnienia, przewlekłego
przemęczenia i przygnębienia graniczącego z zupełną rezygnacją. Na poziomie
emocji nowo nawiązana relacja z partnerem stała się powodem do spotkania ze
mną i odbycia kolejnej konsultacji. Jako młoda mężatka postanowiła jeszcze raz
powalczyć o swoją przyszłość. Bez tej motywacji, jak wyznała kobieta podczas
spotkania, nie podjęłaby ponownej próby przygnieciona ciężarem
dotychczasowych, osobistych doświadczeń. W tym konkretnym przypadku
wybitnie słuszną okazało się potoczne powiedzenie „jesteśmy tym, co jemy”.
Proces zapalny może być przyrównany do procesu trawienia, ale jak go
rozumieć, gdy jest on osadzony w skórze i to z taką mocą i rozległością?
Wychodząc od tego pytania względnie szybko ustaliliśmy wspólnie z pacjentką
całą gamę pokarmów, które pogarszają stan jej skóry. Zapoznając się ze
szczegółami jej dolegliwości i mając świadomość znaczenia tamtej chwili –
teraz albo nigdy – zdecydowałem się na radykalna dietę eliminacyjną
ograniczoną wyłącznie do wody, brązowego ryżu i zielonych części roślin. To
zalecenie było szokiem, ale również niosło ze sobą jedyną w swoim rodzaju
szanse na przerwanie błędnego koła rzekomych terapii sterydowych tłumiących
życie zatruwane masywnie alergenami pokarmowymi. Po zastosowanej terapii
homeopatycznej i diecie eliminacyjnej po raz pierwszy w jej życiu nastąpiły
znaczące pozytywne zmiany.
Ale… oddam jej głos i sama opowie o sobie: „/…/Z tej strony szczęśliwa i
zdrowa, (a na pewno na właściwej drodze do zdrowia),
pacjentka mieszkająca w Anglii. Panie doktorze aż trudno uwierzyć że kilka dni
temu minął rok od pierwszej wizyty w Krakowie… Rok temu zaczęła się
rewolucja
i przewrót w moim życiu (oczywiście w życiu mojego męża również). Dziś jestem
szczęśliwą i uśmiechniętą, pełną optymizmu 26 latką. Wszystko wokół mnie
cieszy,
powoli odzyskuje wiarę w siebie i swoje możliwości Kompleksy i strach przed
ludźmi
spowodowany złym i chorobowym wyglądem twarzy i ciała odeszły w
niepamięć,
znów jestem otwarta na ludzi i na świat. Panie doktorze pragnę gorąco
podziękować za pomoc i za pokazanie mi ścieżki, którą mam podążać.
Przerwałam moje błędne myślenie, że poza codziennym zmaganiem się
ze swoim problemem, jakim była skóra i jej złe funkcjonowanie nic dobrego
mnie nie czeka,
że nie ma żadnej szansy na wyzdrowienie, (bo jak w to nie wierzyć skoro
”lekarze” powtarzali
w kółko jak mantrę, że choroba jaką jest atopowe zapalenie skóry da się jedynie
zaleczyć
na jakiś czas sterydami, ale to choroba na całe życie i należy się nauczyć z nią
żyć).
Ponieważ mój stan ogólny uległ poprawie i czuję się bardzo dobrze zarówno
psychicznie,
jak i fizycznie zdecydowałam się kontynuować studia w Polsce (w systemie
zaocznym oczywiście ponieważ nadal mieszkamy z mężem w Anglii), a które
przerwałam 3 lata temu przez chorobę właśnie.
/…/ Tematem mojej pracy kazuistycznej jest mój przypadek wyleczenia
atopowego zapalenia skóry. W pracy chcę pokazać jak wszystkie poszczególne
elementy homeopatia, dieta i aktywność fizyczna pomogły mi zwalczyć chorobę.
Chcę pokazać że jest inna droga niż sterydy i cała masa niepotrzebnych
tabletek./…/ Pozdrawiam z uśmiechem na ustach./…/”
Komu zagrażają sprzedawcy cukru i w jaki sposób? Tym, którzy nie mają
wiedzy? Tym którzy nie mają wyników? Tym, którzy nie maja autorytetu?
Nie,Tym, którzy nie mają jeszcze pełnej kontroli nad przepływem pieniądza;
tym, którzy dążą do posiadania PEŁNEJ WŁADZY. Pobudzeni grozą sytuacji
potencjalnej utraty znaczącego sektora zysków nie wahają się kłamać, nie
wahają się wzbudzać waśni, nie wahają się przed użyciem prowokacji i
podstępu. Ale mimo wielkich środków jakimi władają, większa jest siła ludzkiej
świadomości. Pracujmy spokojnie nad rozwojem świadomości, każdy z osobna
i wszyscy razem. Tak jak historia pokazała ponad 100 lat temu na przykładzie
Ameryki , kiedy to jednostki , które przeniknęły stowarzyszenia i szkoły
medyczne założone przez lekarzy homeopatów przekształcając je w znany nam
dzisiaj system medyczny, tak dziś jednostki pomnożone przez miliony naspojedynczych
pacjentów mogą przebudować obecny wadliwy system w
dostępny dla każdego nie inwazyjny i pozbawiony skutków ubocznych program
leczenia i profilaktyki. A to nie wyklucza istnienia medycyny
ratunkowej,wyszukanych technik chirurgicznych czy nanotechnologii użytej w
sytuacjach nagłych,tragicznych czy katastrofach naturalnych. Mogłoby jedynie
postawić ta smutna statystykę przywołaną na początku artykułu na końcowym
miejscu. A po za tym, jak zwykła mówić moja babcia: „Kłamstwo może biec
cały rok, ale prawda dogoni je w jeden dzień”.
Robert Zawiślak